Dołącz do czytelników
Brak wyników

Otwarty dostęp , Otwórz oczy

21 grudnia 2020

NR 121 (Grudzień 2020)

Blaski i cienie edukacji seksualnej. Co naprawdę chroni dzieci przed wykorzystaniem?

150

Jakiś czas temu ponownie przetoczyła się przez Polskę dyskusja skutecznie dzieląca społeczeństwo. Jest to o tyle ciekawe, że przecież wszyscy mamy w gruncie rzeczy te same cele, a jakbyśmy tego nie widzieli. Batalia dotyczyła edukacji seksualnej według nowoczesnych standardów WHO. Osoby popierające projekt rozpoczęcia edukacji seksualnej od najwcześniejszego etapu życia argumentowały to przede wszystkim w ten sposób, że jest ona skutecznym sposobem chronienia dzieci przed wykorzystaniem.

Edukacja seksualna jest potrzebna

Zacząć należy od tego, że rzetelna i na odpowiednim poziomie edukacja seksualna jest niewątpliwie ważna i potrzebna, jeśli jest wprowadzana w sposób dostosowany do wieku i wrażliwości dziecka. To pierwsze zdanie zapewne nasuwa wątpliwość, czy można to zrobić z odpowiednim wyczuciem w grupie dzieci. Rzeczywiście, wątpliwość ta jest uzasadniona – nie jest to łatwe. Dlatego szczęśliwszym rozwiązaniem wydaje się odsunięcie w czasie przekazywania treści, które dla niektórych dzieci – tych bardziej wrażliwych – mogą być trudne w odbiorze. Wynikałoby z tego, że lepiej się z tą edukacją nadmiernie nie spieszyć, choć jednocześnie nie odsuwać w czasie zbyt daleko. Czy IV klasa, czyli dawniej wiek 10, a dziś już 9 lat, to późny wiek na edukację seksualną? Z punktu widzenia rozwoju seksualnego dziecka jest to całkiem wczesny wiek. Czy wiek przedszkolny czy żłobkowy jest zbyt wczesny? Z całą pewnością tak. Dlaczego? Już wyjaśniam.

POLECAMY

Przed wykorzystaniem chroni dobry kontakt

Przede wszystkim, niestety wbrew propagatorom edukacji seksualnej (do których ja także należę, z tą różnicą, że nie rekomenduję jej od kołyski), sama w sobie edukacja seksualna nie chroni skutecznie dziecka przed przemocą seksualną, tak jak szkolenia z mobbingu nie chronią przed mobbingiem ofiar, jeśli tylko czynniki emocjonalne, osobowościowe, społeczne są niekorzystne. Człowiek dorosły, przesiąknięty lękiem, nastawiony poddańczo wobec otoczenia, mający obniżone poczucie wartości i brak wsparcia w innych – mimo udziału w szkoleniach – nie obroni się przed mobbingiem. Ba, nawet go nie zgłosi odpowiednim służbom, mimo iż chroni go prawo (przynajmniej na poziomie przepisów). Żadne szkolenie nie ochroni też człowieka przed sektą. Ponieważ tym, co tak naprawdę nas chroni, jest nie tylko (ani nawet nie przede wszystkim) sucha informacja o naszych prawach, ale nasza wewnętrzna siła, godność, zaufanie do siebie, umiejętność wyrażania sprzeciwu, wsparcie innych ludzi. Podobnie jest z dziećmi. A wszystko to buduje się w ważnej relacji. Dla dzieci ważne relacje to przede wszystkim te z najbliższymi oraz z wychowawcami, z nauczycielami.

Uczmy dzieci mówić „NIE”

Każde dziecko wyposażone jest w swój własny alarm wewnętrzny, którym są emocje, takie jak: strach i wstyd, pojawiające się w sytuacjach zagrażających. Nawet jeśli dziecko nie rozumie tego, co się dzieje, to zwykle czuje, że ktoś chce je skrzywdzić, wykorzystać, nadużyć. I jeśli tylko potrafi powiedzieć dorosłemu „NIE”, jest bezpieczne (na tyle, na ile w ogóle może być bezpieczne dziecko wobec przewagi dorosłego). W końcu to mówienie „NIE” jest tym, co dziecko ma „opanować” na ewentualnej lekcji. Dziecko uczy się tego przede wszystkim w kontakcie z ważnymi dorosłymi – w domu oraz w placówkach edukacyjnych. I tu niestety często dowiaduje się, że nie wolno mu mówić „NIE” dorosłemu. Uczy się, że ma być „grzeczne” i to grzeczność jest najwyższą wartością. I to jest prawdziwy problem, bo nauka bezwzględnego podporządkowania dorosłym wystawia dziecko na niebezpieczeństwo. Nie brak wiedzy, ale brak umiejętności, brak poczucia, że ma prawo. Najważniejszą wiedzę dziecko czerpie na początku z emocji. Oczywiście ważne jest, by dostało od dorosłych potwierdzenie: „Jeśli nie chcesz, by ktoś cię całował, przytulał, dotykał, powiedz to głośno lub się odsuń; masz do tego prawo”. Jeśli dziecko może powiedzieć stanowcze „NIE”, to jest duża szansa, że je powie, gdy tylko ktoś zacznie przekraczać jego granice. A jeśli nie powie, to ucieknie. Uczmy więc dzieci mówić „NIE”. Uczmy je tego w domu i w szkole. Szanujmy ich „NIE”. Szanujmy ich granice, ich prywatność, szanujmy je jako ludzi, dając im prawo do swojego zdania, do swoich emocji i potrzeb. Nie wychowujmy grzecznych dzieci, ale dzieci mądre, silne i odważne, traktujące z szacunkiem zarówno siebie, jak i innych ludzi. To lekcja pierwsza i najważniejsza.

Akceptujmy, szanujmy, doceniajmy

Jest pewna okoliczność wybitnie sprzyjająca wykorzystaniu – to sytuacja, gdy ważne potrzeby społeczne i emocjonalne dziecka są sfrustrowane. Dziecko niedoceniane, nieakceptowane, nieszanowane, takie, które doświadcza dużo krytyki, kar, czuje się nieważne, opuszczone, czasem wręcz niewidzialne, będzie ekstremalnie narażone na wykorzystanie, bo będzie u obcych rozpaczliwie szukało tego, czego nie jest w stanie otrzymać od bliskich. Nie będzie potrafiło się obronić, ponieważ z powodu dotkliwej deprywacji potrzeb głód będzie zbyt duży, aby potrafiło oprzeć się obietnicy jego zaspokojenia. Na tej zasadzie działają sekty, które mamią hasłami „Dla nas jesteś ważny”, „My o ciebie zadbamy”, „Rozumiemy cię”. Samotne dzieci są „lepkie” – lgną do innych i dużo zrobią za dobre słowo czy choćby spojrzenie; są bardzo łatwym celem. Dbajmy więc o dzieci, karmiąc je nie tylko doustnie, ale i „dosercowo” – oprócz pokarmu fizycznego zapewniajmy im też pokarm emocjonalny i duchowy. To najlepsza szczepionka przed wykorzystaniem.
Jest to oczywiście zadanie przede wszystkim najbliższych, ale także życzliwy i uważny nauczyciel, który potrafi docenić dziecko nie tylko za osiągnięcia, ale także za wysiłek, za postępy, nawet jeśli są niewielkie, spojrzeć na nie ciepło, może zrobić dla niego bardzo wiele. Niezaspokojone w ważnej relacji potrzeby: szacunku, akceptacji, uznania, bycia zauważonym, mogą być choć częściowo „dokarmione” w relacji z pedagogiem, ponieważ nauczyciel jest ważną postacią w życiu dziecka. Dzięki temu, tworząc alternatywne przyjazne środowisko wspierające, a nie tylko egzekwujące, nauczyciel może ochronić dziecko przed wejściem w relację z przypadkową osobą, która mogłaby chcieć je zmanipulować i wykorzystać. To lekcja druga i najważniejsza.

