Dołącz do czytelników
Brak wyników

Faktografia

5 grudnia 2018

NR 104 (Grudzień 2018)

Jedyny właściwy styl uczenia się?

0 11

Fakt: Mózgi wszystkich ludzi uczą się mniej więcej w podobny sposób. Najskuteczniej zaś uczymy się wtedy, kiedy stymulujemy nasze umysły na różne sposoby – np. za pośrednictwem wielu zmysłów jednocześnie. Poznaj prawdę o micie indywidualnych stylów uczenia się i dowiedz się, jaki styl faktycznie jest najlepszy.

Jaki jest twój styl uczenia się? Jesteś wzrokowcem, słuchowcem czy kinestetykiem? Mało która osoba związana z edukacją (czy po prostu taka, która sama kiedyś uczyła się), może powiedzieć, że nigdy nie słyszała tego pytania. Stykaliśmy się z nim wielokrotnie – w okresie własnej edukacji, ale też w swojej karierze zawodowej. Choćby podczas szkoleń, kiedy to słyszeliśmy, jak ważne dla efektywnej nauki jest znalezienie swojego indywidualnego stylu uczenia się.
Co jednak, jeśli dowiemy się, że w rzeczywistości mamy do czynienia z naukowym mitem? Koncepcją, która mimo swej atrakcyjności nie znalazła wiarygodnego pokrycia w wynikach badań naukowych?

Wierzysz w ten mit? Nie przejmuj się!

Jeśli do tej pory wierzyliśmy w istnienie różnych stylów uczenia się, może nam być trudno tę wiarę porzucić. Mimo to warto spróbować – bo dzięki temu będziemy w stanie jeszcze lepiej wspierać naszych podopiecznych w uczeniu się. Poza tym to, że wierzyliśmy dotąd w ten mit, nie oznacza wcale, że popełnialiśmy błędy w pracy z uczniami. Przeciwnie – w mit ten wierzą także pedagodzy odnoszący w nauczaniu godne uznania sukcesy. Tyle że osiągają oni te wyniki mimo swojej wiary w mit, a nie dzięki niej.
Jak to wyjaśnić? Po pierwsze, w parze z wiarą w różne style uczenia się może iść tendencja do indywidualnego traktowania podopiecznych – i to właśnie ona sprawia, że nauczyciel może osiągać bardzo dobre wyniki. Po drugie, wielu nauczycieli wierzących w ideę różnych stylów uczenia się, rzadko realizuje ją w praktyce – bo zwyczajnie jest trudno (o ile to w ogóle możliwe) w tym samym czasie przekazywać tę samą wiedzę różnym uczniom na różne sposoby (czyli np. jednym tylko wzrokowo, innym tylko słuchowo, jeszcze innym tylko ruchowo). Idą więc na kompromis – i proponują podopiecznym metody pracy angażujące różne zmysły, aby było „dla każdego coś miłego”. Jeśli jesteś w tej grupie, to doskonale, bo właśnie uczysz swoich podopiecznych tak, jak ich mózgi tego potrzebują (później więcej sobie o tym powiemy). A jeśli nie? Nigdy nie jest za późno na zmianę. Trudno też mieć pretensję do siebie, że się uwierzyło w jakiś mit, kiedy jest on – często też w najlepszej wierze – propagowany przez wiarygodnych specjalistów.

Powszechność mitu stylów uczenia się

Wpisanie w wyszukiwarkę Google frazy „style uczenia się” daje, bagatela, blisko 28 mln (!) wyników. Ale to jeszcze nic. Wpisując anglojęzyczne określenie „learning styles”, otrzymujemy aż… 611 mln wyników. Nic dziwnego – idea różnych stylów uczenia się jest popularna również za granicą. W niektórych szkołach w USA zachęcano uczniów do noszenia koszulek z literowymi oznaczeniami – aby nauczyciele wiedzieli, jaki styl uczenia się preferują, kierowane zaś do nauczycieli pytania o dostosowywanie stylu nauczania do stylów uczenia się podopiecznych były (i pewnie nadal są) standardem wielu rozmów kwalifikacyjnych.
Na rynku książki dostępnych jest wiele skierowanych do nauczycieli, szkoleniowców czy rodziców publikacji opierających się właśnie na koncepcji różnorodnych stylów uczenia się. W branżowej prasie znajdujemy poświęcone tej tematyce artykuły. A podczas szkoleń słyszymy, że najlepiej przysłużymy się naszym uczniom, diagnozując ich styl uczenia się i dostosowując do niego nasz sposób nauczania. Nierzadko dostajemy też do ręki „narzędzia” (zwykle skale do obserwacji uczniów lub testy do samodzielnego wypełniania przez dzieci) mające pomóc nam w ocenie stylu uczenia się naszych podopiecznych.
Zasadniczą przyczyną wiary w mit stylów uczenia się jest więc właśnie jego powszechność. Ulegamy tu zjawiskom znanym w psychologii jako społeczny dowód słuszności i konformizm informacyjny – jeśli wielu ludzi w coś wierzy, mamy większą skłonność uznać to za wiarygodne. Podlegamy też wpływom autorytetów – mit jest przekazywany podczas szkoleń i obecny w branżowych publikacjach. Pada on wreszcie na podatny grunt – chcemy przecież jak najskuteczniej wspierać podopiecznych w uczeniu się i jak najbardziej efektywnie przekazywać im wiedzę, a ten mit to właśnie obiecuje.

