Dołącz do czytelników
Brak wyników

Twarzą w twarz

26 lutego 2019

NR 106 (Luty 2019)

Dziecko w depresji

0 48

O tym, jak rozpoznać depresję u najmłodszych podopiecznych, o syndromie presuicydalnym i koniecznych działaniach profilaktycznych rozmawiamy z Joanną Chatizow, autorką publikacji dotyczących promocji zdrowia psychicznego i organizatorką m.in. programów edukacyjnych podnoszących świadomość społeczną z tego zakresu.

Często słyszymy w telewizji lub od znajomych albo czytamy w internecie takie zdania: „Chyba znowu dopadła mnie depresja, bo jestem jakaś senna!”, „Mam chandrę z powodu nadchodzącej zimy”, „Smutno mi, bo w sklepie nie było moich ulubionych lodów” itp. Czym różni się depresja od chandry i smutku?

Słowo depresja stało się ostatnio synonimem złego nastroju czy gorszego samopoczucia i jest zdecydowanie nadużywane. Zapominamy, że depresja jest chorobą, a nie chwilowym smutkiem, i aby ją zdiagnozować, specjalista musi stwierdzić co najmniej trzy (u dzieci i młodzieży dwa) następujące objawy, które trwają co najmniej dwa tygodnie: obniżenie nastroju, obniżenie napędu (brak siły, możliwości działania), problemy z pamięcią i koncentracją, anhedonia (nic nie cieszy), poczucie wypalenia i pustki, obniżone poczucie własnej wartości, negatywne myślenie o sobie, otaczającym świecie i przyszłości (w ciężkich przypadkach myśli o śmierci), zaburzenia snu (bezsenność lub nadmierna senność), brak apetytu lub nadmierny apetyt. U dzieci i młodzieży charakterystyczne są także drażliwość, agresja lub autoagresja, lęk, niepokój, napięcie oraz bardzo częste skargi somatyczne (bóle głowy, brzucha, kręgosłupa, ogólne złe samopoczucie fizyczne).

Niegdyś uważano, że zaburzenia nastroju, do których należy depresja, nie dotyczą dzieci i młodzieży. Dzisiaj wiemy, że jest inaczej. Co jest charakterystyczne dla depresji wieku dziecięcego i młodzieńczego?

Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na zmianę w zachowaniu dziecka. Jeśli wcześniej było towarzyskie, chętne do kontaktów z rówieśnikami, a nagle staje się zamknięte w sobie, spędza dużo czasu w swoim pokoju, nie chce podejmować typowych dla niego aktywności, to bardzo wyraźny sygnał, że dzieje się coś złego. Mogą to być także subtelniejsze zmiany, np. częste narzekanie na złe samopoczucie, rozdrażnienie, płaczliwość, różnego rodzaju lęki lub uogólniony niepokój, pogorszenie ocen w szkole czy wagarowanie. Dobry uczeń nagle nie daje sobie rady, wesoły zaczyna siedzieć z nosem na kwintę, zwykle aktywny i chętny do pomocy zaczyna się migać od obowiązków. Jeśli rodzice mają dobry kontakt z dzieckiem, które jest nauczone opowiadania o sobie i swoich problemach, na ogół zakomunikuje, że dzieje się z nim coś złego. Ale coraz częściej rozmowy z dzieckiem wyglądają tak: „Jak było w szkole?”, „Dobrze”, „Co masz zadane?”, „Nic”. 
Dzieci czy młodzież często nie zdają sobie sprawy z tego, co się z nimi dzieje. Nie potrafią sformułować problemu, zwłaszcza jeśli dotyczy stanu psychicznego. Trudno im zidentyfikować obniżenie nastroju czy brak napędu. Raczej powiedzą, że życie jest do bani albo że nie mają już siły żyć. Charakterystyczne są także rozdrażnienie, brak cierpliwości, nieumiejętność podjęcia decyzji, płaczliwość, a nader często wszelkiego rodzaju narzekanie na kondycję fizyczną. Powiedzenie o paluszku i główce w tym przypadku może mieć swoje uzasadnienie w kondycji psychicznej.

 

 

Wahania nastroju u dzieci i nastolatków bywają niezauważane, lekceważone bądź traktowane jako coś normalnego dla danego wieku. W książce Depresja i samobójstwa dzieci i młodzieży przytacza Pani przykład 17-letniego Marcina, który mówi, że nikt nie nauczył go rozmawiania o emocjach i ich świadomego wyrażania. Czy rozmowę z dziećmi o ich uczuciach, doświadczeniach i emocjach uznałaby Pani za ważny element zauważania niepokojących sygnałów świadczących np. o depresji bądź myślach samobójczych?

Często się zdarza, że od najmłodszych lat myślimy za dziecko i wydaje się nam, że wiemy lepiej, co w danej chwili czuje i myśli. Nie czekamy, aż zgłodnieje i poprosi o jedzenie, tylko je karmimy, bo jest określona godzina lub uważamy, że teraz powinno być głodne. Kładziemy je spać, mimo że nie jest zmęczone i chętnie kontynuowałoby zabawę, lub sadzamy na nocnik, chociaż nie chce mu się siusiu. Nie czekamy, aż dziecko zda sobie sprawę z sygnałów płynących z jego ciała, nazwie dany stan i podejmie stosowne działania. Mój syn jako pięciolatek zapytał
 mnie kiedyś przy okazji rodzinnej imprezy, wskazując palcem na jakieś danie: „Mamo, czy ja to lubię?”. Było to dla mnie wyraźnym sygnałem, że przesadziłam w wyręczaniu go i myśleniu za niego. W szerszym kontekście dotyczy to także pilnowania dziecka, czy odrobiło lekcje, czy zapakowało właściwie tornister, czy jest odpowiednio przygotowane do szkoły. Zdejmuje to z niego całkowicie odpowiedzialność za swoje sprawy. Nie uczy to odpowiedzialności za siebie, myślenia przyczynowo-skutkowego. Kiedy w pewnej chwili odpuścimy i przestaniemy żyć za nasze dziecko, okaże się, że jest zupełnie nienauczone siebie, bezradne w stosunku do własnych emocji i otaczającego świata. Tymczasem rozmawianie z dzieckiem od najmłodszych lat, a nie mówienie do dziecka, jest absolutną podstawą komunikacji. Przede wszystkim musimy nauczyć się słuchać, co dziecko ma nam do przekazania, wchodzić z nim w interakcję, stymulować do myślenia i rozpoznawania własnych emocji. Wtedy zapewnimy sobie możliwość interwencji w sytuacji, kiedy będzie się z nim działo coś niedobrego.

Rodzice oraz nauczyciele, którzy mają do czynienia z dzieckiem bądź nastolatkiem chorującym na depresję, zapewne zastanawiają się, jakie mogą być przyczyny tej choroby u osoby w tak młodym wieku. Czy mogłaby Pani wskazać kilka takich przyczyn, zarówno biologicznych, jak i psychologicznych?

Obecnie odchodzi się od podziału depresji na endogenną, czyli bez uchwytnej przyczyny, i reaktywną, powstającą jako odpowiedź na konkretny bodziec, np. śmierć kogoś 
bliskiego, ponieważ jest to zbytnie uproszczenie. Badania wykazują, że długotrwały stres o średnim nasileniu może być bardziej obciążający niż jednorazowa, ale bardziej stresująca sytuacja. Obecnie wszyscy jesteśmy narażeni na ogromną liczbę bodźców, co powoduje pewnego rodzaju przestymulowanie układu nerwowego. Zwłaszcza dzieci i młodzież są ogromnie obciążone nie tylko nauką czy zajęciami dodatkowymi, lecz także ciągłym napływem informacji, byciem w nieustannym kontakcie online, liczbą przyjmowanych obrazów i dźwięków. W ciągu ostatnich trzydziestu lat zrobiliśmy skok cywilizacyjny o kilka pokoleń, co sprawia, że nasze mózgi mają prawo nie nadążać, czuć się przeciążone i zareagować depresją, będącą pewnego rodzaju obroną przed zbyt dużym tempem życia. Innymi ważnymi...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Głos Pedagogiczny"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy