Dołącz do czytelników
Brak wyników

Twarzą w twarz

26 lutego 2019

NR 106 (Luty 2019)

Dziecko w depresji

0 166

O tym, jak rozpoznać depresję u najmłodszych podopiecznych, o syndromie presuicydalnym i koniecznych działaniach profilaktycznych rozmawiamy z Joanną Chatizow, autorką publikacji dotyczących promocji zdrowia psychicznego i organizatorką m.in. programów edukacyjnych podnoszących świadomość społeczną z tego zakresu.

Często słyszymy w telewizji lub od znajomych albo czytamy w internecie takie zdania: „Chyba znowu dopadła mnie depresja, bo jestem jakaś senna!”, „Mam chandrę z powodu nadchodzącej zimy”, „Smutno mi, bo w sklepie nie było moich ulubionych lodów” itp. Czym różni się depresja od chandry i smutku?

Słowo depresja stało się ostatnio synonimem złego nastroju czy gorszego samopoczucia i jest zdecydowanie nadużywane. Zapominamy, że depresja jest chorobą, a nie chwilowym smutkiem, i aby ją zdiagnozować, specjalista musi stwierdzić co najmniej trzy (u dzieci i młodzieży dwa) następujące objawy, które trwają co najmniej dwa tygodnie: obniżenie nastroju, obniżenie napędu (brak siły, możliwości działania), problemy z pamięcią i koncentracją, anhedonia (nic nie cieszy), poczucie wypalenia i pustki, obniżone poczucie własnej wartości, negatywne myślenie o sobie, otaczającym świecie i przyszłości (w ciężkich przypadkach myśli o śmierci), zaburzenia snu (bezsenność lub nadmierna senność), brak apetytu lub nadmierny apetyt. U dzieci i młodzieży charakterystyczne są także drażliwość, agresja lub autoagresja, lęk, niepokój, napięcie oraz bardzo częste skargi somatyczne (bóle głowy, brzucha, kręgosłupa, ogólne złe samopoczucie fizyczne).

Niegdyś uważano, że zaburzenia nastroju, do których należy depresja, nie dotyczą dzieci i młodzieży. Dzisiaj wiemy, że jest inaczej. Co jest charakterystyczne dla depresji wieku dziecięcego i młodzieńczego?

Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na zmianę w zachowaniu dziecka. Jeśli wcześniej było towarzyskie, chętne do kontaktów z rówieśnikami, a nagle staje się zamknięte w sobie, spędza dużo czasu w swoim pokoju, nie chce podejmować typowych dla niego aktywności, to bardzo wyraźny sygnał, że dzieje się coś złego. Mogą to być także subtelniejsze zmiany, np. częste narzekanie na złe samopoczucie, rozdrażnienie, płaczliwość, różnego rodzaju lęki lub uogólniony niepokój, pogorszenie ocen w szkole czy wagarowanie. Dobry uczeń nagle nie daje sobie rady, wesoły zaczyna siedzieć z nosem na kwintę, zwykle aktywny i chętny do pomocy zaczyna się migać od obowiązków. Jeśli rodzice mają dobry kontakt z dzieckiem, które jest nauczone opowiadania o sobie i swoich problemach, na ogół zakomunikuje, że dzieje się z nim coś złego. Ale coraz częściej rozmowy z dzieckiem wyglądają tak: „Jak było w szkole?”, „Dobrze”, „Co masz zadane?”, „Nic”. 
Dzieci czy młodzież często nie zdają sobie sprawy z tego, co się z nimi dzieje. Nie potrafią sformułować problemu, zwłaszcza jeśli dotyczy stanu psychicznego. Trudno im zidentyfikować obniżenie nastroju czy brak napędu. Raczej powiedzą, że życie jest do bani albo że nie mają już siły żyć. Charakterystyczne są także rozdrażnienie, brak cierpliwości, nieumiejętność podjęcia decyzji, płaczliwość, a nader często wszelkiego rodzaju narzekanie na kondycję fizyczną. Powiedzenie o paluszku i główce w tym przypadku może mieć swoje uzasadnienie w kondycji psychicznej.

 

 

Wahania nastroju u dzieci i nastolatków bywają niezauważane, lekceważone bądź traktowane jako coś normalnego dla danego wieku. W książce Depresja i samobójstwa dzieci i młodzieży przytacza Pani przykład 17-letniego Marcina, który mówi, że nikt nie nauczył go rozmawiania o emocjach i ich świadomego wyrażania. Czy rozmowę z dziećmi o ich uczuciach, doświadczeniach i emocjach uznałaby Pani za ważny element zauważania niepokojących sygnałów świadczących np. o depresji bądź myślach samobójczych?

Często się zdarza, że od najmłodszych lat myślimy za dziecko i wydaje się nam, że wiemy lepiej, co w danej chwili czuje i myśli. Nie czekamy, aż zgłodnieje i poprosi o jedzenie, tylko je karmimy, bo jest określona godzina lub uważamy, że teraz powinno być głodne. Kładziemy je spać, mimo że nie jest zmęczone i chętnie kontynuowałoby zabawę, lub sadzamy na nocnik, chociaż nie chce mu się siusiu. Nie czekamy, aż dziecko zda sobie sprawę z sygnałów płynących z jego ciała, nazwie dany stan i podejmie stosowne działania. Mój syn jako pięciolatek zapytał
 mnie kiedyś przy okazji rodzinnej imprezy, wskazując palcem na jakieś danie: „Mamo, czy ja to lubię?”. Było to dla mnie wyraźnym sygnałem, że przesadziłam w wyręczaniu go i myśleniu za niego. W szerszym kontekście dotyczy to także pilnowania dziecka, czy odrobiło lekcje, czy zapakowało właściwie tornister, czy jest odpowiednio przygotowane do szkoły. Zdejmuje to z niego całkowicie odpowiedzialność za swoje sprawy. Nie uczy to odpowiedzialności za siebie, myślenia przyczynowo-skutkowego. Kiedy w pewnej chwili odpuścimy i przestaniemy żyć za nasze dziecko, okaże się, że jest zupełnie nienauczone siebie, bezradne w stosunku do własnych emocji i otaczającego świata. Tymczasem rozmawianie z dzieckiem od najmłodszych lat, a nie mówienie do dziecka, jest absolutną podstawą komunikacji. Przede wszystkim musimy nauczyć się słuchać, co dziecko ma nam do przekazania, wchodzić z nim w interakcję, stymulować do myślenia i rozpoznawania własnych emocji. Wtedy zapewnimy sobie możliwość interwencji w sytuacji, kiedy będzie się z nim działo coś niedobrego.

Rodzice oraz nauczyciele, którzy mają do czynienia z dzieckiem bądź nastolatkiem chorującym na depresję, zapewne zastanawiają się, jakie mogą być przyczyny tej choroby u osoby w tak młodym wieku. Czy mogłaby Pani wskazać kilka takich przyczyn, zarówno biologicznych, jak i psychologicznych?

Obecnie odchodzi się od podziału depresji na endogenną, czyli bez uchwytnej przyczyny, i reaktywną, powstającą jako odpowiedź na konkretny bodziec, np. śmierć kogoś 
bliskiego, ponieważ jest to zbytnie uproszczenie. Badania wykazują, że długotrwały stres o średnim nasileniu może być bardziej obciążający niż jednorazowa, ale bardziej stresująca sytuacja. Obecnie wszyscy jesteśmy narażeni na ogromną liczbę bodźców, co powoduje pewnego rodzaju przestymulowanie układu nerwowego. Zwłaszcza dzieci i młodzież są ogromnie obciążone nie tylko nauką czy zajęciami dodatkowymi, lecz także ciągłym napływem informacji, byciem w nieustannym kontakcie online, liczbą przyjmowanych obrazów i dźwięków. W ciągu ostatnich trzydziestu lat zrobiliśmy skok cywilizacyjny o kilka pokoleń, co sprawia, że nasze mózgi mają prawo nie nadążać, czuć się przeciążone i zareagować depresją, będącą pewnego rodzaju obroną przed zbyt dużym tempem życia. Innymi ważnymi elementami obecnej rzeczywistości są sytuacje eskalujące w ostatnich latach. To wszelkiego rodzaju nadużycia wobec dzieci, a przede wszystkim przemoc, również ta w sieci, czyli tzw. hejt w internecie, wszechobecna mowa nienawiści, piętnowanie inności, które mogą zniszczyć psychicznie nie tylko co bardziej wrażliwe dziecko. Problemy rodzinne, jak np. rozwód rodziców, nadużywanie przez nich alkoholu lub zaniedbywanie dziecka, również mogą stanowić przyczyny depresji. Nie bez wpływu pozostaje także wczesne sięganie po alkohol, a przede wszystkim nowe substancje psychoaktywne, tzw. dopalacze, ale to już temat na zupełnie inny artykuł.
 

W swojej książce przedstawia Pani również inne zaburzenia, które mogą dotyczyć dzieci i młodzieży. Wspomina Pani o zaburzeniach odżywiania, takich jak anoreksja i bulimia. Czy uważa Pani, że często niczym nieograniczony dostęp do mediów społecznościowych, a tym samym do zafałszowanych wzorców wyglądu i stylów życia, może mieć negatywny wpływ na współczesnych nastolatków i prowadzić do rozwoju zaburzeń odżywiania czy znaczącego obniżenia poczucia własnej wartości?

Amerykanie zrobili kiedyś badanie wśród 17-letnich dziewcząt na temat ideałów piękna i okazało się, że te dziewczynki od momentu, kiedy mogły taki obraz świadomie zarejestrować, widziały ok. 250 tys. obrazów przedstawiających nieprawdziwy wizerunek kobiecego ciała. Jesteśmy wręcz bombardowani całkowicie zmanipulowanym, wykreowanym obrazem idealnych modelek, które zostały nie tyle wyretuszowane, co wręcz stworzone w studiach graficznych. Mało kto zdaje sobie sprawę, że oprócz poprawiania niedoskonałości zmienia się w zdjęciach reklamowych również wiele proporcji – wydłuża się nogi o ok. 30%, szyję o 10%, wydłuża i zwęża talię, powiększa oczy, nie mówiąc już o podstawach, takich jak wybielanie zębów i gałek ocznych, zintensyfikowanie koloru oczu, wygładzenie skóry, zwiększenie objętości włosów itp.
Kiedy nawet najpiękniejsza nastolatka, bawiąca się od dziecka lalką Barbie, patrzy w lustro, widzi obraz zupełnie nieprzystający do tego, który ma wdrukowany w podświadomość. Jeśli do tego dochodzi brak poczucia własnej wartości, może to być przyczyną wielu kompleksów. Stąd już tylko krok do zaburzeń odżywiania czy chęci poprawiania swojego wyglądu w gabinetach chirurgów plastycznych. Coraz częściej słyszy się o prezencie od rodziców na 18. urodziny w postaci operacji plastycznych nosa czy odstających uszu.

W 2016 r. wśród grupy poniżej 18. roku życia 475 osób
próbowało popełnić samobójstwo, 103 próby zakończyły się śmiercią. Rok później liczby te wzrosły do 730 prób oraz 116 zgonów. Według danych z 2017 r. aż 28 prób samobójczych dotyczyło dzieci między 7. a 12. rokiem życia. W 80% przypadków u osób podejmujących próbę samobójczą możemy zauważyć tzw. syndrom presuicydalny. 
Czym on jest?

Niezwykle rzadko zdarza się, że popełnienie samobójstwa jest spowodowane nagłym impulsem, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży. Nie mówimy tu, oczywiście, o wypadkach spowodowanych przez brak umiejętności myślenia przyczynowo-skutkowego. Wyniki badań wykazują, że w populacji ogólnej w ciągu miesiąca poprzedzającego samobójstwo ok. 40–45% osób, które podjęły decyzję o odebraniu sobie życia, odwiedziło lekarza (w większości był to lekarz podstawowej opieki zdrowotnej). Natomiast 85% samobójców sygnalizuje zamiar odebrania sobie życia poprzez różnego rodzaju zapowiedzi, będące odzwierciedleniem stanu psychicznego i stanowiące tzw. syndrom presuicydalny. Samobójstwo należy traktować jako pewnego rodzaju continuum – pierwszym etapem są pojawiające się myśli samobójcze, potem tendencje samobójcze, których następstwem jest dokonanie zamachu samobójczego. Syndrom presuicydalny to zespół objawów, które pomimo różnych motywacji dotyczą ok. 80% osób podejmujących próbę samobójczą. Składa się z trzech elementów: 1) zawężenia obszarów funkcjonowania i postrzegania rzeczywistości (tzw. widzenie tunelowe), 2) autoagresji – skumulowanej agresji skierowanej w swoją stronę, 3) wyobrażenia, że samobójstwo jest jedynym rozwiązaniem w zaistniałej sytuacji.
 
Często na kilkuset uczniów w szkole przypada tylko jeden pedagog. Jakie rady dałaby Pani pedagogom szkolnym i wychowawcom, a...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Głos Pedagogiczny"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy