Dołącz do czytelników
Brak wyników

Otwarty dostęp , Rozwój i dobrostan

4 listopada 2021

NR 128 (Listopad 2021)

Jak nauczyć dzieci radzenia sobie z porażkami?

0 43

Wizja porażki może nie pozwolić nam na opuszczenie strefy komfortu bezpiecznej na tyle, na ile bezpieczny jest wózek dla małego dziecka. Nie ma w nim ryzyka upadku. Nie ma w nim też szansy na zrobienie pierwszego kroku, a o pójściu własną drogą w ogóle nie można mówić. Rzecz nie w tym, by uchronć dzieci przed porażkami, bo to niemożliwe, lecz by nauczyć je radzić sobie z nimi, przekuwać w rozwijające doświadczenie. Jak to zrobić?

Odwaga w doświadczaniu porażki jest szczególnym rodzajem umiejętności pokonywania własnych strachów. Polega ona na przekonaniu samego siebie, że coś może pójść nie tak, jak byśmy chcieli, i że warto sprawdzić, dlaczego tak się stało, aby nie stało się po raz kolejny. Osoby, które mają taką umiejętność, doświadczają więcej. Każde działanie, bez względu na końcowy wynik, jest procesem. Nawet jeśli jego rezultat nie będzie satysfakcjonował, proces może być obfity w pozytywne przeżycia. 

POLECAMY

Porażka wyimaginowana 

Wymarzone prawo jazdy otrzymałam w dojrzałym wieku, kiedy niemal wszyscy moi znajomi byli już doświadczonymi, niektórzy nawet mocno, kierowcami. Nie stało się tak dlatego, że nie mogłam zdać egzaminu, ale dlatego, że w ogóle do niego nie przystępowałam, co więcej, nie zapisałam się na żaden kurs ani nie siedziałam za kierownicą innego pojazdu niż rower. Sama myśl o niepowodzeniu paraliżowała mnie tak bardzo, że skutecznie przekonywałam siebie o swojej miłości do ekologii i kilku jeszcze innych słusznych powodach, dla których prawo do prowadzenia auta nie jest mi potrzebne. Powtarzane dookoła opowieści o piątym, szóstym czy dziesiątym niezdanym egzaminie powodowały, że z góry założyłam, iż tak będzie i w moim przypadku, a ponieważ starałam się unikać poczucia bycia beznadziejną w czymkolwiek, więc i tego rozczarowania oszczędzałam sobie przez lata. 

Porażka paraliżuje, ale jeszcze bardziej paraliżujące może być nie niepowodzenie, lecz sama obawa przed nim. Ten strach powoduje, że nie podejmujemy wyzwań i ograniczamy własny rozwój do bezpiecznej strefy, więc ograniczamy zupełnie. Próbuję tylko tego, w czym spodziewam się sukcesu, a raczej – w czym jestem go pewna. W ten sposób i ja, i moje otoczenie możemy zgodnie powiedzieć, że nie spotykają mnie w życiu porażki, moje porażkowe konto jest czyste. 

W końcu jednak przyszedł czas, że nie potrafiłam pomóc bliskiej osobie, bo nie miałam prawa jazdy, i to był moment, w którym uświadomiłam sobie, że ja nawet nie wiem, czy prowadzenie samochodu i zdanie egzaminu jest dla mnie trudne. Założyłam, że jest i że to wystarczający powód, żeby się z tą trudnością nie mierzyć. Ostatecznie okazało się nie aż tak trudne jak sam fakt, że na kursie, na który zdecydowałam się wreszcie zapisać, byli głównie licealiści, również moi dawni uczniowie, a lekarz kwalifikujący przyszłych kursantów zapytał mnie, za co straciłam prawo jazdy, bo nie wierzył, że w tak podeszłym wieku można nie być posiadaczem tego dokumentu. 

Porażką nie okazał się niezdany egzamin, ale tchórzostwo, które przez lata przybierało różne formy i kształty, przeradzając się w piękny resentyment. Ta historia ma jeszcze jeden aspekt. O tym, że byłam dumną kursantką, wiedział tylko mój mąż, a reszta otoczenia dowiedziała się dopiero po zdanym egzaminie i to przypadkiem. Dlaczego? Tego chyba wyjaśniać nie trzeba. 

Porażka zawstydzająca 

Porażce towarzyszy wstyd, a im więcej osób wie, tym wstyd jest większy. Czego i przed kim właściwie się wstydzimy? Najpierw tego, że się nie udało, a zatem nie byliśmy dość dobrzy, dość mądrzy, dość pracowici. Wstyd łączy się z obawą przed utratą wizerunku, dotychczasowego podziwu. Pojawia się poczucie bycia gorszym, słabszym, mniej mądrym od innych i nie tak doskonałym, jak się o sobie myślało. Bo wstyd to przekonanie, że nie chcemy, by inni o czymś wiedzieli. Wstyd przed samym sobą to przeświadczenie, że zrobiliśmy coś, czego nie powinniśmy, albo nie zrobiliśmy czegoś, co wypadało. A wypada być mądrym, inteligentnym, dowcipnym, zdystansowanym, opanowanym, kompetentnym, wszechstronnym, wyspecjalizowanym i zawsze jakimś „dość”. Więc może lepiej nie skakać, bo jeśli nie okażemy się dość skoczni, spadniemy na nie tę nogę, co trzeba i będzie wstyd. A może po prostu dość bycia „dość”? 

