Dołącz do czytelników
Brak wyników

Twarzą w twarz

4 czerwca 2020

NR 117 (Czerwiec 2020)

Dziecko w czasach zarazy – o tym, jak postępować z dziecięcymi lękami spowodowanymi koronawirusem rozmawiamy z dr Magdaleną Śniegulską

35

O tym, jak postępować z dziecięcymi lękami i trudnościami spowodowanymi epidemią koronawirusa i przedłużającą się izolacją, oraz na co zwracać uwagę, by nie przegapić możliwych problemów emocjonalnych, rozmawiamy z doktor nauk humanistycznych w zakresie psychologii Magdaleną Śniegulską.

Koronawirus zmienił sytuację na świecie, ale też zmienił sytuację w naszych domach. Od kilku tygodni, dostosowując się do zasad bezpieczeństwa, spędzamy więcej czasu w swoich czterech ścianach. To naturalne, że w takim momencie mogą pojawić się różne emocje, które są trudne i dla dorosłych, i dla dzieci oraz nastolatków. Jak przygotować się do rozmowy z dzieckiem na temat wzbudzający niepokój również w nas samych?

Po pierwsze, dobrze, żeby dorosły zadał sobie pytanie, co jego najbardziej niepokoi i co wywołuje w nim lęk. Dobrze sobie uświadomić, że nasze lęki często są inne niż lęki naszych dzieci — być może niektóre są zbieżne, ale nie zawsze tak musi być. Przykładowo może być tak, że dorośli bardziej boją się o byt, o mniejsze zarobki czy o utratę pracy, dziecięcy świat mogą wypełniać inne niepokoje, takie jak nowa przyjaźń czy miłość, lęk o zdrowie bliskich czy swoje. W pierwszej kolejności prosiłabym więc o refleksję, jaki jest mój lęk i jak ja sobie z nim radzę. To ważna wiedza. Może być pomocna w rozmowie z dziećmi. Warto też mieć w sobie gotowość, by zapytać o lęki naszych podopiecznych, dać dziecku zgodę na wyrażanie swoich obaw. Rodzice często obawiają się, że samo pytanie może wygenerować trudne myśli czy emocje – tak jednak nie jest. Ważne też, byśmy nie bagatelizowali tego dziecięcego świata. To naprawdę nie jest dobry moment na mówienie „Dziecko, a żebyś ty wiedziała, czym ja się martwię!”. Teraz przede wszystkim potrzebne jest wysłuchanie i zaakceptowanie, że w sytuacji niepewności każdy z nas może odczuwać różne niepokoje i różne lęki. I to jest nawet ważniejsze od udzielania rad czy dawania wskazówek.
Lęk jest naturalną emocją, która pojawia się wtedy, gdy zagrożone są rzeczy dla nas istotne. Dobrze jest pokazywać dzieciom, że to właśnie lęk wskazuje nasze priorytety. W czasie rozmowy pamiętajmy też, żeby nie koncentrować się wyłącznie na stanach emocjonalnych. Można się zastanowić: „No dobrze, jak ten lęk jest długotrwały, jak on mi przeszkadza w cieszeniu się z drobnych radości dnia codziennego, to jak mam z nim kooperować? Co mam zrobić, żeby nie zabierał mi całej uwagi i żeby nie wpływał na to, jak ja widzę świat?”. Zachęcałabym do tego, żeby nie mieć od razu w zanadrzu gotowych rozwiązań i propozycji, tylko żeby wspólnie z dzieckiem zastanowić się, co w ogóle można zrobić z trudnymi emocjami czy trudnymi, uporczywymi myślami. Można chociażby podpytać, co dziecko poradziłoby koledze, swojemu rówieśnikowi, gdyby zwrócił się do niego z takim pytaniem. Czasami to oderwanie od siebie, od swojej perspektywy bywa bardzo uwalniające. Bo innym nawet dzieci potrafią nieźle radzić. Dopiero potem, w kolejnym kroku można zapytać: „No dobrze, a co my możemy wspólnie zrobić?”. Niektórzy w takich sytuacjach chętnie tworzą swoje „skrzynki z narzędziami”, gdzie trzymają plany, co zrobić, gdy pojawiają się niechciane myśli, smutek, nuda czy lęk. To może być pomocne, kiedy uświadomimy sobie, że przeżywając silne stany emocjonalne, mamy ograniczone zasoby poznawcze. Te podpowiedzi: „Aha! Mogę przeczytać fajną książkę. Mogę włączyć komedię. Mogę pogadać z kimś na czacie” okażą się wówczas bardzo cenne. Pomysły mogą być bardzo różne. Warto też pamiętać, że żadna emocja nie trwa wiecznie. I jak powiedział mój pacjent, nawet najgorszy smutek kiedyś się wysmuca.

