Dołącz do czytelników
Brak wyników

Twarzą w twarz , Otwarty dostęp

2 kwietnia 2021

NR 123 (Kwiecień 2021)

Myślmy o sobie dobrze!

61

O tym, kto jest zadowolony z edukacji online, a kto nie i z jakiego powodu, a także dlaczego wszyscy w pierwszej kolejności powinniśmy zadbać o swoje dobre samopoczucie, rozmawiamy z Tomaszem Bilickim, certyfikowanym interwentem kryzysowym, koordynatorem Punktu Interwencji Kryzysowej dla Młodzieży RE-START w Łodzi.

Na dziś wiadomo, że policja odnotowała w minionym roku 107 samobójstw Polaków do 18. roku życia, w 2019 r. przypadków śmierci samobójczej wśród dzieci i młodzieży było mniej niż 100. Zanotowaliśmy więc kolejny wzrost. Raport NIK-u dotyczący psychiatrii dziecięcej pokazał, jak wiele jest do zrobienia w tym temacie. Jak sytuacja pandemii wpływa na kondycję młodych ludzi?

POLECAMY

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ wpływa różnie. Po pierwsze, trzeba jasno powiedzieć, że niektórzy młodzi ludzie są zadowoleni z tego, że pandemia wywołała nauczanie zdalne. Są zadowoleni, że zostają w domu, nie muszą chodzić do szkoły, nie muszą widzieć się ze swoimi rówieśnikami. To dotyczy osób mocno introwertywnych oraz tych, którzy mają fobie społeczne lub fobie szkolne. Ci uczniowie mogą być zadowoleni z nauczania zdalnego, ale sam fakt zadowolenia jeszcze nie oznacza, że obecna sytuacja jest dla nich korzystna. Prognozuję, że takie osoby będą miały trudność z powrotem do szkoły i że czeka nas wzrost indywidualnego nauczania. Część uczniów nie będzie w stanie wrócić do nauki stacjonarnej.
Natomiast znacznie większa grupa to młodzi ludzie, którzy w wyniku pandemii czują się gorzej niż przed jej wybuchem – przede wszystkim osoby, które wcześniej miały zaburzenia afektywne i lękowe. U większości swoich pacjentów widzę nasilenie się tych objawów. Ma to sens, ponieważ jeśli objawami depresji mają być niska motywacja, pesymizm, energooszczędność czy izolacja i próba uchronienia się przed światem, to pandemia wymusza na nas taki styl życia. Do tej pory osoby z zaburzeniami afektywnymi i lękowymi musiały się aktywizować – wyjść do szkoły, spotkać się ze znajomymi, wykazać się działaniem, a aktualnie zalecanym sposobem postępowania jest siedzenie w domu. Nie trzeba się myć, ubierać i iść do szkoły. 
Warto jeszcze wspomnieć o uczniach, którzy przedtem dobrze funkcjonowali, a pandemia sprawiła, że zmieniła się psychodynamika w klasach, nie mogą się spotykać, zaczęli więcej myśleć, np. o śmierci rodziców w perspektywie zagrożenia pandemią. Osobiście szacuję, że około 50–60% młodych ludzi czuje się gorzej i około 10% czuje się lepiej. I to samo dotyczy nauczycieli oraz rodziców, którzy również ucierpieli psychicznie podczas pandemii.

Czytałam Pana wypowiedź dotyczącą zmuszania do włączania kamer. Z jakiego powodu odradza Pan wymaganie od uczniów włączania kamer, gdy tego nie chcą?

Włączenie kamery jest zaproszeniem, a ja nie czuję się zaproszony do domu moich uczniów. Jeśli ktoś chce włączyć kamerę, to może to zrobić, ale jeśli nie chce – to ma do tego prawo. Musimy zdawać sobie sprawę z faktu, że wiele osób doświadczających problemów psychicznych, ma różne lęki. Często lęki są paranoiczne, wyolbrzymione. Jednym z takich lęków u osób z niską samooceną jest obawa przed tym, jak wyglądam albo że ktoś mnie nagra i będzie ze mnie żartował. Wszystko to sprawia, że włączenie kamery może być przeżyciem trudnym. Do tego dochodzą zwykłe kompleksy – część z nas nie lubi własnego wizerunku. Moim zdaniem nic nie uzyskamy, zmuszając uczniów do włączenia kamer. Nauczyciel, prowadząc lekcję, zdaje sobie sprawę z faktu, że nawet przy wyłączonych kamerach nie mówi do monitora. Komputer czy monitor jest tylko pośrednikiem, natomiast nie zmienia to faktu, że relacje w tej komunikacji są realne. Wcale nie muszę widzieć drugiej osoby, żeby nawiązywać z nią relację. Dokładnie to samo dzieje się podczas rozmów przez telefon. Potrafimy przecież przez 2–3 godziny rozmawiać z sensem i pożytkiem, nie widząc siebie nawzajem. Wyobrażam sobie też taką sytuację, że to nauczyciel nie chce włączyć kamery.

Z powodu zaproszenia do swojego domu ucznia?

Na przykład tak, ale nie tylko. Jestem członkiem stowarzyszenia nauczycieli wieku średniego w USA. W tym kręgu pojawiła się szeroka dyskusja, podczas której rozważano dylematy związane z włączeniem kamery. Być może nauczyciel nie chce pokazać czegoś uczniowi, też ma do tego prawo.

Czego może nie chcieć pokazać?

Może nie chcieć pokazać, że ma dzieci z niepełnosprawnością, że jego dzieci są niegrzeczne i hałasuj albo że ma biedę w domu czy że jest homoseksualistą i ma partnera.
Nie ma o co kruszyć kopii w sprawie tych kamer. Trzeba pamiętać, że te zapośredniczone relacje są realne. Dla nas, dorosłych, często jest tak, że dzielimy roboczo świat na wirtualny i realny. Dla młodych ludzi świat się tak nie dzieli – on się dzieli na offline i online. Wiele rzeczy, które dzieją się w świecie online, wcale nie są dla nich wirtualne – są realne. To dotyczy również relacji. Nasi uczniowie w drodze do szkoły wysyłają snapy, rozmawiają na czacie, potem w szkole chowają telefony i rozmawiają w świecie offline, a potem wracają do domu i znowu wysyłają snapy. Która z tych relacji nie jest realna? Wszystkie są realne. I dlatego wcale nie boję się, że przez to, że uczniowie nie włączą kamery, coś złego się stanie.

Dzieci też są wyposażone w różny kapitał społeczny i ekonomiczny. Część z nich nie może liczyć na obecność i pomoc rodziców ani też na dodatkowe korepetycje. Czy Pana zdaniem pandemia koronawirusa pogłębia problem nierówności między uczniami?

Na pewno pogłębia w tym sensie, że niektórzy rodzice mają środki finansowe, rozumieją potrzebę korzystania z nowoczesnych technologii, a inni takich możliwości albo zrozumienia nie mają. Czasami rodzic nie chce, żeby dziecko zginęło w świecie technologii, i nie chce wydawać na to pieniędzy – i ma do tego prawo, podejmując decyzję, w jaki sposób wychowuje dziecko. Bez wątpienia nierówności cyfrowe występują, chociaż one są dość łatwe do pokonania. Wiele szkół, w tym moja, pożycza tablety i laptopy czy też inne szkoły są otwarte i tworzą stanowiska pracy na miejscu. Zgodnie z zasadami można przyjść do szkoły i brać udział w lekcjach online ze szkoły, jeśli zajdzie taka konieczność.
Dużo się mówi o wykluczeniu cyfrowym, mało się mówi o wykluczeniu mentalnym. Więcej uczennic i uczniów jest dzisiaj wykluczonych mentalnie – w tym sensie, że mają problem z motywacją, samodzielną nauką, ponieważ zostali przyzwyczajeni przez system do bycia nauczanym, a nie do uczenia się. Wielu z nas nauczycieli tak przez lata rozumiało swoją rolę – nauczamy, a nie jesteśmy moderatorami procesu uczenia, np. nauczyciel jest głównym źródłem wiedzy i stosuje zewnętrzną motywację przez kary i nagrody. Nagle, kiedy nauczyciel nie może być głównym źródłem wiedzy i nie ma go podczas lekcji w sensie fizycznym, to uczniowie i uczennice mają gigantyczne kłopoty. 

Słuchałam Pana wykładu i wspomniał Pan o takiej sytuacji, kiedy Pańska uczennica z objawami depresji przekładała termin oddania pracy. Kiedy tę pracę oddała, okazało się, że nie może Pan jej za nią postawić więcej niż ocenę dopuszczającą, ale napisał Pan uczennicy, cytuję, „I tak myślę o Tobie dobrze”. Przed nami kolejny rok obostrzeń i niepewności. Zapewne sytuacja nauki zdalnej będzie się w tym czasie zmieniać, ale niewątpliwie już teraz dzieciom i młodzieży nie brakuje stresu. Co dorośli, nauczyciele, pedagodzy, rodzice, mogą zrobić dla dziecka w kryzysie?

Pierwszym zadaniem jest akceptacja, że dziecko jest w kryzysie. Nie zaprzeczanie temu, tylko zaakceptowanie – nawet jeśli dorosłym wydaje się, że powód kryzysu jest błahy. Młodzi ludzie często doświadczają trudnych doświadczeń, a dorośli bagatelizują to, mówiąc „Weź to rozchodź” albo „Inni mają gorzej”, „Jakoś to będzie”. Nie ma gorszej rzeczy, którą można zrobić. Naszym zadaniem jest akceptacja faktu, że ktoś jest w kryzysie. Nawet wtedy, gdy nam się wydaje, że powód jest mało istotny. Każdy z nas inaczej reaguje na sytuacje o traumatycznym charakterze. To zależy chociażby od naszych predyspozycji psychicznych czy jaką wartość nadajemy danej sytuacji.
Po drugie, pamiętajmy, że bycie w trudnej sytuacji jest naturalną częścią życia. Czymś naturalnym jest to, że człowiek na trudną sytuację reaguje kryzysem, kryzys przepracowuje, objawy kryzysu zmniejszają się i potem sytuacja wraca do tej sprzed kryzysu, a nawet może dojść do polepszenia. Z kryzysu można wyciągnąć pozytywne wnioski.
Warto z dziećmi rozmawiać i robić to na trzech płaszczyznach: fakty, myśli, uczucia. Mamy tendencję, żeby z dzieckiem rozmawiać na jednej płaszczyźnie, czyli płaszczyźnie faktu. Przykładem tego są pytania dotyczące szkoły, np. „Jak tam lekcje online?”. Trzeba dopytać: „Co myślisz o lekcjach online?”, „Czy coś sprawia Ci radość?”, „Jak możesz o siebie zadbać?”, „Czy mógłbym Ci w tym jakoś pomóc?” – to są takie pytania, które moim zdaniem powinniśmy teraz zadawać młodym ludziom. Jeżeli tylko widzimy coś niepokojącego, to też nie bójmy się skorzystać z pomocy specjalistów. Specjaliści nie są po to, żeby pokazywać, że nam, rodzicom, coś się nie udało. Wszyscy gramy do jednej bramki.

Jak Pana zdaniem w tej nowej sytuacji odnaleźli się nauczyciele?

O tym, że nauczyciele czują się gorzej, nie mówi się wcale albo bardzo mało. Nie słyszałem, żeby jakiekolwiek organy nadzoru czy ministerstwo mówili o tym, że nauczyciele też czują się źle i być może potrzebują wsparcia. Nauczyciele potrzebują dobrego słowa. W tej bardzo trudnej sytuacji wielu odnalazło się naprawdę dobrze. Oczywiście są różne przypadki, ale myślę, że tak jak przez 10 ostatnich lat próbowaliśmy w systemie edukacji uczyć się technik informacyjno-komputerowych, to przez ostatnie 10 miesięcy nauczyciele zrobili niesamowity krok do przodu, jeśli...

Artykuł jest dostępny w całości tylko dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

Przypisy