Co dla mnie wyniknie z tego, że nie skoczyłam na tyle wysoko, by dosięgnąć tęczy? Postawmy sobie i uczniom takie pytanie. Niech stanie się inspiracją do rozważań na temat porażki i sposobności, jakie nam przynosi. Czy nie stwarza czasem okazji do nauki, poznawania siebie i świata. Porażka to nic innego jak jedna z wielu prób, dróg do rozwoju, przekonania się, że może nie tak, że trzeba inaczej. 

Po ekspresowym i bezbolesnym kursie, dzięki panu Sławkowi – najlepszemu instruktorowi na świecie, przyszedł czas na refleksje na temat niepowodzeń i prawdziwej przyczyny ich braku w moim życiu. Czego jeszcze nie doświadczyłam, a bardzo bym chciała? Nie byłam świetna w radzeniu sobie z porażkami, ale w ich unikaniu – owszem. 

Kiedy zaczynamy wsłuchiwać się w siebie, wszechświat skłonny jest nam w tym pomagać albo przynajmniej kibicować. Dlatego refleksjom towarzyszyły rozmaite zdarzenia, spotkania z ludźmi i lektury, które uprawomocniły ten wewnętrzny głos namawiający do kolejnych aktów odwagi. Niektóre z nich pojawiły się nawet na ulicy i odzywają się przy każdej nadarzającej się okazji, np.:

Sukces i porażka zależą od wielu czynników, czasem zewnętrznych, na które nie mamy wpływu, i je również powinniśmy uwzględniać. Jeśli droga do celu jest tak złożona, to analiza wyniku i jego składowych powinna być nie mniej wnikliwa. 

Od tamtego momentu minęły lata i dziś inaczej patrzę na wyzwania – nie tylko własne, ale również moich uczniów. Osobiste doświadczenia pomagają zauważać, kiedy uczeń rezygnuje z ciekawego konkursu nie dlatego, że nie chce podjąć trudu przygotowania się do niego, ale wyłącznie z obawy przed porażką. 

Cieszymy się, kiedy nasi podopieczni odnoszą sukcesy, jednak ważniejsze od sporządzania listy osiągnięć jest nabywanie umiejętności radzenia sobie z niepowodzeniami. 

Zadanie  działanie  nagroda (oczekiwany wynik, satysfakcja) – taki schemat byłby najprostszy i życzylibyśmy sobie, aby tak było zawsze wtedy, kiedy chcemy osiągnąć cel. 

Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana. 

Zadanie musi leżeć w zasięgu naszych możliwości. Dobrze byłoby przykładowo zdawać sobie sprawę z tego, że raczej nie nauczymy się latać, choćbyśmy skakali z drzewa tysiące razy. Działanie powinno być adekwatne do zadania, ważna jest jego częstotliwość, sposób, dobór środków i metod. Spodziewana nagroda – adekwatna do wysiłku. 

Sukces i porażka zależą od wielu czynników, czasem zewnętrznych, na które nie mamy wpływu, i je również powinniśmy uwzględniać. Jeśli droga do celu jest tak złożona, to analiza wyniku i jego składowych powinna być nie mniej wnikliwa. 

Porażka mobilizująca 

Za nami olimpiada w Tokio i całe mnóstwo porażek wspaniałych sportowców poniesionych przed kamerami i komentowanych na żywo oraz długo po zejściu zawodników ze stadionu. Przy okazji takich imprez, kiedy rywalizują ze sobą najlepsi na świecie, możemy obserwować reakcje zawodników na porażkę. Są one bardzo różne, a psychologowie sportu poświęcają im wiele czasu, aby zawodnicy potrafili jak najszybciej dokonać racjonalnej analizy swojego występu i wyciągnąć wnioski bez rozpamiętywania, obwiniania się i poczucia wstydu. Rozpamiętywana porażka może stanowić silną barierę dla dalszego działania. W wypowiedziach naszych siatkarzy często słyszymy, że ten mecz już za nimi, teraz analiza wspólnie z trenerem każdego seta i skupienie się na kolejnych rozgrywkach. Udział trenera jest tu niezwykle istotny, ponieważ przynosi on informację zwrotną. Od jego oceny i języka, jakim się posługuje, często zależy motywacja zawodników. 

Podobną rolę odgrywa nauczyciel, który analizuje pracę uczniów. Jeśli jego komunikat nie będzie oceniał ucznia, ale stanowił wnikliwą analizę, może być motorem do działania. Dlatego tak pozytywne rezultaty przynosi ocenianie kształtujące, które polega na zastąpieniu oceny sumującej (stopnia) wskazaniem mocnych stron i konkretnych obszarów wymagających poprawy. Informacja zwrotna, a nie ocena wyrażona cyfrą, staje się motywatorem do doskonalenia umiejętności, ponieważ uczeń dokładnie wie, nad czym musi pracować. Nie pozostaje sam z negatywnym stopniem, ale może przejść do racjonalnej oceny sytuacji. Cześć uczniów wykazuje tendencję do skutecznego utrwalania wiadomości, którymi wcześniej nie wykazali się podczas sprawdzianu. Zapamiętują na długo treści, których nie zapisali lub zrobili to błędnie. Taka umiejętność analizy efektów własnej pracy jest bardzo korzystna, pozwala skupiać się nie na emocjach towarzyszących niepowodzeniu, ale na poszukiwaniu przyczyny i dróg rozwoju. 

Brak właściwej analizy wiąże się z ryzykiem mniejszej motywacji i ponownej porażki. Nie wiem, co zrobiłem źle, więc robię tak samo. Trudno jednak, jak powiadał Albert Einstein, robiąc ciągle to samo, oczekiwać innych rezultatów. 
A zatem schemat działania związany z porażką powinien wyglądać następująco: 

DZIAŁANIE Z NASTAWIENIEM NA EFEKT > PORAŻKA > SILNE POBUDZENIE EMOCJONALNE > ANALIZA SYTUACJI > RACJONALNA ANALIZA PRZYCZYN BEZ OBWINIANIA > UŚWIADOMIENIE SOBIE PRZYCZYNY PORAŻKI > SKORYGOWANIE DZIAŁANIA > PONOWNE DZIAŁANIE. 

Pozytywne rezultaty przynosi ocenianie kształtujące, które polega na zastąpieniu oceny sumującej (stopnia) wskazaniem mocnych stron i konkretnych obszarów wymagających poprawy.  Informacja zwrotna, a nie ocena wyrażona cyfrą, staje się motywatorem do doskonalenia umiejętności, ponieważ uczeń dokładnie wie, nad czym musi pracować. Nie pozostaje sam z negatywnym stopniem, ale może przejść do racjonalnej oceny sytuacji. 

Aby ten schemat mógł zostać zastosowany, musi zostać spełniony jeden warunek, a właściwie musimy zrobić to my, autorzy porażki. Warunkiem tym jest przyznanie się do błędu, zaakceptowanie niepowodzenia. 

Porażka może być matką odwagi, a odwaga jest matką sukcesu. Przyznanie się przed samym sobą do błędu – to pierwszy krok do wyciągnięcia wniosku, a to z kolei da zielone światło, które pozwala bezpiecznie iść dalej i doświadczać bez wstydu i rozpamiętywania. 

Porażka uczniowska 

Annie, jednej z moich wspaniałych uczennic, do znalezienia się w kolejnym etapie konkursu zabrakło dwóch punktów. Stawka była wysoka, bo jego laureaci są zwalniani z danej części egzaminu ósmoklasisty i przyjmowani w pierwszej kolejności do dowolnego liceum. Konkurs był bardzo trudny, ale Ania jest utalentowana i pracowita, więc obie spodziewałyśmy się sukcesu. Kiedy ogłoszono wyniki, Ania jako jedyna uczestniczka konkursu przybyła do szkoły w czasie, w którym zorganizowałam wgląd do prac konkursowych. Wnikliwie przestudiowała swój arkusz, po czym powiedziała: „Nie przeszłam dalej, ale jeszcze wiele konkursów przede mną. Nie zapisałam jednej odpowiedzi, bo nie byłam jej pewna, ale teraz widzę, że na te dwa punkty wystarczyłaby. Nie zostawię pustego miejsca następnym razem. Dziękuję, że mnie pani przygotowywała, że poświęciła pani czas. Naprawdę bardzo dużo się nauczyłam”. Często mówię, że sporo czerpię od moich uczniów i to był właśnie taki moment, kiedy po raz kolejny mogłam to powiedzieć. Aniu, dziękuję. 

W klasie często obserwujemy reakcję uczniów na porażkę i zauważamy, że większość z nich koncentruje się na ocenie i to w dwojaki sposób: po pierwsze – na ocenie, jaką wystawił nauczyciel, po drugie – na ocenianiu siebie poprzez pryzmat otrzymanego stopnia (jedynka – jestem głupi). Następuje spadek motywacji, niechęć do przedmiotu, nierzadko i do nauczyciela, złość, czasem szukanie zewnętrznych winowajców, uzewnętrznienie emocji, np. podarcie kartki ze sprawdzianem, pozorne bagatelizowanie, rezygnacja z dalszych ć...

Artykuł jest dostępny w całości tylko dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

Przypisy