|
|
|
|
|
Nowa reforma pedagogiczna 2010: kształcenie uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi |
|
Wywiad z Panią Dorotą Żyro, p.o. dyrektora w Ośrodku Rozwoju Edukacji, na temat organizacji indywidualnej pracy z uczniami, działaniach w ramach zespołu ds. specjalnych potrzeb uczniów oraz pomocy nauczycielom w zakresie wdrażania reformy w placówkach.
Jak ocenia Pani obecną reformę kształcenia uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, która wzbudza tak wiele emocji w środowisku nauczycielskim?
Reforma to bardzo dobry pomysł. Tak naprawdę polska edukacja czekała 20 lat, żeby uwagę i kompetencje nauczycieli bardziej skierować na indywidualne wspieranie rozwoju dziecka. Niniejsza reforma ma taki charakter, że zaczynając od przedszkola, nauczyciele muszą nauczyć się dziecko obserwować, oceniać dojrzałość szkolną oraz ogólne funkcjonowanie dziecka. Nauczyciel patrzy, czy dziecko rozwija się prawidłowo, czy też pojawiają się w tym zakresie kwestie budzące wątpliwości. Jeżeli tak jest, to nauczyciel decyduje się sam pracować z dzieckiem i pomagać mu lub poszukuje pomocy na zewnątrz, jeżeli oczywiście zaobserwowane trudności są tak znaczące, że nauczyciel nie czuje się kompetentny do tego, aby w jakiś sposób temu przeciwdziałać. Tak ma to wyglądać w pierwszym okresie – przedszkolnym i do tego nauczyciele mają się przygotowywać. Częściowo już ten proces się zaczął. Półtora roku temu odbyły się szkolenia z tzw. diagnozy przedszkolnej, która jest takim wstępnym rozpoznaniem funkcjonowania dziecka. Programem tym zostali objęci nauczyciele (po jednym) z każdego przedszkola i z co trzeciej szkoły podstawowej w Polsce.
Zebrane przez nauczycieli wychowania przedszkolnego wiadomości będą musiały zostać wykorzystane na późniejszych etapach nauczania.
Podkreślam, że nie zostają zbierane jedynie wiadomości, ale również umiejętności społeczne dziecka, jego samodzielność, czyli te rzeczy, które wpływają na późniejsze znalezienie się w roli ucznia. Brane jest pod uwagę wszystko to, co powoduje, że dziecko potrafi samodzielnie funkcjonować w sytuacji zadaniowej na co dzień. A zatem, również na dalszych etapach nauczania, nauczyciele kształcenia zintegrowanego są zobowiązani, aby umieć dziecko obserwować oraz rozpoznać jego potencjał. Nauczyciel, aby dobrze projektować pracę z dzieckiem i ją indywidualizować, musi wiedzieć, jakim potencjałem dysponuje uczeń, czy dane dziecko ma trudności, czy też jego możliwości są ponadprzeciętne, a więc również wymaga specjalnej uwagi. Założenia wprowadzanych zmian są takie, aby nauczyciel umiał dziecko obserwować oraz pracować z nim zgodnie z tym, co wynika z jego obserwacji. Jeżeli zatem dla dziecka powinna być przewidziana bardziej indywidualna ścieżka, to nauczyciel powinien ją po prostu zastosować. Nauczyciel musi ponadto szukać sposobów i metod włączania i angażowania rówieśników dziecka do współpracy i współdziałania, tak aby urozmaicić formy pracy według potrzeb danego dziecka. Zdaję sobie jednak sprawę, że to się łatwiej mówi, niż robi.
To jest chyba największa obawa nauczycieli, że w ogromie pracy dydaktycznej do zrealizowania, może zabraknąć czasu na indywidualną pracę z dzieckiem.
Wydaje mi się, że zawsze ważna jest osobista odpowiedź nauczyciela na pytanie, dlaczego jest nauczycielem i czemu uczy w szkole. Czy po to, aby wspierać całościowy rozwój dziecka, czy też po to, aby przekazać tylko treści przedmiotowe. Nauczyciel powinien wspierać rozwój dziecka we wspomnianych aspektach, jak również w umiejętności współpracy oraz wyrażania własnego zdania, kontaktach z rówieśnikami czy samodzielności, aby budować w dziecku poczucie własnej wartości. Szansę na to, że dziecko ze specjalnymi potrzebami, które znajdzie się w środowisku szkolnym, będzie w stanie dobrze funkcjonować, pomimo swoich trudności, zapewniają – otwartość, chęć pomocy oraz nakierowanie uwagi na jego indywidualne potrzeby. Jeżeli natomiast praca nauczyciela jest „uśredniona”, to tracą wówczas zarówno dzieci, które do tej średniej nie dorastają, jak również te, które ponad tę średnią wyrastają. W wielu wypadkach taka oferta nauczyciela jest po prostu nieadekwatna do potrzeb grupy, z którą nauczyciel pracuje. Zdaję sobie sprawę z tego, że to zapewne będzie długi proces, ale bardzo cieszę się, że on nareszcie się rozpoczyna. Jest przecież część tych dobrych nauczycieli, którzy i tak już go wdrażają. Nie można przecież być dobrym matematykiem czy też chemikiem, nie znając ucznia, jego możliwości oraz potrzeb i nie starając się mu pomóc w procesie uczenia. (...)
Dalsza część wywiadu
|
|
|
|
|
|