To bardzo ładne, co powiedział Pani pacjent. Rzeczywiście warto zdać sobie sprawę, że emocje przemijają. Czy radziłaby Pani każdej rodzinie stworzyć taką swoją skrzynkę z narzędziami?

Bardzo ważne byśmy nawzajem się obserwowali i obserwowali nasze dzieci. Jesteśmy różni i nie ma jednej metody, która byłaby odpowiednia dla wszystkich. Chciałabym też wyraźnie podkreślić, że jest wiele rodzin, które czas pandemii traktują jako darowany i jako coś, za co można być wdzięcznym: mają więcej uważności, czasu dla siebie, zyskują świadomość, że bycie w tej rodzinie jest przyjemne. To jest naprawdę ciekawe. Mam też takie spostrzeżenie: niektórzy moi pacjenci, którzy mieli poważne problemy w szkole, teraz cieszą się z nauczania online — ono im służy i dodaje skrzydeł. Odnoszą sukcesy, mają uporządkowany dzień, wyrabiają się z zadaniami, zaczęli dostawać lepsze oceny. Myślę, że w jakiś sposób zmieniła się struktura klas i zmieniły się problemy. Dla części rodzin to czas doświadczania pozytywnych emocji, dlatego przed podjęciem konkretnych działań zalecałabym uważność i obserwację. Po pierwsze, patrzmy na zachowanie dziecka i zmiany w tym zachowaniu. Jeśli widzimy, że zmiana nastąpiła, np. dziecko jest bardziej rozdrażnione, intensywniej domaga się uwagi, stało się bardziej konfliktowe albo wycofane i nie ma go w życiu rodzinnym, to powinniśmy zwrócić na to uwagę i zastanowić się, co kryje się za tą zmianą, jaka jest jej przyczyna. To może być punkt wyjścia do dalszej rozmowy.
Zachęcałabym rodziców do tego, by byli uważni na to, ile informacji, szczególnie negatywnych, pojawia się w przestrzeni domowej, tych dotyczących sytuacji ekonomicznej czy koronawirusa. Naprawdę łatwo jest dzieci „przeciążyć”. Czasem zdaje się nam, że dzieci nie słyszą czy nie zwracają uwagi, bo to ich nie dotyczy. Tak jednak się nie dzieje. Kiedy widzimy, że dziecko zaczyna się niepokoić, często wraca w rozmowie do zasłyszanych wiadomości, to należy zacząć rozmowę i zaopiekować się emocjami syna czy córki, lub naszego ucznia. Dopytać, co wie, co je niepokoi, martwi, i starać się rzeczowo, bez zbędnych emocji odpowiadać na wątpliwości dziecka. Zachęcałabym też rodziców, by nie szukali problemów tam, gdzie ich nie ma. Jeśli dziecko daje radę, czasami zada pytanie, a kiedy otrzyma na nie odpowiedź, uważa, że wszystko jest w porządku, to nie ma co wtedy mówić: „Słuchaj, to jest trudna sytuacja. Usiądźmy i porozmawiajmy”, ponieważ paradoksalnie dopiero wtedy może trudną się stać.

A co z tymi bardziej wrażliwymi i lękowymi dziećmi, dla których czas pandemii jednak może być wyjątkowo trudny? Co może zrobić dorosły, kiedy zauważa, że dziecko odczuwa duży lęk?

Tutaj też możemy odnieść się do badań psychologicznych — rzetelna informacja zmniejsza lęk. W takiej sytuacji omówmy sobie, czego możemy się bać, co najstraszniejszego może się stać. I jakie jest realne prawdopodobieństwo, że to się wydarzy. Wtedy możemy zacząć z tym pracować, np. zastanowić się, co zrobić, żeby to się nie wydarzyło, i gdzie możemy szukać pomocy, kiedy zagrożenie stanie się realne. Plan działania obniża poziom lęku i z nim warto wyjść do lękowego dziecka. Plany i procedury – to pomaga. Bardzo ważne jest też wspomniane ograniczenie dopływu negatywnych informacji.

Czyli możemy powiedzieć, że to rodzic powinien być termometrem dla dziecka i badać jego stan?

Zdecydowanie. Dodatkowo proszę pamiętać, że szczególnie w przypadku młodszych dzieci to rodzice są cały czas odpowiedzialni za ich stany emocjonalne. W przypadku nastolatka zachęcałabym, żeby traktować go bardziej jako partnera. Nie chodzi mi o to, żeby od razu wprowadzać go w meandry naszych kłopotów finansowych i zawodowych, ale żeby go zapraszać do rozmowy. Można np. powiedzieć: „Dzisiaj mam taki niefajny humor. A jak Ty się czujesz?” — żeby nie tylko bombardować go pytaniami, ale mówić też coś o sobie: jak ja sobie radzę z tymi obniżonymi nastrojami, z tym, że czasami mi się naprawdę nie chce działać i już mam dosyć tej sytuacji. Ta rozmowa może być pouczająca dla obu stron.
Zachęcałabym do tego, żeby rodzice schodzili z piedestału — rodzic nastolatka powinien być rodzicem, który czasami jest słaby, popełnia błędy, nie wie wszystkiego najlepiej, tylko pokazuje swoją ludzką twarz. Wtedy łatwiej jest o porozumienie i o to, by dotrzeć do myśli i przekonań młodego człowieka.

To już dłuższy czas, kiedy dzieci i nastolatkowie są pozbawieni codziennego, bezpośredniego kontaktu z rówieśnikami. Powiedziała Pani, że dla jednych uczniów ta sytuacja ma swoje pozytywy — dobrze odnajdują się w nowej sytuacji. Są jednak dzieci, dla których nauczanie online w miarę upływu czasu staje się coraz bardziej uciążliwe. Dlaczego tak się dzieje, skąd takie różnice w przeżywaniu tej sytuacji? Co czują dzieci w obliczu takiej nagłej zmiany?

Rzeczywiście dzięki tej sytuacji po raz kolejnej dowiadujemy się, że naprawdę różnimy się między sobą i że nie ma jednego uniwersalnego systemu edukacji, który objąłby wszystkich i byłby dla wszystkich dobry. Proszę pamiętać, że zawsze w każdej klasie i każdej szkole były dzieci, które się nie wyrabiały i dla których system szkolny był trudny. To się nie zmieniło, ale zmieniła się struktura: dla innych dzieci ta sytuacja jest trudna, a dla innych łatwiejsza. Jednak niezależnie od tego, jak uczniowie radzą sobie z zadaniami szkolnymi, to dla większości z nich bardzo trudna jest sytuacja braku bezpośredniego kontaktu z rówieśnikami. Wsparcie rówieśników, przebywanie w grupie, możliwości pogadania, ale i przepychania, poszturchania, poprzytulania, popatrzenia i uczenia się swoich emocji nawzajem — to są doświadczenia ważne nie tylko dla dzieci, ale i dla większości z nas.
Tutaj przekazuję wielkie ukłony dla nauczycieli, którzy tak szybko i sprawnie przeszli na nauczanie online i poszukują ciągle nowych narzędzi czy technik, które pomagają w zdalnej edukacji. Zachęcałabym ich do organizowania lekcji w ten sposób, aby dzieci mogły pracować w grupach. Dzięki temu będą mogły pobyć ze sobą i „pogadać” bez oka nauczyciela. Prosiłabym też o wrażliwość, czy w klasie nie ma takiego dziecka, które z jakiegoś powodu jest wyłączone — nie ma go w tych grupach i w wirtualnej klasie. Warto sprawdzić, jaka jest przyczyna jego nieobecności. Ta alienacja społeczna z mojej perspektywy, perspektywy psychologa, jest jedną z trudniejszych...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy