Dołącz do czytelników
Brak wyników

Twarzą w twarz

21 grudnia 2020

NR 121 (Grudzień 2020)

Wyłącz automatycznego pilota i... bądź − wywiad z Michaelem Sandersonem, nauczycielem mindfulness

111

O wartości przejścia z autopilota do umiejętności świadomego życia oraz o zastosowaniu zasady maski tlenowej w nauczaniu mindfulness rozmawiamy z Michaelem Sandersonem, doświadczonym nauczycielem mindfulness.

W internecie krąży obrazek człowieka, który wyszedł ze swoimi psem na spacer. I przy człowieku, i przy psie są narysowane chmurki symbolizujące myśli. W chmurce człowieka jest mnóstwo rysunków odnoszących się do codziennych spraw: zakupy, rachunki, kłótnie, spanie, jedzenie itd. W chmurce psa jest tylko krajobraz, który mija podczas spaceru. Czy mindfulness to właśnie takie bycie tu i teraz?
Te chmurki są związane z naszą świadomością i bieżącym otoczeniem. Pokazują one istotną różnicę pomiędzy tzw. automatycznym pilotem, planowaniem, rozmyślaniem czy przypominaniem sobie o różnych rzeczach z przyszłości a uważnością. Obrazek, o którym pani wspomniała, to tylko jedna z ilustracji mindfulness i choć nie oddaje w pełni jego sensu, pokazuje, jak różnie ukierunkowana może być uwaga.

POLECAMY

Czym jest automatyczny pilot?
Automatyczny pilot to słowo pochodzące z żargonu osób zajmujących się mindfulness. Używamy go do określenia wszystkiego, co robimy bez świadomości, a co mamy już dobrze wyuczone. Taką czynnością będzie wiązanie sznurowadeł. Od wieku przedszkolnego nie muszę zastanawiać się, jak to robić, ponieważ mój automatyczny pilot te dość dokładne i skomplikowane ruchy wykonuje sam.

Spotkałam się z tłumaczeniem pojęcia „mindfulness” jako „sztuki świadomego życia”. Co w praktyce znaczy „żyć świadomie”? Jak takie świadome życie przekłada się na codzienność?
Świadomość można tłumaczyć na język angielski jako consciousness – to naukowy termin odnoszący się do przytomności umysłu, ale także jako awareness. Hasło „sztuka świadomego życia” nawiązuje właśnie do tego drugiego tłumaczenia – aktywnie przyjmuję do swojego życia poznawczego i emocjonalnego wszystko, co w tej chwili się dzieje. Bez względu na to, czy te zdarzenia są dla mnie przyjemne, czy nie, tak wygląda moja rzeczywistość. Warto więc, żebym był z nią w kontakcie, nawet jeśli to, co dzieje się tu i teraz, nie do końca mi odpowiada. Lepszy kontakt oznacza większą możliwość zauważenia pewnych rzeczy, które nie do końca mi pasują, a co za tym idzie – możliwość, żeby je zmienić. Awareness jest punktem wyjścia, żeby działać mądrze i na podstawie tego, co realnie istnieje, a nie na podstawie swoich nadziei i obaw.

Żyć świadomie to nie zawsze znaczy żyć przyjemnie?
Jak najbardziej. Dopiero kiedy będę w kontakcie ze swoją rzeczywistością i zauważę, że nie jest mi z nią dobrze, mogę działać. W przeciwnym razie zdany jestem na automatycznego pilota. W przypadku gdy ktoś zacznie na mnie krzyczeć, mój automatyczny pilot może podpowiedzieć mi, że jestem atakowany, odruchowo mogę zacząć albo walczyć, albo uciekać – to ewolucyjna reakcja, która sprawdzała się wiele pokoleń temu, kiedy żyliśmy w znacznie groźniejszym świecie. Ale czy naprawdę potrzebujemy takiej reakcji teraz, czy naprawdę nie możemy zapanować nad naszym automatyzmem? Kiedy moje dziecko czy mój partner przeżywa coś trudnego i zaczyna krzyczeć albo płakać, wcale nie muszę walczyć lub uciekać. Warto zastanowić się w takiej sytuacji, co z tym zrobić, jak świadomie działać, żeby wesprzeć drugą osobę, a nie zamykać się w sobie bądź ją atakować.

W 2018 r. w Tajlandii zaginęli 12-letni chłopcy, którzy wraz ze swoim piłkarskim trenerem nie mogli wydostać się z jaskini. Po udanej akcji ratunkowej okazało się, że jedną z metod pozwalających na lepsze gospodarowanie siłami była medytacja. To skrajny przypadek, jednak pokazujący, że nawet dzieci i młodzież mogą skorzystać z dobrodziejstwa mindfulness. Co daje najmłodszym praktykowanie uważności?
Myślę, że praktyka uważności jest w stanie dać coś każdemu, bez względu na wiek. Jedyne pytanie, jakie się w tym kontekście pojawia, to w jaki sposób uczyć mindfulness. Nasz tradycyjny, szkolny sposób nauczania temu nie sprzyja – siedzenie sztywno na krześle, przed tablicą, bycie zobligowanym do przyswajania wielu informacji… Bywa, że taki system rodzi napięcie, które nie służy nabywaniu nowych umiejętności. Natomiast jeśli nauka wynika z wyraźnej potrzeby, jak we wspomnianej jaskini, ze wsparciem dorosłego, to pochłanianie wiedzy zachodzi zupełnie inaczej. Sytuacja tych chłopców, choć bardzo trudna, jest przykładem warunków do szczególnie skutecznej nauki medytacji.
Na moich kursach dla młodzieży pojawiały się osoby, które cierpiały na zaburzenia lękowe. Dziecko, które ma znacznie utrudnione codzienne funkcjonowanie i, przykładowo, nie potrafi odezwać się na forum, okazało się wspaniałym uczniem mindfulness. Chłonie naukę uważności, jest na nią gotowe. Z kolei dzieciom, które nie mają takich wyraźnych problemów (nie są lękliwe bądź nie chorują na depresję, mieszczą się w tzw. normach psychicznych), jak wynika z mojego doświadczenia, może brakować wyraźnej motywacji do zapoznania się z mindfulness, dla nich więc ta nauka bywa wręcz przymusem.
To jest poważna różnica, dlatego kiedy tworzyliśmy w Akademii Mindfulness nasz program dla młodzieży, zadawaliśmy sobie pytanie: Jak przekazać naukę uważności w sposób, który wzbudza prawdziwą ciekawość nastolatków? Pracujemy nad tym nie tylko w Polsce. Na całym świecie naukowcy i pedagodzy zadają sobie pytanie: co sprawiłoby, że każde dziecko na zajęciach uważności poczuje wobec tej nauki otwartość? Kilka lat temu w USA przeprowadzono badanie sprawdzające, co przeszkadza młodzieży w przyswajaniu uważności. Okazuje się, że największą przeszkodą była obawa przed oceną innych, swoich rówieśników, a konkretnie obawa, że praktyka mindfulness zostanie uznana przez kolegów za coś dziwnego. Najważniejsze w nauce nastolatków jest stworzenie takiej atmosfery, by oni z ćwiczeniami i praktyką uważności czuli się dobrze i swobodnie. Wtedy pojawia się duża otwartość.

Jakie w takim razie mógłby Pan dać wskazówki nauczycielom, którzy chcą na swoich lekcjach wprowadzać elementy praktyki uważności?
Jest to rzeczywiście zagwozdka. W niektórych krajach, np. w Wielkiej Brytanii, próbuje się obecnie zwiększać liczbę nauczycieli mindfulness, ale nie do końca możemy przewidzieć tego efekty. Nie wiemy, czy nauczyciel, który przeczyta książkę o uważności, a potem pójdzie na dwudniowe szkolenie, rzeczywiście będzie w stanie zarówno nauczać w sensie tradycyjnym, przekazywać informacje, jak też czy będzie czuł oraz uosabiał mindfulness. 
Dlatego podstawową radą, jaką dałbym nauczycielom, którzy chcą wprowadzać elementy mindfulness, to najpierw samemu praktykować uważność. Właśnie wtedy dochodzi do jego uosabiania, czyli nauczyciel nawet językiem ciała czy tonem głosu dzieli się praktyką mindfulness, ponieważ jest mu to bliskie.
Jeśli nauczyciel sam praktykuje i widać po nim, że wierzy w to i jest mu po drodze z tym, czego uczy, wówczas uczniowie za nim podążają. Sam pamiętam ze szkoły, że zupełnie inaczej przyswajało mi się wiedzę z tych przedmiotów, których nauczali nauczyciele entuzjaści.

Czyli żeby stać się nauczycielem, wcześniej trzeba być uczniem?
Dokładnie tak jest, ale podkreślam, że chodzi o to, by stale być uczniem, nawet gdy zostanie się nauczycielem, i by wierzyć, że uczenie się mindfulness jest bezgraniczne – jeżeli naprawdę chcemy uczyć się uważności, możemy to robić do końca życia. To jest droga bez końca, a i sama ta droga jest celem. Buddyści mają takie pojęcie „umysł początkującego” – w kontekście uważności możemy powiedzieć, że określanie siebie jako eksperta jest barierą. Lubimy poczucie bycia autorytetem czy ekspertem, bo cokolwiek wówczas powiemy, staje się łatwe do bezwzględnego przyjęcia przez innych, podczas gdy w mindfulness nie o to chodzi. Uważność uczy pokory, otwartości i świadomości. Mimo że mamy doświadczenie i wiele rzeczy wiemy, to ciągle pozostaje znacznie więcej do odkrycia.

Jakie korzyści, z punktu widzenia Pańskiego doświadczenia, osiągają nauczyciele, którzy praktykują uważność? Czy to wpływa na ich pracę?
Myślę, że tych korzyści można wymienić wiele. Kojarzy Pani zasadę maski tlenowej, którą stosuje się w samolotach? Z mindfulness jest podobnie – najpierw pomagasz sobie i to nie jest wcale samolubne. Gdy będę czuł się stabilnie i dobrze ze sobą, wówczas będę mógł lepiej pracować z dziećmi, które zazwyczaj są w życiu mniej stabilne niż osoby dorosłe. Trzeba pamiętać, że zawód nauczyciela jest jednym z najbardziej stresogennych w naszym społeczeństwie. Kiedy kilka lat temu w Wielkiej Brytanii robiono na ten temat badan...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Głos Pedagogiczny"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy