Dołącz do czytelników
Brak wyników

Pracownia pedagogiczna

11 stycznia 2019

NR 105 (Styczeń 2019)

Nie ma dzieci leniwych, czyli dlaczego uczniowie nie chcą się uczyć?

0 285

Istnieje ugruntowana obiegowa opinia, że dzieci są albo niewystarczająco mądre, albo „zdolne, ale leniwe”. Ta pierwsza definicja dotyczy dzieci niezbyt lotnych, ta druga – tych, które obiektywnie mają możliwości intelektualne (zwykle szacowane „na oko”), ale z jakiegoś powodu ich nie wykorzystują. W ocenie większości dorosłych powód jest oczywisty i jest nim lenistwo. Bo przecież gdyby tylko popracowały, mogłyby mieć wspaniałe wyniki, gdyby tylko chciały… I tu pojawia się pytanie: dlaczego nie pracują, dlaczego nie chcą?

Przyczyny

Wnioski z moich kilkuletnich obserwacji i doświadczenia zdobyte w poradni psychologiczno-pedagogicznej są takie, że istnieje kilka grup przyczyn, dla których dzieci się nie uczą, i żadną z nich nie jest „lenistwo” rozumiane jako cecha dziecka. Oto one:

  1. Obiektywne i niezależne od dziecka trudności, czyli obniżone możliwości
    Dotyczy to zarówno tzw. specyficznych trudności w nauce, takich jak dysleksja, dysortografia, dyskalkulia, dysgrafia, jak i obniżonych umiejętności wykonawczych, czyli trudności z koncentracją, planowaniem pracy, organizacją czasu, rozpoczynaniem zadań itp.
    Dzieci, które mają słabsze kompetencje bądź możliwości w zakresie umiejętności wykonawczych lub specyficznych trudności w nauce, mogą być jednocześnie bardzo sprawne intelektualnie, mogą mieć intelekt nie tylko przeciętny, lecz nawet wysoki bądź bardzo wysoki. Dobry intelekt niewątpliwie pomaga kompensować trudności, ale sam w sobie nie jest wystarczający, gdyż równolegle z dobrym potencjałem u dziecka występuje konkretny deficyt. Jeśli oczekiwania otoczenia są zawyżone, niedostosowane do możliwości dziecka, to ono – jeśli nie dostanie pomocy – nie może ich spełnić, nawet poprzez zwiększony wysiłek. Jeśli dziecko dobrze radzi sobie w innych obszarach (co w potocznym myśleniu oznacza, że „gdyby tylko chciało, to by mogło”), eskalujące oskarżenia i wymagania powodują narastającą dezorientację. 
    Zdarza się też, że dziecko ma nierozpoznane (bądź rozpoznane i niezaakceptowane przez rodziców) obniżone możliwości intelektualne i zwyczajnie nie nadąża za rówieśnikami, bo nie jest w stanie. W obu przypadkach stanem końcowym jest narastająca frustracja dziecka i w efekcie zniechęcenie do nauki, zmniejszenie zaangażowania, a w końcu wycofanie z podejmowanych działań, czemu często towarzyszy nasilenie zachowań agresywnych. Nikt z nas nie robi bez końca i wytrwale czegoś, co mu się ustawicznie nie udaje, i nie wie nawet, dlaczego tak jest. Wycofanie się z działania na rzecz innych, przyjemniejszych lub bardziej efektywnych aktywności jest naturalne.
  2. Problemy emocjonalne dziecka
    Ani dziecko, ani dorosły, który ma ważne dla siebie zmartwienia, nie pracuje tak chętnie, tak wydajnie i efektywnie jak wówczas, gdy czuje się dobrze i jest spokojny wewnętrznie. Nasilony i przewlekły stres obniża nie tylko motywację, lecz także koncentrację i pamięć. W sytuacjach ekstremalnych może wpływać na zdolność kojarzenia i wyciągania logicznych wniosków. Jeśli więc dziecko jest emocjonalnie przeciążone, jego wyniki w nauce będą gorsze, mogą być nawet bardzo słabe, również przy wysokim intelekcie. Co więcej, zaburzeniom lękowym lub depresyjnym może towarzyszyć takie osłabienie funkcji poznawczych, że potencjalnie sprawne intelektualnie dziecko funkcjonuje na poziomie lekkiego upośledzenia umysłowego (które to objawy ustępują po odbyciu skutecznej terapii bądź udzieleniu dziecku innej formy pomocy, np. ochrony przed przemocą).
    Dorośli często komentują to następująco: a jakie to dzieci mogą mieć problemy? No cóż, na ten temat można by napisać nie tylko odrębny artykuł, ale całą książkę. Faktem jest, że przemoc (teraz bardziej niż dawniej ukryta) jest wciąż wszechobecna. Jest wszechobecna zarówno w domach, jak i szkołach. Faktem jest, że więcej niż kiedykolwiek rodzin się rozpada, a nawet jeśli się nie rozpadają, to w wielu z nich poziom trudności komunikacyjnych i będących ich skutkiem codziennych walk między rodzicami oraz między rodzicami i dziećmi jest znaczny. Niektóre rodziny unikają walki poprzez głuchą ciszę, jaka z jednej strony chroni, a z drugiej odgradza od siebie. Poziom osamotnienia dzisiejszych dzieci, poganianych zewsząd do rywalizacji, oddaje zarówno liczba zaburzeń, jakie prezentują, jak i ich głębokość. Brakuje miejsc na dziecięcych oddziałach psychiatrycznych1, terminy do psychiatrów dziecięcych są odległe (zwłaszcza w ramach bezpłatnej opieki). A większość przypadków zaburzeń depresyjnych jest prawdopodobnie niezdiagnozowanych, gdyż dzieci sprawiające kłopoty swoim zachowaniem wciąż wrzucane są do kategorii „niegrzeczne” bądź „leniwe”, podczas gdy zarówno apatia oraz wycofanie, jak i drażliwość oraz zachowania agresywnie obronne są charakterystyczne dla dzieci z problemami depresyjnymi bądź lękowymi. Nie trzeba mówić, że dzieci w ten sposób „zdiagnozowane” nie otrzymują pomocy, stają się za to adresatami kolejnych wymagań, oskarżeń, kar i epitetów. Co naturalnie nie poprawia ich stanu psychicznego.
    Do problemów z nauką nie są konieczne depresja czy rozpad rodziny, wystarczy wystarczająco duże zmartwienie, zwłaszcza jeśli dziecko zostaje z problemem samo. Wystarczy, że rodzice się kłócą, albo że krzyczą, że któreś z rodziców nadużywa alkoholu, że w domu brakuje pieniędzy, albo któreś z rodziców choruje, bądź samo ma depresję, wystarczy, że nie czuje się dobrze w grupie rówieśniczej bądź doświadcza przykrości ze strony kolegów (nie musi być to przemoc, wystarczy, że dziecko czuje się nielubiane), wystarczy, że dziecko nie czuje się dobrze samo ze sobą (np. dlatego, że nie spełnia oczekiwań – faktycznych lub domniemanych – innych osób, że ma mniej niż rówieśnicy, wygląda lub funkcjonuje trochę inaczej – czasem lepiej niż inni, ale przez to odstaje). Powodów może być wiele i nie muszą być związane z końcem świata – wystarczy, że dla dziecka są końcem jego świata albo doświadczeniem przekraczającym możliwości poradzenia sobie z problemem w danym momencie.
    Nie możemy ignorować faktu, że aby dziecko uczyło się (i zachowywało) dobrze, musi czuć się dobrze. A pogorszenie samopoczucia zwykle znajduje odbicie w pogorszeniu motywacji do nauki, a następnie w wynikach w tejże nauce. Żeby nastąpiła poprawa, dziecko potrzebuje wsparcia dorosłych, a nie dorosłych, którzy poprzez swoją postawę pogarszają jego sytuację i kondycję psychiczną.
  3. Znaczne i permanentne przemęczenie dzieci
    Jeśli dziecko spędza od pięciu do ośmiu godzin, w trakcie których powinno mieć stale skupioną uwagę (na rzeczach, które nie zawsze są dla niego interesujące), to – jeśli stara się koncentrować, notować, odpowiadać na wszystkie oczekiwania nauczycieli, jest wyczerpane pod koniec szkolnego dnia bardziej niż niektórzy dorośli na koniec dnia pracy (dzieci nie mają przerwy na lunch, którą mogą dowolnie zaplanować i dowolnie spędzić – mają jedynie przerwę obiadową oraz króciutkie przerwy między kolejnymi lekcjami; nie dość, że niewystarczające, to spędzane w hałasie i bezruchu – bo przecież dzieciom w szkole nie wolno biegać, nie mówiąc już o wyjściu na dwór, zaczerpnięciu świeżego powietrza). W takim stanie dzieci wracają do domu, gdzie większość swojego pozostałego, „wolnego” czasu powinny spędzić na… kolejnych zadaniach szkolnych. Żaden dorosły nie chciałby wykonywać dalej swojej pracy (jeśli nie jest ona jego pasją) po wyczerpującym dniu wypełnionym zadaniami, których robić nie chce. Większość by ją znienawidziła, a część rzuciła. Tymczasem dziecko szkoły porzucić nie może. Opór jest jedynym, co może zrobić; jest też naturalnym odruchem, ponieważ taki tryb pracy pozbawiony jest podstawowej higieny psychicznej. Dziecko, aby mogło prawidłowo się rozwijać, potrzebuje obok pracy (=nauki) czasu na wypoczynek, zabawę, ruch, kontakty z rówieśnikami, kontakt z rodzicami (!). Jeśli tego brakuje, równowaga jest zaburzona, a sprzeciw oczywisty. Tak samo jak niechęć.
    W naszym systemie większość dzieci jest przeciążona nauką i ma zaniedbane pozostałe ważne potrzeby, do czego przyczynia się w pierwszej kolejności szkoła, a w drugiej rodzice, jeśli nie dbają o odciążenie dziecka, ale razem ze szkołą jednym głosem powtarzają jak mantrę każdego dnia „ucz się”. A to nie zwiększa ani motywacji dziecka do pracy, ani jego ciekawości poznawczej, ani sympatii do instytucji szkoły; nie powoduje też, że dziecku przybywa sił do nauki.
  4. Nadmierna kontrola i nadmierne zaangażowanie rodziców
    Wszechobecne „ucz się” przyczynia się do przemęczenia dzieci; zwykle jest też odbiciem nadmiernej kontroli i nadmiernego zaangażowania rodziców, co jest kolejną przyczyną oporu dzieci wobec nauki. Nadmierna motywacja zewnętrzna (taka jak kary, nagrody, prośby, naciski, przypomnienia) obniża motywację wewnętrzną dziecka. Krótko mówiąc – jeśli wyniki w nauce stają się celem rodziców (i nauczycieli), dziecko staje się jedynie wykonawcą celów dorosłych i zostaje niejako uprzedmiotowione w całym procesie. A nikt nie lubi być traktowany przedmiotowo ani nie chce realizować cudzych planów, na które nie ma wpływu, w których nie widzi sensu, których realizacja nie sprawia mu frajdy, a w dodatku koliduje z jego własnymi planami i potrzebami. Jeśli więc dziecko uczy się dla rodziców i stara się spełnić ich oczekiwania, to jego zaangażowanie staje się z czasem marne, a opór narasta. Kiedy więc rodzice nadmiernie kontrolują dziecko bądź angażują się, traktując jego sukcesy i porażki jak własne – coś mu odbierają. Jeśli stosują zewnętrzne zachęty bądź straszaki – niszczą wewnętrzną motywację związaną z nauką samą w sobie – ze zdobywaniem wiedzy, nabywaniem kompetencji, poznawaniem świata. Skupienie dziecka na karach i nagrodach, na zadowoleniu bądź niezadowoleniu dorosłych powoduje, że sama nauka schodzi na plan dalszy – staje się drogą do celu, przestaje być celem. Tym samym staje się przykrym obowiązkiem, koniecznością, a nie czymś, co może sprawiać radość. A taka sytuacja zmniejsza zaangażowanie i motywację dziecka.
  5. Sama szkoła
    Pomijając przeładowany i niedostosowany do indywidualnych predyspozycji, umiejętności i ograniczeń program szkolny, który z zasady od wszystkich dzieci oczekuje tego samego – z powodu czego jedne są sfrustrowane, a drugie znudzone – istotna jest atmosfera w szkole i osoba konkretnego nauczyciela. Nauczyciel wypalony, zgorzkniały, nieempatyczny, opryskliwy potrafi zniechęcić nawet najbardziej uzdolnione dziecko, nawet takie, które pasjonowało się wcześniej jego przedmiotem. I odwrotnie – nauczyciel, który uczy z pasją, potrafi porwać i zainteresować uczniów, którym przedmiot był wcześniej obojętny lub dla nich trudny. Skupienie nauczycieli (a często także rodziców) na niedociągnięciach, a nie na osiągnięciach dziecka, krytyka zamiast konstruktywnych wskazówek powodują, że dzieci przestają się starać, bo czego by nie zrobiły, i tak jest „nie tak” lub „nie dość”, albo też zwyczajnie nie wiedzą, jak osiągnąć oczekiwane efekty. W dziecku więc buduje się przeświadczenie, że nie warto, często połączone z zagubieniem i obniżeniem poczucia wartości. Potrafi to odebrać chęci każdemu, nawet początkowo najbardziej zdeterminowanemu dziecku.
  6. Wyręczanie dzieci przez rodziców
    Utrudnia to bądź uniemożliwia rozwój samodzielności, poczucia sprawstwa i osłabia zaangażowanie dziecka. Czyli nadmierna „pracowitość” rodziców, pracowitość obejmująca zadania i obowiązki nie tylko samego rodzica, lecz także dziecka, przeszkadza dziecku wykształcić własną, gdyż po prostu brakuje okazji i impulsu, by ją ćwiczyć, rozleniwia. I w drugą stronę – rozleniwienie rodziców, życie pozbawione zaangażowania we własny rozwój powoduje, że dziecko samo nie widzi powodu do wytężonej pracy; co więcej, może mieć poczucie niesprawiedliwości, że w domu wszyscy leżą przed telewizorem bądź siedzą przed komputerem, a od niego wymagają, aby przeznaczało czas wolny na naukę. Atmosfera rozleniwienia nie sprzyja pracowitości, a jako że postawa rodziców jest dla dziecka z automatu wzorem do naśladowania i najbardziej oczywistą oczywistością – będzie wpływała na dziecko demotywująco. Zdarzają się wprawdzie dzieci, które już stosunkowo wcześnie kontestują zachowania najbliższych i traktują je niekiedy jako antywzorce – wówczas zwykle idą w kierunku przeciwnym, popadając w nadodpowiedzialność i pracoholizm, co ostatecznie skutkuje utratą przez nie dzieciństwa, choć zazwyczaj jednocześnie osiągają one sukcesy w szkole, a później w pracy.

Podsumowując, żadna z wyżej opisanych skrajności nie służy budowaniu pozytywnego i wyważonego stosunku do nauki i obowiązków i jak zwykle w życiu najbardziej sprawdza się złoty środek.

Pomoc

Dzieci, które się nie uczą, wymagają więc różnorakiej pomocy poprzedzonej wnikliwą diagnozą; wymagają korekty oddziaływań, a nie zwiększenia nacisków, kar, dezaprobaty i etykietowania, które daje skutek odwrotny od pożądanego. I tak:

  • Dzieci ze specyficznymi trudnościami w nauce powinny: 
    • zostać objęte fachową pomocą, która pozwoli ćwiczyć osłabione umiejętności (odpowiednia terapia pedagogiczna i szereg aktywności, które, najlepiej w formie zabawy, będą dodatkowym treningiem na co dzień),
    • zostać objęte odpowiednią opieką medyczną, jeśli stwierdzona zostaje przyczyna medyczna ich trudności, taka jak np. niedosłuch, wada wzroku, nieprawidłowa koordynacja mięśni oczu,
    • otrzymać jasną informację o powodach swoich niepowodzeń, sposobach korygowania przyczyn tych niepowodzeń, a przede wszystkim – o swoich mocnych stronach, które są ich podstawowym i najważniejszym zasobem, który powinny rozwijać.

Częstym błędem u dzieci z pewnymi deficytami jest skupienie się na ich „niedomogach” i angażowanie niemal całego czasu i energii na nieustanne korygowanie ich i ćwiczenie. Nie pozostawia to przestrzeni na rozwój mocnych stron dziecka i zamiast czynić je wyjątkowym w jednym obszarze, czyni je średnim we wszystkim. A jeśli nawet udaje się dziecku tytaniczną pracą osiągać bardzo dobre wyniki w każdym obszarze, bardzo często nie rozpoznaje ono i nie rozwija swoich pasji i zainteresowań, nie wie, czym naprawdę chce się zajmować w życiu, idzie przez życie kierowane przez dorosłych w kierunku, który według nich jest opłacalny. Traci kontakt ze sobą i nie rozwija samoświadomości. To duży koszt – nierozwijanie bądź utrata ważnej umiejętności, jaką jest znajomość i rozumienie siebie.

  • Dzieci ze zmniejszonymi umiejętnościami wykonawczymi powinny otrzymać pomoc od dorosłych, polegającą na nauce i ćwiczeniu konkretnych umiejętności (np. trening planowania i organizacji czasu, polegający np. na robieniu list czynności do wykonania w ciągu poranka, popołudnia, weekendu; może być on połączony z nauką szacowania czasu potrzebnego na wykonanie konkretnych zadań – zgadywanie, a następnie mierzenie faktycznego czasu wprowadza do treningu element zabawy i zgadywania, co dla większości dzieci jest atrakcyjne; trening przygotowywania potrzebnych do szkoły bądź na wyjazd rzeczy i odróżniania rzeczy ważnych i potrzebnych od nieistotnych; trening koncentracji polegający na znajdowaniu elementów sprzyjających i niesprzyjających koncentracji uwagi, połączony z nauką organizowania sobie przestrzeni do nauki w taki sposób, aby usuwać elementy rozpraszające oraz znajdować sposoby pomagające w skupieniu i pamiętaniu). Dorosłym zawsze powinna przyświecać zasada: najpierw uczę, potem wymagam, która sprawdza się znacznie lepiej niż zasada: oczekuję i wymagam. Jest też bardziej uczciwa niż wymaganie od dziecka czegoś, czego go nie nauczyliśmy, zwłaszcza jeśli sami tego nie potrafimy.
  • Dzieci z obniżonymi możliwościami intelektualnymi powinny mieć dostosowany do ich możliwości program edukacyjno-terapeutyczny; przysługuje im orzeczenie o kształceniu specjalnym i szereg działań wspierających ze strony placówki edukacyjnej.
  • Dzieci z problemami emocjonalnymi powinny otrzymać adekwatną pomoc i wsparcie polegające na:
    • Zadbaniu o komunikację i dobrą atmosferę w rodzinie. Wysłuchanie i rozumienie przez najbliższych jest zawsze pierwszą i najważniejszą linią pomocy, a dom, który jest azylem, zwiększa poczucie bezpieczeństwa dziecka w każdej sytuacji – i odwrotnie – rodzina, w której dziecko czuje się zagrożone, zawsze będzie dla dziecka obciążająca bez względu na dodatkową pomoc z zewnątrz. Pracując nad komunikacją, rodzice mogą korzystać z bogatej literatury na ten temat (Gordon, Rosenberg, Faber & Mazlish) oraz warsztatów dla rodziców („Szkoła dla Rodziców”, „Porozumienie bez przemocy”). Jeśli zaś zostaje rozpoznany głębszy problem w rodzinie, zaleca się skorzystanie z terapii rodzinnej i/lub indywidualnej przez jednego lub oboje rodziców (adekwatnie do potrzeb).
    • Kolejną formą pomocy jest wsparcie ter...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Głos Pedagogiczny"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy