Dołącz do czytelników
Brak wyników

Twarzą w twarz

5 grudnia 2018

NR 104 (Grudzień 2018)

Szczerość i otwartość przede wszystkim
Rozmowa z dr Elżbietą Zubrzycką

0 11

Jej utwory mają zawsze wymiar edukacyjny. Sama o swej twórczości mówi, że zanim zacznie pisać książkę, zastanawia się, czego dziecko mogłoby się z niej nauczyć, by lepiej radzić sobie w codziennym życiu. Dr Elżbieta Zubrzycka opowiada o magii słów, szczerości i otwartości w kontaktach z dziećmi oraz sposobach na radzenie sobie z otaczającą nas przemocą.

Jest Pani autorką ponad 30 książek dla dzieci, jednak Pani pierwsza książka skierowana była do dorosłych. Co sprawiło, że postanowiła Pani pisać dla najmłodszych czytelników?
Moja pierwsza książka była monografią opisującą problem otyłości i przedstawiała wyniki prowadzonej przeze mnie wraz z zespołem terapii według autorskiego programu. Druga pt. Narzeczeństwo, małżeństwo, rodzina. Rozwód? dotyczyła, jak sam tytuł wskazuje, związków partnerskich, ich ewolucji w miarę podejmowania nowych zadań i ról wraz z założeniem rodziny. W tym czasie w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego wykładałam m.in. psychologię rodziny, wychowawczą, rozwojową i techniki terapeutyczne. Równolegle pracowałam z dziećmi i rodzinami w poradni zdrowia psychicznego. Nauczanie studentów wymaga pogłębiania i porządkowania wiedzy teoretycznej oraz ilustrowania jej praktycznym doświadczeniem zdobywanym w codziennych sesjach z klientami. W terapii obserwowałam najczęstsze kłopoty, z jakimi borykały się rodziny. Wiele problemów wynikało z nieumiejętności rozmawiania i słuchania się nawzajem. Skąd ludzie mają umieć komunikować się ze sobą? Musieliby się czuć pewnie, nie drżeć na myśl o opinii zewnętrznej i spójnie przekazywać to, co myślą, co mówią i jak się zachowują. Wówczas nie baliby się słuchać, umieliby więc dochodzić do porozumienia. Ten brak umiejętności przekazywany jest z pokolenia na pokolenie. Jak temu zaradzić? Nie ma takich przedmiotów w szkole, a szkoda, bo to najważniejsza kwalifikacja niezbędna na każdym życiowym kroku. Ważną zmianą jest to, że rodzice stają się coraz bardziej świadomi doniosłości swojej roli i chcą się uczyć nowych rzeczy, sięgają do książek, uczestniczą w warsztatach, oglądają wartoś­ciowe filmy instruktażowe. Książki adresowane do dzieci i zarazem do rodziców mogą pomóc w przekazywaniu najważniejszych wartości, jak być miłym, życzliwym, serdecznym człowiekiem, dobrym przyjacielem. Pomagają w wychowaniu, stając się antidotum na wszechobecną w mediach sensację, opierającą się na przemocy słownej i fizycznej, pokazującą najczarniejsze strony ludzkich zachowań. Nawet jeśli prezentowane zło w rzeczywistości występuje rzadko, to jest, niestety, na ekranie demonstrowane w wyolbrzymionej postaci niezwykle często (równolegle w wielu kanałach przekazu), a tym samym sprawia wrażenie codziennej normy i staje się wzorem do naśladowania. Obrzydliwe obrazy wypełniają wyobraźnię dziecka, tworząc poczucie zagrożenia i nieufności, ale nie tylko dziecka… Dorośli dużo bardziej niż 25 lat temu boją się kradzieży dzieci, zabójców czy ciemności. Ich umysły wypełniają horrory i widoki bestialskiej przemocy. To tylko filmy, można powiedzieć. Tak, ale one kształtują świadomość. Badania pokazują, że 60% powszechnej wiedzy pochodzi z filmów. Jaką wartość ma ta wiedza?

Gdzie szukać łagodności, dobrych wzorów przyzwoitych zachowań? Rodzice nierzadko mówią o tym, że czują się osamotnieni w swoich wychowawczych wysiłkach, w klasach szkolnych często rządzą dzieci, których rodzice zapomnieli je wychować, nie ma lekcji wychowawczych, które wywierałyby znaczący wpływ na postawy (myśli, uczucia i zachowania). Szkoły nie radzą sobie z rosnącą, wszędobylską przemocą.
Moje książki mają więc zawsze cel edukacyjny: zanim zacznę jakąś pisać, zastanawiam się, czego dziecko mogłoby się z niej nauczyć, by lepiej radzić sobie w codziennym życiu. Inspiracją są wydarzenia dnia codziennego, niezwykłe historie dzieci, które trafiały do mnie do poradni, i własne odkrycia w rozwoju osobistym. 

W październiku na rynku wydawniczym pojawiła się już czwarta część serii przygód zajączka Filipa. Filip urodził się jako najsłabszy i najmniejszy z rodzeństwa, ale jednak nie brakowało w jego życiu ekscytujących przygód i przyjaciół. Czy każde dziecko może utożsamić się z głównym bohaterem tego cyklu książek?
Nie każde dziecko czuje się najsłabsze i, oczywiście, nie każde jest najmniejsze. Zajączek ma wiele „twarzy”, często się boi, nie wie, jak się zachować, raz wycofuje się z zagrażających sytuacji, kiedy indziej podejmuje ryzyko, a nawet dokonuje bohaterskich czynów w obronie swojej przyjaciółki. Zaprzyjaźnia się z młodą łabędzicą, kimś bardzo od niego różnym, i okazuje się to możliwe, ponieważ przyjaciele zwracają uwagę na łączące ich podobieństwa, a nie na różnice. Ta dziwna przyjaźń, jak każde odstępstwo od normy, budzi podziw jednych sąsiadów i krytykę drugich. Filip z jednej strony spotyka się ze złością, zazdrością, niebezpiecznym popisywaniem się, niepotrzebnym współzawodnictwem, uprzedzeniami i zagrożeniami, z którymi musi sobie poradzić, a z drugiej – poznaje piękne cechy nowych przyjaciół, życzliwość, wolę współpracy, niesienia pomocy, wzajemne wspieranie się i chronienie. Czy nie są to tematy powiązane z codziennością każdego szkolnego dziecka?

W najnowszej części serii pod tytułem Filip, lis i magia słów zajączek staje się coraz bardziej samodzielny i zaczyna odkrywać nieznany mu wcześniej świat. Młodzi czytelnicy rosną razem z nim i uczą się czegoś nowego. Czym jest tytułowa magia słów, którą zajączek pozna podczas swojej wyprawy?
Słowa są magiczne. Z jednej strony każde słowo to kontener, niesie informację lub dezinformację, może być jedno- lub wieloznaczne, niezrozumiałe lub ukrywać bardzo głęboki sens. Wyraża uczucia, intencję – dobrą lub złą. Jest też falą, zespołem dźwięków, rozbiegających się błys­kawicznie w kosmosie. I dlatego… Słowo może tworzyć (każdy wie, że „na początku było słowo”), może też niszczyć. Wiele mówi przysłowie: „Słowo gorsze od kamienia”. Uderzenie kamieniem na krótko zaboli, siniak po tygodniu zniknie, a uderzenie słowem? Może boleć tygodniami, a nawet całe życie, i nigdy się nie zabliźnić, szczególnie gdy niszczące słowa są powtarzane. Dzieci to rozumieją, gdy im wyjaśnić, że słowa są jak jagody – jedne słodkie i zdrowe, inne gorzkie i trujące. Wyobraźmy sobie, że na świecie nie ma złych słów. Jak opisalibyśmy siebie, rodzinę, ludzi wokół, szkołę czy pracę, otoczenie? Jak byśmy się czuli, opowiadając sobie świat w ten sposób? Wyobraźmy sobie teraz, że na świecie nie ma dobrych słów. Jak opisalibyśmy złymi słowami siebie, rodzinę, ludzi wokół, szkołę czy pracę, otoczenie? Jak byśmy się czuli, opowiadając w taki sposób nasz świat? Jak mógłby on wyglądać, gdybyśmy zapomnieli złe słowa i używali tylko dobrych? Mamy wielki wybór słów. Języki słowiańskie obfitują w blisko milion wyrazów! Uczymy się ich bardzo, wręcz zdumiewająco szybko. Roczne dziecko rozumie kilka słów, trzyletnie około tysiąca, a takie, które sięgnie po książkę Filip, lis i magia słów, między 20 a 40 tysięcy! To znaczy, że dzieci są genialne. Wszystkie. Tak długo, dopóki nie zaczniemy wytykać im błędów, krytykować i porównywać, czyli nauczać. Jak to się dzieje, że szybko nabierają negatywnej opinii o sobie, wyrastają z nich potem niepewne, agresywne lub depresyjne nastolatki, a wreszcie niedowartościowani dorośli, tak bardzo zależni od zewnętrznych opinii, statusu materialnego i mody? Cokolwiek obecnie myślimy o sobie (jakimi słowami?), to kiedyś WSZYSCY byliśmy geniuszami. Wychowanie opiera się na dawaniu przykładu, sprawianiu, by dziecko doświadczało (całym ciałem), i na słowach. Co do niego mówimy? Które słowa wybieramy? Upiększamy nimi jego i swoje życie czy też je zbrzydzamy? Co robimy zazwyczaj, mając jak najlepsze intencje? Krytykujemy dziecko czy chwalimy? Stawiamy wymagania czy pozwalamy na wszystko? Cieszymy się jego rozwojem i postępami czy oczekujemy, że będzie najlepsze za wszelką cenę? Jakie przekonania o nim samym mu wpajamy? Że jest wspaniałe i na pewno poradzi sobie w życiu czy że jest nieudacznikiem i nie ma przed nim przyszłości? Jak odnosimy się do siebie po cichu, kiedy nam coś nie wyjdzie? A jak traktujemy ludzi wokół: wspieramy ich czy poniżamy? Magia słów polega na tym, w jaki sposób opowiadamy sobie o naszym świecie. Świat jest jeden, a opowieści o nim bardzo wiele, bardzo różnych. My tworzymy nasze własne światy, prywatne nieba i prywatne piekła. Stąd w książce pojawia się gra w JA JESTEM. Każdy z członków rodziny po kolei mówi o sobie coś dobrego, a inni go w tym wspierają. Nie wolno krytykować ani używać negatywnych określeń. Po kilku okrążeniach zaczyna brakować pozytywnych określeń, bo łatwiej nam krytykować siebie, niż doceniać. Wtedy członkowie rodziny podrzucają pomysły i potwierdzają je zdarzeniami z życia. Filip dowiaduje się, że jest pomysłowy, rozwiązuje problemy, zachowuje się niestandardowo. Kiedy potem wpada w pułapkę i staje oko w oko ze swoim wrogiem lisem – nie poddaje się, bo przychodzą mu do głowy przekonania o sobie, które dodają mu sił i pozwalają wydostać się z kłopotów. To, co myślimy o sobie, kim się czujemy, jest kluczowe dla poziomu i stylu życia, które pr...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Głos Pedagogiczny"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy