Dołącz do czytelników
Brak wyników

Faktografia

11 stycznia 2019

NR 105 (Styczeń 2019)

Gimnastyka mózgu – czy można skutecznie „wyćwiczyć” mózg?

0 7

Fakt: istnieją sposoby umożliwiające usprawnienie pracy naszego mózgu i lepsze wykorzystywanie jego potencjału. Są one dużo prostsze, niż mogłoby się nam wydawać. Jednocześnie wiele „cudownych” metod oferujących nam „trening mózgu” w rzeczywistości jest tylko efektownym marketingiem, który składa wielkie obietnice, ale się z nich nie wywiązuje.

Któż z nas nie chciałby dodać sobie inteligencji? Zwłaszcza gdyby można było zrobić to łatwo, szybko i przyjemnie, np. dzięki kilkunastu minutom dziennie grania w grę komputerową lub prostych ćwiczeń fizycznych. Czy jest możliwy skuteczny „trening” mózgu rozumiany dosłownie lub w przenośni? A jeśli tak, to jak powinien wyglądać?

Gimnastyka (dla) mózgu

Kinezjologia edukacyjna – brzmi bardzo mądrze i naukowo. W rzeczywistości kryjąca się pod tą nazwą „metoda” ma z nauką niewiele wspólnego. Choć sama kinezjologia faktycznie jest gałęzią nauki zajmującą się ruchem ciała człowieka, to już „kinezjologia edukacyjna” jest przykładem na to, jak pseudonauka tworzy zawłaszcza naukowe terminy, by się uwiarygodnić i stworzyć pozory naukowości.
Program tzw. kinezjologii edukacyjnej jest znany (pod zastrzeżoną nazwą Brain Gym, czyli „gimnastyka mózgu”) i stosowany w blisko 90 krajach. Został przetłumaczony na 40 języków – w tym na polski. I również w naszym kraju znajduje (niestety) propagatorów i zwolenników. Obiecują oni niebywałe efekty stosowania tej metody – ma rzekomo pomagać na niemal wszystkie możliwe problemy, jakie wiążą się z nauką szkolną – od „zwykłych” kłopotów z pamięcią, motywacją i koncentracją, przez specyficzne trudności w uczeniu się, aż po autyzm, mózgowe porażenie dziecięce czy zespół Downa. Już samo to powinno budzić naszą czujność i racjonalną nieufność wobec tak śmiałych obietnic.
Pozornie stojąca za tą metodą „naukowa” argumentacja może wydawać się przekonująca, jednak im głębiej się w nią wnika, tym bardziej oczywiste staje się, że w istocie dalece rozmija się ona z wynikami badań z głównego nurtu współczesnej nauki (por. Garstka, 2016; Jarret, 2017).
U podstaw tzw. kinezjologii edukacyjnej leży m.in. mit „prawego” i „lewego” mózgu (pisałam o nim szerzej w „GP” nr 103), czyli – w dużym skrócie – przekonanie o tym, że półkule mózgu bardzo konkretnie dzielą się zadaniami (lewa rzekomo jest „logiczna”, a prawa „kreatywna”) i słabo ze sobą współpracują. Stąd miałyby brać się trudności w nauce – obie półkule niedostatecznie komunikują się ze sobą i/lub jedna dominuje nad drugą, nie pozwalając jej rozwinąć swego potencjału. Trzeba więc przywrócić równowagę między nimi i usprawnić ich komunikację, a problemy z nauką się rozwiążą… Może to brzmieć przekonująco, jednak – jak już wiemy – twierdzenia te są głęboko niezgodne z aktualną wiedzą naukową. W rzeczywistości obie półkule mózgu komunikują się ze sobą efektywnie i sprawnie (dzięki tzw. ciału modzelowatemu – spoidłu wielkiemu mózgu) i współpracują przy większości wykonywanych przez nas działań (tzn. każda z nich, choć w różny sposób i w różnym stopniu, bierze udział w realizowaniu zadań i „logicznych”, i „kreatywnych”). Nie są nam więc potrzebne żadne ćwiczenia usprawniające współpracę półkul mózgowych, nie są one też potrzebne naszym podopiecznym.
W kinezjologii edukacyjnej znajdujemy nawet nawiązania do… chińskiej filozofii, która wielu osobom może wydać się atrakcyjna czy nawet „mądra”, jednak nie czyni jej naukową czy wiarygodną. Inne pseudonaukowe twierdzenie (tzw. teoria Domana-Delacato) leżące u podstaw tej „metody” mówi, że dziecko powinno przejść każdy etap rozwoju motorycznego, by w pełni rozwinąć swój intelekt. Jeśli np. zacznie chodzić bez raczkowania, to aby osiągnąć pełnię swych możliwości, powinno się cofnąć i przećwiczyć raczkowanie… To również nieprawda – koncepcji tej nie potwierdzają żadne wiarygodne badania.
A na czym taka mózgowa gimnastyka miałaby polegać? Są to głównie nieskomplikowane ćwiczenia fizyczne wymagające minimalnego wysiłku. Może to być np. czołganie się, odbijanie piłki, chodzenie po równoważni, przyjmowanie określonych pozycji ciała, skłony, rozmaite ruchy naprzemienne czy też kreślenie „leniwych ósemek” (znaku nieskończoności). Tak zwani kinezjolodzy edukacyjni zalecają także masaż „punktów na myślenie”, które mają się znajdować w okolicy obojczyków. Masaż ten rzekomo miałby odblokowywać tętnice szyjne i w ten sposób zwiększać dopływ krwi do mózgu. Nie ma to jednak żadnego naukowego uzasadnienia. Co więcej, masaż taki może doprowadzić do pobudzenia receptorów w zatoce tętnicy szyjnej (tzw. baroreceptorów), a to z kolei spowodować spadek wydajności pracy serca (i ciśnienia krwi), doprowadzając nawet do omdlenia – czyli dać skutek odwrotny od zamierzonego.
Propagatorzy tzw. kinezjologii edukacyjnej często twierdzą, że jej działanie zostało „udowodnione” w badaniach. Bliższe przyjrzenie się tym badaniom powinno jednak obudzić daleko posunięty sceptycyzm. Po pierwsze, jest ich zaskakująco niewiele (zwłaszcza jak na metodę mającą rozwiązywać tak wiele ważnych problemów). Po drugie, z badań tych wynika, że jeśli już coś udowodniono, to wynikającą z ćwiczeń poprawę w zakresie funkcji wzrokowo-przestrzennych, co naprawdę nie powinno dziwić, bo poprawie tych funkcji sprzyjają w zasadzie wszystkie ćwiczenia ruchowe. Nie ma natomiast wiarygodnych dowodów na to, jakoby taka „gimnastyka mózgu” podnosiła ogólny poziom sprawności intelektualnej czy zmniejszała którekolwiek z wymienionych trudności w uczeniu się.
Miażdżącej krytyki tzw. kinezjologii edukacyjnej dokonał Komitet Neurobiologii PAN w opinii opublikowanej 20 października 2006 r. (por. Garstka, 2016), wskazując m.in., że założenia tej metody są niezgodne ze współczesną wiedzą o funkcjonowaniu mózgu, a proponowane przez jej twórców opisy funkcjonowania mózgu z punktu widzenia nauki „nie mają sensu”.

Trening kognitywny

No dobrze; skoro nie pomogą nam specjalne ćwiczenia fizyczne, to może uda się nam podnieść iloraz inteligencji czy usprawnić pracę umysłu dzięki grom logicznym i edukacyjnym, łamigłówkom, krzyżówkom lub grze w szachy? Wszystkie te przekonania znajdują niemało zwolenników… i wszystkie są błędne. A przynajmniej stanowią zbyt duże i prowadzące do nietrafnych decyzji uproszczenie.
Niemała część aktualnych badań z zakresu neuronauk koncentruje się na tym, jaki wpływ na funkcjonowanie, kondycję i rozwój naszego mózgu mają rozmaite aktywności, jakich się podejmujemy. Celem tych badań jest odnalezienie świętego Graala neuronauki, czyli uniwersalnej metody zwiększania możliwości poznawczych naszego mózgu. I, jak dotąd, nauka go nie odnalazła. Nie brak jednak takich, którzy twierdzą, że go posiedli i chętnie dadzą nam do niego dostęp… za drobną opłatą.
Są to zwłaszcza producenci gier i innych narzędzi mających rzekomo umożliwiać gimnastykę umysłu czy podwyższenie ilorazu inteligencji. Chodzi tu o regularne wykonywanie specjalnych „ćwiczeń”, które mają zapewnić nam wyższy poziom ogólnego funkcjonowania poznawczego, podnieść nasz poziom inteligencji czy ułatwić uczenie się. Wiele z nich to gry i zadania, które można rozwiązywać online, po wykupieniu dostępu od producenta. Do szkół chętnie przychodzą trenerki i trenerzy oferujący swoje usługi „ćwiczenia” mózgu. W księgarniach możemy znaleźć wiele pozycji książkowych obiecujących, że zawarte w nich zagadki i ćwiczenia będą stymulować nasz umysł. Dzieci i młodzież mogą też pobrać odpowiednie aplikacje na swoje smartfony i argumentować rodzicom, że używają telefonu do rozwijania intelektu, a nie dla prymitywnej rozrywki. Ba, rodzice nierzadko sami zachęcają dzieci do korzystania z tych aplikacji, bo „skoro już siedzą z nosem w telefonie, to niech chociaż robią coś pożytecznego”.
Te ćwiczenia i gry polegają przede wszystkim na treningu pam...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Głos Pedagogiczny"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy