Pewnego dnia moja córka, uczennica zwykłej, rejonowej szkoły, przyniosła mi zaklejoną kopertę, podpisaną jej imieniem i nazwiskiem.
I wtedy pomyślałam sobie, że na tej wywiadówce dostałam to, na czym mi najbardziej zależy: rzetelną informację o moim dziecku, przedstawioną jasno i konkretnie, w intymnej atmosferze. Opis szeregu pozytywów i mocnych stron oraz sfer, gdzie dziecko potrzebuje większej pomocy. Dodatkowo otrzymałam zapewnienie, że nie zostanę sama z trudnościami mojego dziecka, że wspomaganie jego rozwoju to wspólna odpowiedzialność moja i szkoły. Zostałam tamtego dnia wielką fanką wychowawczyni mojej córki.
Od wielu lat pracuję z rodzicami i nauczycielami, a od paru lat bywam też jako rodzic na wywiadówkach. Zdarza mi się też uczestniczyć w zebraniach dla rodziców jako specjalista.
Wywiadówka – słowo, które budzi rozmaite emocje zarówno u nauczyciela, jak i rodzica. Czasem można nawet odnieść wrażenie, że wywiadówka jest przykrym obowiązkiem, niezbędnym – bo wpisanym w schemat organizacji roku szkolnego – ale bezsensownym i dla nauczyciela, i dla rodziców. Czasem przemienia się we wzajemnie wylewane żale. Często nauczyciel wykorzystuje fakt, że zgromadził tylu rodziców, aby podzielić się swoją frustracją dotyczącą zachowania klasy lub jej wyników nauce.
Myślę o wywiadówce jako spotkaniu nauczyciela z rodzicami, do którego trzeba się w sposób świadomy przygotować. Zachęcam do przyjrzenia się, co – jako nauczyciel – możesz zrobić, żeby uczynić z wywiadówki spotkanie z rodzicami, a nie nudny (często dla obu stron) obowiązek.
Aby zobaczyć pełną wersję artykułu
Zamów prenumerateBEZPŁATNY EGZEMPLARZ - SPRAWDŹ!
Aby upewnić się, że warto zamówić nasze czasopismo, nie musisz wydawać pieniędzy.
Pobierz przykładowy numer
Nasi eksperci odpowiadają na Państwa pytania do skutku! To Państwo decydujecie kiedy uznać problem za skutecznie rozwiązany!
Zadaj pytanie