Wychowanie bez strachu i wstydu

Szczególną sytuacją jest też kontakt dziecka z kimś, kto ma wyjątkową wprawę w manipulowaniu najmłodszymi, potrafi uwieść dziecko, omamić (nierzadko potrafi też omamić nas, dorosłych). Jeśli uwiedzenie nie wystarczy, taka osoba potrafi skutecznie zastraszyć bądź zawstydzić dziecko. Bywa niestety, że osoby krzywdzące pochodzą z bliskiego otoczenia ucznia (domu, sąsiedztwa, szkoły). Nie róbmy więc pozytywnych założeń na korzyść dorosłego, kimkolwiek on jest. Nie bagatelizujmy sygnałów od dziecka i interweniujmy. Zgłaszajmy swoje podejrzenia rodzicom bądź odpowiednim instytucjom, jeśli to konieczne. Pamiętajmy, że w sytuacji wykorzystania, zwłaszcza przez osobę bliską, dziecko nie obroni się samo, nie ma na to najmniejszych szans. Im szybciej interweniujemy, tym szybciej ograniczymy krzywdzące oddziaływania i konsekwencje dla ucznia nie tylko na teraz, ale i na przyszłość; tym szybciej dziecko ma szansę uzyskać pomoc. Pamiętajmy też, że dorosły, który nie ma nic na sumieniu i któremu na sercu leży dobro dziecka, zrozumie i wyjaśni nasze ewentualne wątpliwości. Reakcje agresywne i święte oburzenie powinny być wskazówką do drążenia tematu. Traktujmy więc negatywne reakcje dziecka na innych jako ważne wskazówki – dzieci mają często dużo większe wyczucie do ludzi niż dorośli, gdyż bardziej niż my kierują się swoimi odczuciami (jeśli tylko mogą). Te odczucia właśnie tej ochronie służą. Dorośli zwykle bardziej używają rozumowej analizy i tu potrafi ona zawieść.
Uczmy też dzieci, że są tak samo ważne, jak dorośli; nie stawiajmy ich na pozycji podrzędnej. To wyposaży je w siłę i odwagę do energicznego sprzeciwu, jeśli będzie potrzebny. Nie używajmy do dyscyplinowania dziecka strachu i wstydu, ponieważ osłabiają one dziecko i powodują, że podobne działania innych osób czynią je całkowicie bezradnym i bezbronnym, tworząc swego rodzaju nadwrażliwość na zastraszenie i zawstydzenie. I przede wszystkim słuchajmy dzieci, gdy skarżą się na dorosłych. Wówczas będą nam ufały i powiedzą o podejrzanych kontaktach z innymi, a my – jako pedagodzy – będziemy mogli podjąć odpowiednie działania. To lekcja trzecia i ostatnia. I również najważniejsza.
Żadna przedszkolna czy szkolna edukacja seksualna nie zabezpieczy dziecka przed wykorzystaniem lepiej niż taki właśnie wspierający kontakt z ważnymi dorosłymi. To po prostu niemożliwe, gdyż ochrona przed nadużyciem nie jest kwestią wiedzy, jaką dziecko otrzymuje, ale kwestią odnajdywania się w kontaktach społecznych, kwestią zaufania do własnych uczuć, kwestią wyrażania sprzeciwu, kwestią poczucia bezpieczeństwa – czyli dotyczy bardziej obszaru relacji i emocji niż intelektu.

Zagrożenia zbyt wczesnej edukacji seksualnej

Co więcej, wczesna edukacja oswajająca dziecko z seksem zlikwiduje barierę zawstydzenia towarzyszącą temu tematowi. Jak już zostało powiedziane, wstyd zabezpiecza dziecko przed przekraczaniem granic. Jeśli go zlikwidujemy, pozbawimy dziecko podstawowego, wrodzonego odruchu obronnego.
Wczesna edukacja seksualna podtrzyma też zainteresowanie dziecka treściami seksualnymi w latentnej fazie rozwoju (między 5.–6. a 11.–12. rokiem życia), kiedy to w naturalny sposób dziecięca uwaga kieruje się na inne obszary rozwoju i traci ono zainteresowanie kwestiami związ...

Artykuł jest dostępny w całości tylko dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

Przypisy