Czego dotyczy mit?

Zanim jednak przejdziemy do wyjaśniania, dlaczego koncepcja stylów uczenia się jest tylko naukowym mitem, przyjrzyjmy się uważnie temu, czego ona dotyczy.
W większości koncepcji stylów uczenia się propagowane jest twierdzenie, jakoby ludzie znacząco różnili się między sobą w zakresie sposobu uczenia się, który będzie najbardziej efektywny w odniesieniu do ich naturalnych czy „wrodzonych” potrzeb. Oznacza to założenie, że styl taki jest raczej niezmienny – a więc 
np. ktoś rodzi się „słuchowcem” i nim pozostaje, nawet jeśli podda się go „wzrokowemu” treningowi. Co gorsza, jak mówi mit, kiedy poddamy „słuchowca” treningowi niezgodnemu z jego potrzebami, będzie on osiągał wyniki dużo poniżej swoich możliwości i nie rozwinie w pełni swego potencjału. Patrząc z tej perspektywy, trudno dziwić się rodzicom, mówiącym z pełnym przekonaniem: „Moje dziecko tak naprawdę jest bardzo zdolne, po prostu jest kinestetykiem, a w szkole stosuje się głównie metody słuchowe i wzrokowe, dlatego gorzej się uczy!”. Jak widać, mit mówi jednoznacznie: nauczyciel (a także rodzic) powinien rozpoznać styl uczenia się swoich podopiecznych i dopasować się do niego, inaczej marnuje ich potencjał!
Najpopularniejszą wersją koncepcji różnych stylów uczenia się jest wspomniany już podział na „wzrokowców”, „słuchowców” i „kinestetyków” („ruchowców”). Ten ostatni styl bywa też czasem łączony w jedno z „czuciowym”, czego efektem jest tzw. styl kinestetyczno-czuciowy. Zgodnie z mitem „wzrokowcy” mają najlepiej wykorzystywać do uczenia się bodźce wzrokowe: rysunki, schematy, tabele, notatki – ale już nie filmy, ponieważ te łączą w sobie też bodźce słuchowe i ruchowe. „Słuchowcy” mieliby najlepiej uczyć się poprzez słuchanie wykładów, nagrań czy uczestnictwo w rozmowie, „kinestetycy” zaś – poprzez działanie (doświadczenie, praktykę). Istnieją jednak i inne koncepcje.
Przykładowo koncepcja VARK do stylu wzrokowego, słuchowego i kinestetycznego dokłada jeszcze „werbalny”, w którym najważniejszą rolę miałoby grać czytanie i pisanie (zwróćmy uwagę, że w tym podziale „wzrokowcy” już nie uczą się najlepiej dzięki czytaniu; tekst pisany nie jest tu uznawany za bodziec wzrokowy, ale za werbalny).
Własną koncepcję zaproponował też David Kolb, znany być może polskim czytelnikom za sprawą swojego „cyklu Kolba”, czyli schematu „efektywnego uczenia się” osób dorosłych. Nawiasem mówiąc, cykl Kolba też ociera się o miano naukowego mitu, ponieważ wcale nie opisuje on „najlepszego” czy „uniwersalnego” sposobu uczenia się (obojętnie – dorosłych czy dzieci). W koncepcji Kolba każdy ze stylów odpowiada poszczególnym etapom jego cyklu. Mamy więc styl konwergencyjny (preferow...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Głos Pedagogiczny"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy