Zaloguj
Nie pamiętasz hasła Dołącz Nie masz jeszcze konta?

Strona główna > Numer 32 > Nie łapiemy uczniów na błędach

Kamila SekułowiczNie łapiemy uczniów na błędach

Rozmowa z Łukaszem Ługowskim, dyrektorem Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii nr 2 „KĄT” w Warszawie o przyczynach niepowodzeń edukacyjnych, szkole przyjaznej uczniom oraz współpracy z rodzicami.

Kieruje Pan Młodzieżowym Ośrodkiem Socjoterapii. Jacy uczniowie i dlaczego trafiają do tej placówki?

Przede wszystkim trafiają do nas dzieci , które mają problemy emocjonalne i nie odnajdują się w ramach tzw. tradycyjnej szkoły. „Dzieci” mówię tu w znaczeniu potocznym, chodzi o gimnazjalistów i licealistów. Należy jednak podkreślić, że są to dzieciaki w normie intelektualnej, a jedynie w sferze emocjonalnej mają problemy, z którymi nie mogą sobie poradzić. Trafiają do nas w różny sposób: część z nich niejako z polecenia, na podstawie informacji od innych lub z poradni psychologiczno-pedagogicznych, inne próbuje się umieszczać na mocy decyzji sądu, przed czym stanowczo – i  jak dotąd skutecznie – się bronimy. Przymusowe umieszczanie podopiecznych w ośrodkach socjoterapii umożliwiły zapisy w ustawie o postępowaniu z nieletnimi, co – w moim przekonaniu – nie jest dobrym rozwiązaniem. Należy podkreślić, że w czasie, gdy nasza placówka powstawała, były zaledwie trzy podobne ośrodki – jeden w Łodzi i dwa w Warszawie. Na przestrzeni lat zdawałoby się, że  dostrzeżono znaczenie ośrodków socjoterapii, których obecnie jest już ponad siedemdziesiąt, jednak niestety zmienił się ich charakter. Stały się bowiem ośrodkami wychowawczymi, a nie socjoterapeutycznymi. Trudno przecież mówić o socjoterapii pod przymusem. Przynajmniej wg mnie taka socjoterapia jest niemożliwa, a uważam się bowiem za ortodoksyjnego socjoterapeutę.

Co ma Pan na myśli, mówiąc „ortodoksyjny socjoterapeuta”?

Podtrzymuję przede wszystkim to, co powiedziałam już wcześniej, że socjoterapia pod przymusem nie istnieje. Nie można jej robić wbrew dzieciom. To sami uczniowie muszą sobie uświadomić, że chcą konkretną rzecz w sobie zmienić czy też popracować nad swoim problemem. Jesteśmy od tego, aby wspólnie z nimi pracować i pomagać w osiągnięciu tego, co sobie zamierzyli. Natomiast w sytuacji, gdy do ośrodka socjoterapii przywozi się dziecko na mocy decyzji sądu, często w kajdanach, o dobrowolności i chęci współpracy nie może być mowy. Dlatego robię wszystko, aby do mojego ośrodka nie trafiały osoby skierowane przez sądy. Gdyby w mojej grupie było dziecko, które ma poczucie, że znajduje się w niej za karę, i trafiło do ośrodka pod przymusem, to uważałbym, że przegrałem. Sądzę też, że zwyczajnie z takim dzieckiem nie poradziłbym sobie, gdyż w naszym ośrodku pracujemy po prostu na innych zasadach.

Wspomniał Pan, że do ośrodka trafiają dzieci z problemami emocjonalnymi, które nie odnajdują się w tradycyjnej szkole. Czym tak naprawdę różni się szkoła w „Kącie” od zwykłej publicznej szkoły?

Przede wszystkim różni się liczbą uczniów w klasie. W „Kącie” klasa liczy z reguły kilkanaście osób. Ważniejsze są jednak inne różnice. W ośrodku młodzi ludzie mają zapewnioną pomoc wychowawczo-psychologiczną. Staramy się dostarczyć uczniom w pełni działające zaplecze wychowawcze, które zapewni im poczucie bezpieczeństwa. W naszej pracy z uczniami opieramy się na akceptacji oraz na bliskości z dziećmi. Mamy z nimi bardzo dobry kontakt, nawet niekiedy przypominający takie matczyne czy też ojcowskie relacje.

Aby zobaczyć pełną wersję artykułu

Zamów prenumerate

BEZPŁATNY EGZEMPLARZ - SPRAWDŹ!

Aby upewnić się, że warto zamówić nasze czasopismo, nie musisz wydawać pieniędzy.

Pobierz przykładowy numer

ZNAJDŹ NA PORTALU

PYTANIE DO EKSPERTA

Zadaj pytanie ekspertowi Nasi eksperci odpowiadają na Państwa pytania do skutku! To Państwo decydujecie kiedy uznać problem za skutecznie rozwiązany! Zadaj pytanie

POLECAMY

Twoja ankieta w 3 krokach

Strefa klienta