Dołącz do czytelników
Brak wyników

Twarzą w twarz

27 sierpnia 2020

NR 118 (Wrzesień 2020)

Wykluczenie to też przemoc − rozmowa z dr. hab. Piotrem Plichtą

57

O niebezpieczeństwach wynikających z niedostrzeżenia w porę symptomów wykluczenia rówieśniczego, o różnych aspektach tego procesu zachodzącego w środowisku szkolnym oraz o tym, jak właściwie należy rozumieć znaczenie kompetencji cyfrowych, rozmawiamy z doktorem hab. Piotrem Plichtą.

Wykluczenie to bardzo szerokie słowo. Z jakimi rodzajami wykluczenia możemy mieć do czynienia w szkole?

POLECAMY

Rodzajów wykluczeń jest naprawdę wiele, jednak myślę, że tym, które najbardziej interesuje nas wszystkich, jest wykluczenie rówieśnicze. I już na tym etapie pojawia się pierwszy problem, jak to zjawisko opisać. Wykluczenie jest raczej procesem niż stanem – może przerodzić się w stały stan, jednak zazwyczaj zachodzi niezauważalnie, a interesujemy się nim dopiero wtedy, gdy sytuacja zaczyna robić się niebezpieczna.

Jakie w takim razie sygnały powinny zaniepokoić dorosłych, nauczycieli, pedagogów czy rodziców, aby nie dopuszczać do tych niebezpiecznych sytuacji?

Trzeba być czujnym zawsze wtedy, gdy większość, dysponująca pewnego rodzaju przewagą, intencjonalnie ignoruje jednostkę czy grupę osób. Potrzeba przynależności jest nieprzypadkowo jedną z kluczowych potrzeb, nie tylko u młodych ludzi – ma charakter uniwersalny. Są tacy, którzy uważają, że izolowanie czy odrzucenie przez grupę społeczną może przynosić skutki równie poważne jak przemoc aktywna, czyli taka, którą widzimy w postaci aktów przemocy fizycznej lub werbalnej. Z punktu widzenia skutków przemoc pośrednia, relacyjna jest tak samo dotkliwa jak ta bezpośrednia.
Wykluczenie nie zawsze musi wiązać się z przemocą, jednak gdy ma charakter trwały, wówczas stanowi poważny problem. Oczywiście każdemu z nas pewnie zdarzyło się w przeszłości, że w szkole nie wybrano nas do jakiejś drużyny, zignorowano, nie zaproszono gdzieś. To pojedyncze sytuacje, natomiast kiedy podobne zdarzenia zaczynają się powtarzać, mamy do czynienia z wykluczeniem o znamionach pośredniej przemocy rówieśniczej. Warto jeszcze dodać, że negatywne konsekwencje nie dotyczą wyłącznie ofiar – one przede wszystkim przyciągają naszą uwagę, ponieważ ich cierpienie jest ewidentne, ale skutki przemocy rówieśniczej ponoszą również świadkowie tej sytuacji, czyli pozostali uczniowie, niebiorący udziału w zdarzeniu.

Jakie to skutki?

Przede wszystkim uczą się, że ten świat jest taki, jak widzą go w szkole. Jeśli jesteś słabszy, nie jesteś wystarczająco wygadany albo nie masz grupy, która za tobą stoi, to nie będziesz mógł wiele w życiu osiągnąć. Konsekwencje dotyczą więc nie tylko samej ofiary, ale też osób, które uczą się takich reguł. Co więcej, kiedy mówimy szerzej o przemocy rówieśniczej, nie da się zapomnieć o grupie sprawców. Oni też zwykle charakteryzują się większymi problemami dotyczącymi zdrowia psychicznego oraz niższymi wskaźnikami ogólnego dobrostanu. Tak naprawdę wykluczenie, od którego wyszliśmy, i jego mniej zauważalne przejawy, to jest dobry punkt „zaczepienia” do zapobiegania przemocy rówieśniczej w jej różnych przejawach i formach, w tym najpoważniejszych, wiążących się z dużą krzywdą. Jednak podkreślam jeszcze raz: już samo wykluczanie może mieć poważne skutki. Trzeba o tym pamiętać, zwłaszcza że sytuacje odrzucenia bywają bagatelizowane. Może się wydawać, że jak kogoś nie obraża się słownie, nie zabiera rzeczy, a „tylko” się go nie dostrzega, to nie da się mówić o krzywdzie. Nie do końca takie podejście potwierdzają choćby wywiady z młodymi ludźmi, którzy mówią: „Wolałbym być bity, niż żeby być dla nich jak powietrze”.

Trudno zauważyć przejawy wykluczenia?

Niestety tak. Te subtelne przejawy wykluczenia i przemocy rówieśniczej wcale nie są tak łatwo zauważalne. Pedagog powinien mieć naturalną czujność na sygnały takie jak ciągłe pomijanie kogoś w grach czy zabawach. Nie ma innego wyjścia, niż uważnie obserwować. Oprócz sytuacji klasowych wiele informacji dostarcza obserwacja przerw między lekcjami, kiedy można zauważyć, jak młodzież spędza czas. Widać wtedy, przykładowo, czy któryś z uczniów notorycznie siedzi sam.
Generalnie w szkołach nie ma przyzwolenia na przemoc fizyczną, werbalną oraz cyberprzemoc i reagujemy w różny sposób na przejawy takich ataków. Natomiast zdaje się, że dorosłym trudniej jest mieć pomysły, jak zapobiegać i reagować na przemoc relacyjną oraz wykluczanie. Być może właśnie dlatego, że te dwa problemy, przemoc bezpośrednia i pośrednia, stoją w opozycji do siebie: w przypadku tej pierwszej ktoś podejmuje działanie, np. obraża, bije, a w przypadku drugiej chodzi o brak działań wobec rówieśników, unikanie interakcji, ignorowanie. Często nawet młodzi ludzie, którzy realizują przemoc pośrednią, tak się bronią: „Przecież ja nic nie robię!”. Nie zawsze więc w szkole powinno chodzić o to, by nie robić czegoś złego wobec innych. Trzeba także motywować uczniów, aby wykonywali choćby drobne gesty na czyjąś rzecz. Tutaj otwierają się właśnie pola do tego, co nauczyciele i pedagodzy mogliby robić w ramach profilaktyki.

Powiedział Pan o naturalnej czujności. Uczniowie są bardzo zróżnicowani. Częścią szkolnej społeczności są dzieci z tzw. specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Czy tacy uczniowie są szczególnie narażeni na wykluczenie i wobec nich należałoby tę czujność utrzymywać na jeszcze wyższym poziomie?

W pełni się zgadzam. Kiedy ma się pod opieką takie dzieci, należy mieć wyższy poziom czujności. Oczywiście większa czujność nie musi oznaczać otwarcie wyrażanego niepokoju i lęku. Nie w tym rzecz. Należy natomiast mieć naturalną, podwyższoną czujność wobec grup, którym jest trudniej niż innym. Wbrew idyllicznym wizjom roztaczanym przez niektóre osoby dzieciństwo i młodość są pełne wyzwań, z którymi młodemu człowiekowi trudno się mierzyć. W przypadku uczniów, którzy mają zasoby w postaci kolegów, rodziców i wspierających nauczycieli, te specjalne potrzeby nie zawsze muszą wiązać się z podwyższonym ryzykiem.
Wykluczenie dzieci ze specjalnymi potrzebami jest bardzo złożonym problemem. W pierwszej kolejności należałoby rozstrzygnąć, czym w ogóle są specjalne potrzeby edukacyjne. Badania pokazują, że ich rozpowszechnienie, mierzone liczbą opinii z poradni psychologiczno-pedagogicznych, bywa duże. Są klasy, w których nawet kilkadziesiąt procent młodych osób ma takie opinie. Niemniej jednak sama kategoria potrzeb jest bardzo zróżnicowana, począwszy od takich, które są trwałe i poważne, jak głębsza niepełnosprawność intelektualna związana także z gorszym funkcjonowaniem społecznym i gorszym radzeniem sobie z codziennymi czynnościami. Z drugiej strony w tej grupie mieszczą się także uczniowie, których sytuacja nie jest aż tak złożona, choć wciąż bardzo trudna. To będą osoby, które doświadczyły przejściowego kryzysu rodzinnego, pochodzą z mniejszości kulturowych lub mają niepełnosprawność fizyczną (co nie zawsze musi tworzyć bariery edukacyjne – wręcz przeciwnie, taki uczeń może być bardziej zaangażowany w życie szkolne i osiągać znaczne sukcesy). Kiedy mówimy o grupie dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, zawsze trzeba zadać sobie pytanie, o kogo właściwie chodzi. Wbrew swojej nazwie grupa tych uczniów nie jest jednorodna, dlatego radzenie sobie chociażby z sytuacją przemocy rówieśniczej musi uwzględniać konkretnie daną jednostkę i jej unikalną historię oraz kontekst.

Czy są badania, które pokazują, jak grupy dzieci ze specjalnymi potrzebami funkcjonują w społecznościach szkolnych?

Niestety, nawet w przypadku światowych czy polskich badań również dochodzi do pewnego rodzaju wykluczenia i rzadko uwzględnia się sytuację dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Natomiast badania, które zostały zrealizowane z uwzględnieniem tej grupy, pokazują, że tacy uczniowie po pierwsze, są bardziej narażeni na to, aby stać się ofiarami przemocy rówieśniczej, również w formie wykluczania, ale po drugie, że wśród uczniów ze specjalnymi potrzebami problemem bywa też sprawstwo. Przykładem może być osoba długotrwale dręczona czy prowokowana, która ma małe zasoby osobiste, np. nie ma poczucia humoru, nie ma dystansu do siebie i w końcu wybucha – może wtedy zostać zaklasyfikowana jako sprawca. Najtrudniejsza sytuacja w klasie czy szkole to taka, kiedy mamy do czynienia z podwójną sytuacją – ktoś jest ofiarą i sprawcą jednocześnie. Czasami o tym zapominamy, szufladkujemy i przypisujemy kogoś tylko do jednej z tych kategorii.

Epidemia sprawiła, że szkoły, uczniowie i rodzice zostali zmuszeni do tego, by kontynuować naukę w formie zdalnej. Niejednokrotnie, choćby w mediach, pojawiały się przykłady dzieci, które są wykluczone cyfrowo z powodu braku odpowiedniego sprzętu, ponieważ nie miały kamerki, szybkiego i nielimitowanego połączenia z internetem albo musiały dzielić komputer z rodzeństwem. Aspekt związany ze sprzętem to jedno, ale z jakimi jeszcze odsłonami cyfrowego wykluczenia mają do czynienia uczniowie?

To, o czym Pani mówi, to inna odsłona wykluczenia, która z jednej strony sama w sobie może być problemem, ale może też stanowić element bardziej złożonej sytuacji. Powiedzmy, że uczeń jest zagrożony wykluczeniem cyfrowym z powodu braku sprzętu albo dostępu do szerokopasmowego połączenia sieciowego. Najczęściej taka sytuacja ma związek z zasobami finansowymi rodziny i nie musi łączyć się z relacjami dziecka z jego rówieśnikami. Natomiast na takie braki mogą nałożyć się też inne problemy.
Wykluczenie cyfrowe nie jest jednowymiarowe. Utrudniony dostęp do sprzętu wcale nie musi być najgorszą, najbardziej dotkliwą odsłoną. Jeśli nauczyciel wie, że uczniowie mają prob...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Głos Pedagogiczny"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy