Dołącz do czytelników
Brak wyników

Edukacja i wychowanie

16 sierpnia 2021

NR 126 (Wrzesień 2021)

Umiejętności przyszłości – jak je kształtować?
Gdy uczeniu się towarzyszy radość, spodziewaj się spektakularnych efektów.

0 45

Jak w praktyce wcielać w życie to motto, opowiada jego ambasadorka Maja Lose – doświadczona menedżerka, dyrektorka działu sprzedaży i obsługi klienta i trenerka biznesu.

Dzieci czasami mówią rodzicom, że niektóre przedmioty, których uczą się w szkołach, są „bez sensu” i wolałyby np. zamiast kilku godzin matematyki w tygodniu mieć zajęcia z przedsiębiorczości czy dotyczące tego, jak działa system podatkowy. Skąd w dzieciach ta potrzeba, by uczyć się bardziej praktycznych rzeczy?
Zacznijmy od tego, że dzieci to ludzie, co podkreślał Korczak. Ich potrzeby i oczekiwania nie różnią się zbytnio od naszych, choć nie wszyscy to zauważamy i nie wszyscy myślimy o dzieciach jako o ludziach. To ważne, byśmy sobie o tym przypominali zawsze wtedy, gdy szukamy przyczyn zachowania u dzieci czy młodzieży. A czemu wolą się uczyć praktycznych rzeczy?
Po pierwsze, sami też wolimy się uczyć rzeczy praktycznych. Gdyby ktoś nas namawiał trzy lata temu, byśmy opanowali Teamsy, bo może kiedyś się nam przydadzą, to ile osób czułoby determinację, by to zrobić? Raczej niewiele (włącznie ze mną). A dziś obsługujemy nie tylko Teamsy, ale też inne programy przydatne w edukacji zdalnej. Nauczyliśmy się ich, bo widzieliśmy zastosowanie tych umiejętności. 
Po drugie, ilość informacji, jaka do nas codziennie dociera, jest tak duża, że nie skorzystamy z nich, jeśli nie będziemy ich „szybciej trawić” i stosować w życiu. Dzieci i w tym przypadku nie różnią się od dorosłych, choć oczywiście znam dorosłych, którzy sądzą, że świat dzisiejszych dzieci wygląda tak samo jak świat dzieci 30 lat temu (ogromnie współczuję zarówno im, jak i dzieciom z ich otoczenia). Albo wiem, jak zastosować wiedzę w życiu, albo staje się ona chwilowo bezużyteczna. 
Po trzecie, różne osoby będą się uczyły matematyki z różnych powodów. Każdy jednak potrzebuje poczucia, że wysiłek włożony w naukę ma sens. Jeśli nie widzimy sensu lub zbliżającej się nagrody (czyli też jakiegoś sensu), nie będziemy mieli motywacji do pracy. 
Pytanie, jakie powinniśmy sobie zadać my dorośli, brzmi: „Co zamierzamy zrobić z głosami tych dzieci, które nie widzą sensu uczenia się niektórych przedmiotów?” 
A coś powinniśmy z tym zrobić, tego jestem pewna. Bo tracimy ich zapał, motywację i radość z uczenia się. W ten sposób tracimy też swój własny zapał i motywację do pracy z dziećmi. Jeśli więc widzimy problem, znajdźmy jego rozwiązanie. 
Jedną z opcji jest pokazanie, gdzie możemy zastosować wiedzę z danej lekcji. Nikt nie zrobi tego lepiej niż nauczycielka/nauczyciel – w końcu najlepiej zna się na swoim przedmiocie. 
Oczywiście, wymaga to wysiłku, ale od dzieci i młodzieży też oczekujemy właśnie wysiłku, prawda?
Druga opcja to skoncentrowanie się na tych treściach, które są bardziej przydatne w życiu, a odpuszczenie w tych miejscach, w których podstawa programowa się w życiu nie przyda. Wiem, trwa dyskusja, czy rolą szkoły jest przygotowywanie do dorosłego życia. Zdania są tu podzielone, ale ja uważam, że zabieranie ośmiu lat życia dzieciom po to, by napakować je teoretycznymi treściami, to zbrodnia. 
Być może narażę się teraz niektórym matematykom, ale choć skończyłam politechnikę, w życiu nie zastosowałam ani trygonometrii, ani logarytmów. Więc może ten element podstawy programowej trzeba było delikatnie zlekceważyć? A może mogłam z nich skorzystać, tylko w szkole nikt mi nie pokazał, gdzie i jak?
I w ten sposób wracamy do opcji pierwszej: pokażmy sens i zastosowanie tego, czego uczymy, lub wybierzmy opcję drugą i odpuśćmy dzieciom treści, które nie są praktyczne dla większości.

POLECAMY

Jakie według Pani są teraz kluczowe kompetencje przyszłości dla młodych, biorąc pod uwagę, że świat zmienia się w tak zawrotnym tempie?
Kluczowe kompetencje warto rozważyć z kilku punktów widzenia: dzisiejsze dzieci będą za moment pracować zawodowo (i tymi kompetencjami zajmuję się ja), ale będą też rodzicami, sąsiadami, obywatelkami i obywatelami. I warto o tym pamiętać. 
Gdy popatrzymy na kompetencje z punktu widzenia rynku pracy i tego, jak szybko się on zmienia, z pomocą przychodzą nam raporty przygotowywane przez takie instytucje, jak Adecco, Institute for The Future University of Phoenix, Światowe Forum Ekonomiczne, McKinsey Global Institute czy Infuture Institute Natalii Hatalskiej.
Wnioski z tych raportów można zamknąć w jednym (pojemnym) zdaniu: rynek pracy potrzebuje umiejętności z kategorii STEAM oraz nowocześnie rozumianych kompetencji miękkich. STEAM to połączenie przyrody, technologii, inżynierii, sztuki i matematyki. Kompetencje miękkie to szeroko rozumiana współpraca, myślenie krytyczne, proaktywność, elastyczność, twórcze myślenie i kreatywność oraz uczenie się i rozwój. 
Czy każdy młody człowiek powinien je posiadać? Nie wszyscy mamy podobne talenty, więc nie będziemy świetni we wszystkich umiejętnościach. Powinniśmy spojrzeć na potrzebne kompetencje w ten sposób: jedne warto mieć opanowane, w innych powinno się być naprawdę dobrym. Od charakteru i naturalnych zdolności (potencjału) będzie zależało, czy naprawdę ktoś będzie dobry w zakresie sztuki, technologii, współpracy czy twórczego myślenia. 
Kiedy jednak rodzice pytają mnie na warsztatach „To czego mam w końcu uczyć moje dziecko?”, odpowiadam słowami Alvina Tofflera – futurologa. Napisał on, że „Analfabetami w przyszłości nie będą ludzie nieumiejący czytać, ale tacy, którzy nie potrafią się uczyć, oduczać i ponownie nauczyć”. 
Młodzi ludzie powinni więc znaleźć swoje sposoby na skuteczne uczenie się. Raczej w grupie czy indywidualnie? Czytając i rozmawiając o nowych treściach czy robiąc wizualne notatki? Powtarzając na głos to, co trzeba zapamiętać, czy nagrywając się na dyktafon i słuchając tego wiele razy? Uczenie się jest moim numerem jeden na liście wszystkich kompetencji XXI wieku. 

Ostatnio wiele mówi się o elastyczności i o tym, jak jest ona ważna we współczesnym świecie. Czym jest umiejętność bycia elastycznym i jak ją wzmacniać?
Elastyczność jako kompetencję zdefiniowałabym tak: to zdolność do odnajdywania się w zmieniających się lub nowych warunkach. Zmieniające się warunki to przykładowo zmiany technologiczne – możemy je obserwować i się do nich dostosowywać. Nowe warunki to np. lockdown – nastąpił nagle i również wymusił na nas zmiany, choć nie przygotowywaliśmy się do nich wcześniej. Elastyczność jest więc nam potrzebna po to, byśmy mogli funkcjonować w zmiennym świecie. 
Dlaczego jest tak ważna teraz? Bo świat zmienia się teraz naprawdę szybko. Jeśli nie masz telefonu komórkowego, to już nie zadzwonisz z budki telefonicznej. Jeśli nie umiesz obsługiwać komputera, nie zapiszesz dziecka do szkoły w ramach elektronicznego systemu rekrutacji. Jeśli buntujesz się przeciwko cudzoziemcom w twoim kraju, za moment zdziwisz się, że to cudzoziemka jest twoją szefową. 
To oczywiście nie oznacza, że musisz zgodzić się na wszystko. Odczuwanie oporu jest oznaką, że mechanizmy obronne w nas działają. Ale byłoby świetnie podejść do elastyczności trochę bardziej świadomie i nad nią pracować. 
Na dobry początek warto rozwinąć swoją proaktywność: skupić się na tym, co mogę zrobić w tym miejscu, w którym jestem, z tym, co mam, czyli sprawdzić, jaki mam wpływ na zmieniającą się rzeczywistość. Gdy prowadzę warsztaty z proaktywności, uczestnicy są zdumieni, jak wiele możliwości znaleźli, choć wydawało im się, że są w jakiejś zmianie bezradni. Warto podkreślić, że mam na myśli nie tylko nastoletnich uczestników, ale przede wszystkim tych dorosłych. 
Możemy też pracować nad elastycznością, coraz lepiej radząc sobie ze zmianami. Kilka pytań po roku zdalnego nauczania może w tym pomóc: 

  • „Co czułam przez ten rok zmiany? 
  • Czego obawiałam się najbardziej? 
  • Co szczególnie pomogło mi ją przetrwać? 
    I najważniejsze: 
  • Czego się o sobie dowiedziałam dzięki tej zmianie (prawie rocznej pracy zdalnej)?”.

Elastyczność jako kompetencja to również zarządzanie swoimi emocjami, zarządzanie własną energią i koncentracją, budowanie odporności psychicznej, a więc szukanie sposobów na to, by po upadku wstawać szybciej i mądrzej (z wyciągniętymi wnioskami). To umiejętność uczenia się na błędach i wychodzenia z inicjatywą. No i przekonanie, że jeśli wczoraj myślałam tak, a dziś myślę inaczej, to znaczy, że się rozwinęłam, a nie że jestem niekonsekwentna. Gdybym o chłopakach myślała nadal to, co o nich sądziłam, gdy miałam dziewięć lat, nie byłabym dziś szczęśliwą mężatką. 

Szkoła to jeden z najważniejszych systemów przygotowujących młodych ludzi do dorosłego życia. Jakie kompetencje mogą w uczniach wzmacniać pedagodzy, wychowawcy i nauczyciele podczas zajęć lekcyjnych?
Wszystkie miękkie kompetencje XXI wieku można rozwijać na lekcjach: geografii, informatyki, matematyki… Na wszystkich przedmiotach. Wszystkie. 
Najważniejsze pytanie, które pewnie zadają sobie nauczycielki i nauczyciele, to „Jak to robić?”. Moim zdaniem powinniśmy też zadać sobie pytanie „Jak tego nie robić?”.
Wyobraźmy sobie jakiekolwiek zadanie grupowe, np. przygotowanie przez grupę czworga uczennic i uczniów prezentacji o systemie rzek na świecie. Nam dorosłym wydaje się, że wystarczy podać temat i podpowiedzieć, gdzie warto szukać ciekawych danych, a takie umiejętności jak komunikacja, współpraca, umiejętność prezentacji, praca w chmurze (bo dzieci nie widzą się codziennie) oraz rozwiązywanie problemów, analiza wielu danych i myślenie krytyczne rozwiną się same. 
Ja uważam, że to jest właśnie pozostawianie dzieci bez odpowiedniego wsparcia. Nie pokazujemy im, jak się można dogadać, jak rozwiązać konflikty (ona niewiele zrobiła, ja pracowałem więcej, a oceny mamy te same) i sądzimy, że skoro prezentacja została wykonana, i pokazana, to dzieci się czegoś nauczyły. Pewnie się czegoś nauczyły. Może tego, że z Witkiem już nigdy nie chcę być w grupie, a Anka robi wszystko na ostatnią chwilę, ale to nie są kompetencje.
Nam powinno zależeć na tym, by dzieci rozwinęły umiejętność dyskusji, słuchały się nawzajem, potrafiły dostrzec, w czym leży problem, i poszukały wspólnie rozwiązania. By potrafiły uczyć się od siebie, dostrzegać talenty w koleżankach i kolegach i pracowały zgodnie z tymi talentami. Czy to robimy? Rzadko lub wcale. 

Jak szkoła może wspierać rozwój tych kompetencji na co dzień? Jakie systemowe działania można podjąć, np. jakie tematy lekcji wprowadzić, aby w rzeczywisty sposób rozwijać w dzieciach kluczowe umiejętności?
Chciałabym, żebyśmy przestali się ograniczać podstawą programową i zaczęli myśleć kompetencjami, a nie wiedzą. Na rynku pracy skończyła się era zawodów. Już od dawna trwa era kompetencji. Termin operator maszyn nikomu już nic nie mówi – być może mówimy o ekspercie, który programuje robota księgującego faktury, a być może o osobie, która nadzoruje maszynę tokarską. Podobnie jeśli chodzi o specjalistę ds. marketingu – chodzi o kogoś, kto zleca prace agencjom reklamowym czy o kogoś, kto jest „social media ninja”?
Podobna zmiana musi zajść w edukacji. Umownie podzieliliśmy wiedzę na szkolne przedmioty, niech będzie. Oby nam to pomagało, a nie przeszkadzało. Ale ważniejsze od tego podziału są kompetencje: kto co umie, kto jak korzysta z wiedzy, w jakich sytuacjach wiedza i umiejętności się przydają. Do tej pory myśleliśmy o szkole za pomocą przedmiotów. Czas, by na wiersze z dziennika (elektronicznego lub papierowego) nałożyć kolumny z umiejętnościami. To macierzowe myślenie jest największą zmianą, jaką mamy przed sobą. 
Bardzo bym chciała, by każda nauczycielka i każdy nauczyciel mieli możliwość rozwinięcia kompetencji XXI wieku u siebie i by mogli je wplatać w swoje lekcje i projekty realizowane w szkole.
Gdybym była dyrektorką szkoły, zaprosiłabym kadrę pedagogiczną do wspólnego projektu rozwijania tych kompetencji. Zaczęłabym od webinaru o tym, jakie kompetencje XXI wieku są niezbędne, by dobrze sobie radzić w życiu. Gdybym znalazła kilka osób chętnych do rozwoju, poprosiłabym, by się podzieli: jeden nauczyciel pojedzie na warsztaty z krytycznego myślenia do Maćka Winiarka (TOC dla edukacji), inny dowie się, czym są talenty Gallupa i proaktywność (np. u mnie), ktoś inny może uczestniczyć w jesiennym szkoleniu z twórczego myślenia, które organizuje Odyseja Umysłu. Każda z tych osób może przekazać wiedzę kadrze szkoły i tak małymi krokami wprowadzilibyśmy kompetencje przyszłości do szkół. 
Tego nie trzeba robić nagle (choć wielu rodziców tego właśnie oczekuje), ale np. jeden rok z krytycznym myśleniem, jeden z talentami, jeden z myśleniem twórczym i kreatywnością. Jestem pewna, że tak zróżnicowane zespoły, jakimi są edukatorki i edukatorzy, znajdą sposób na nauczenie siebie i innych nowych metod działania. 

Jakich, Pani zdaniem, zajęć brakuje w szkołach? Czego młodzi koniecznie powinni się uczyć, a tego nie robią?
Chcę podkreślić, że uczniowie uczą się mnóstwa rzeczy samodzielnie. Są w wielu kompetencjach lepsi niż my dorośli. Mam nadzieję, że to doceniamy. A jeśli nie, to najwyższy czas zacząć to zauważać. 
Ale to, czego (póki co) nie nauczą się sami, to:

  • Szukanie swoich talentów i predyspozycji – nie w kontekście przedmiotów (jest dobra w matematyce, a w niemieckim już nie), tylko w kontekście sposobów myślenia, działania, budowania relacji, a więc w takim ujęciu talentów, jakie pokazuje Instytut Gallupa. 
    Moimi pięcioma najważniejszymi talentami są: Komunikatywność (umiem ubrać w słowa, przykłady i metafory to, co chcę powiedzieć), Maksymalista (jak coś robię, to na najwyższym poziomie), Aktywator (lubię zaczynać, daję energię do działania), Osiąganie (jeśli coś zaczęłam, to skończę, choćby nie wiem co) oraz Indywidualizacja (widzę potrzeby i preferencje pojedynczych osób, podoba mi się, że ludzie są różni). Ktoś inny może mieć zupełnie inne talenty: Analityk (zbiorę wiele faktów i porównam opcje), Rywalizacja (lubię współzawodnictwo, ale szanuję moich rywali),
    Naprawianie (znajdę problem i go rozwiążę) czy Bliskość (umiem budować długofalowe relacje). Czy myślimy w ten sposób o dzieciach? Możemy zacząć! I nauczyć młode osoby takiego samego myślenia. 
  • Uczenie się – własne sposoby, patenty, tricki oraz wiedza o tym, jak działa ludzki mózg i jak to, co wiemy o neurobiologi...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Głos Pedagogiczny"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy