Jak wyznaczać granice emocjonalnego i poznawczego zaangażowania w udzielaniu przez nauczyciela wsparcia uczniowi?

WARSZTAT PRACY

Nauczyciele wychowawcy oraz pedagodzy i psychologowie szkolni w swojej pracy nieustannie spotykają się z dziećmi lub młodzieżą potrzebującymi wsparcia, dodatkowej pomocy, większej niż inni uwagi w obszarze edukacyjnym, ale również wychowawczym czy osobistym. W relacji z uczniem, choćby najbardziej przyjaznej i wspierającej, muszą jednak pozostać dorosłymi, a nie zmieniać się w kumpla. Zdrowy dystans jest potrzebny wszystkim uczestnikom relacji. W jaki sposób nauczyć się trudnej, ale koniecznej sztuki wyznaczania i utrzymania granicy?

W świadomości społecznej funkcjonuje mit szkoły, która jest miejscem zimnym, a nauczycieli i uczniów dzieli wyraźny, wręcz urzędniczy dystans. Natomiast w swojej praktyce zawodowej spotykam wielu uczniów (dzieci, ale i nastolatków), którzy o swoich problemach w pierwszej kolejności poinformowali właśnie pracowników szkoły – wychowawcę, katechetkę, panią woźną. Dzieci i młodzież wręcz łakną autentycznego kontaktu z nauczycielem, szczerego zainteresowania swoimi myślami, słabościami, lękami. Chcą wierzyć, że wychowawcy zależy bardziej na nich, jako ludziach, niż na realizacji podstawy programowej. 
Wydaje się to zadaniem ogromnie trudnym. Z jednej strony trzeba przekazać uczniom wiedzę – na tym polega praca nauczyciela. Akty ministerialne dokładnie określają wymagania programowe, harmonogram pracy jest bardzo napięty. Z drugiej strony pojęcie „przekazywanie wiedzy” nie zamyka się w przekazywaniu wiedzy podręcznikowej. Nauczyciele, świadomie bądź nie, swoimi postawami kształtują postawy wychowanków. Z jednej strony trzeba być profesjonalistą i nie przekraczać „pewnych granic”, z drugiej trzeba wspierać uczniów, pomagać im w trudnych sytuacjach. Gdzie są te „pewne granice” i czego mogą one dotyczyć?
Jakkolwiek banalnie by to nie zabrzmiało, w relacjach uczeń–nauczyciel uczestniczą ludzie, a ludzie mogą popełniać błędy. Wśród uczniów i nauczycieli są sympatie i antypatie, co jest naturalne w grupach ludzkich. O ile młodzież nie zawsze dysponuje narzędziami, aby te sympatie i antypatie w sposób akceptowalny prezentować, o tyle od nauczycieli wymaga się, aby ich zachowanie było profesjonalne. Dosyć często zdarza się, że pracownik szkoły pierwszy (albo w ogóle jedyny) zauważy zmianę w zachowaniu dziecka. 

Historia „niewłaściwej” przyjaźni z uczennicą

Jadwiga (12 lat) pochodzi z tradycyjnej katolickiej rodziny, ma pięcioro rodzeństwa, sama jest „drugą najstarszą”. W czasie wyjazdów społeczności katolickiej, do której Jadwiga wraz z rodziną należała, dziewczynka poznała panią, z którą nawiązała dobry kontakt. Po wakacjach okazało się, że ta pani jest katechetką w jej szkole i uczy jej klasę religii. Jadzia z nauczycielką spotykały się więc codziennie w szkole, dziewczynka spędzała z panią wszystkie przerwy, zupełnie wycofując się z kontaktów z rówieśnikami. Trzeba wspomnieć, że Jadwiga jeszcze przed wakacjami doświadczyła ze strony kolegów i koleżanek wielu przykrości związanych ze swoim wyglądem i problemami hormonalnymi. Perspektywa spędzania czasu z kimś, kto ją rozumie, ma dla niej czas (tylko dla niej!), potrafi wysłuchać i być może nawet doradzić, była wspaniała. Relacja ta rozwijała się przez kolejny rok szkolny, rodzice Jadzi wiedzieli o tym, nie mieli nic przeciwko temu. W ich ocenie katechetka była dla córki dużym wsparciem. Kobieta komunikowała się z dziewczynką poprzez Messenger, SMS-y, rozmawiały przez telefon także w czasie pozaszkolnym. 
We wrześniu, po rozpoczęciu kolejnego roku szkolnego, Jadwiga przekazała nauczycielce, że ma myśli samobójcze, że „chce się zabić”, że od kilkunastu dni jej życie nie ma sensu. Nie podała przyczyny. Katechetka następnego dnia poinformowała wychowawcę i pedagoga szkolnego o tym, co usłyszała od Jadzi, dopiero po kilku dniach informacja ze szkoły dotarła do rodziców. Rodzice nie mogli zrozumieć, dlaczego córka nie przyszła z takim problemem do nich. Gdy zagłębili się w korespondencję dziewczynki z katechetką, okazało się, że relacja wygląda na bardzo bliską, na przyjaźń. 
Stanowisko szkoły w tej sprawie brzmiało: nauczycielka zdecydowanie przekroczyła granice relacji z uczennicą. Nie powinna się z nią kontaktować poza szkołą i w sprawach niezwiązanych z kwestiami szkolnymi. Rodzice w toku konsultacji psychologicznych doszli do wniosku, że jest kilka rzeczy, które rzeczywiście ich niepokoją, np. to, dlaczego czterdziestoparoletnia kobieta nawiązuje przyjaźń z dwunastolatką, ostatecznie uznali jednak, że ta relacja była dla córki bardziej pomocna niż szkodząca. Jadzia z kolei w rozmowach z psychologiem przekazała, że dla katechetki była jedyną, a nie jedną z wielu, tak jak w domu, że czuła się ważna, wyjątkowa. Mając sześcioro dzieci i pracując zawodowo, rodzice Jadwigi nie mieli czasu, aby zatroszczyć się o córkę tak, jak tego potrzebowała w tamtym czasie, co nie oznacza, że była 
zaniedbywana. 
Dziewczynka czuła się rozczarowana tym, że gdy zwierzyła się nauczycielce ze swoich problemów, tamta „powiedziała wszystkim”. Dlatego odsunęła się od katechetki. Na tym właśnie polega trudność z pomaganiem, kiedy odgrywa się pewną konkretną rolę w życiu dziecka. Przyjaciel rówieśnik poproszony o zachowanie danej informacji w tajemnicy może to zrobić bez konsekwencji, natomiast pracownik szkoły zobowiązany jest do podjęcia działań zapobiegawczych. W przedstawionym przypadku katechetka nie poinformowała pedagoga szkolnego i rodziców o zaistniałej sytuacji tego samego dnia, co mogło się skończyć tragicznie w razie podjęcia przez dziecko próby samobójczej. Kobieta sama była zagubiona, musiała poukładać sobie wszystkie role i granice, podjąć decyzję i ponieść konsekwencje swojego zachowania. W kontaktach z uczniami warto podkreślać od razu, nawet przypominać, że są pewne rzeczy, które mogą zostać między nauczycielem a uczniem, ale w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia nauczyciel jest zobligowany do natychmiastowego poinformowania o tym rodziców. 
W powyższej sytuacji Jadzia straciła „przyjaciółkę”, a ponieważ wcześniej nie musiała starać się o jakiekolwiek relacje z rówieśnikami, została sama, co było dla niej bardzo trudne. Pozytywne dla dziewczynki okazało się to, że rodzina zgłosiła się po pomoc psychologiczną i rodzice zwrócili większą uwagę na indywidualizację w podejściu do swoich dzieci, zaopiekowali się Jadwigą, dzięki czemu obniżony nastrój i myśli samobójcze przeminęły. Katechetka, jako że była to bardzo mała miejscowość, musiała zmienić pracę i ostatecznie miejsce zamieszkania, ponieważ jej zachowanie zostało ostro skrytykowane przez środowisko, w którym pracowała. W sytuacjach angażujących emocjonalnie warto odwoływać się do ról, w których jesteśmy w relacjach z innymi: „Przede wszystkim jestem nauczycielem, a to mój uczeń”.

POLECAMY

Granice wsparcia jasno określone przepisami prawa

Aby skutecznie wesprzeć ucznia, można swoją postawą czy komunikatami werbalnymi sygnalizować: „Jesteś dla mnie ważny, mogę cię wesprzeć, nawet jeśli nie jesteśmy kolegami ani przyjaciółmi”, „Nie musimy się przyjaźnić, żebym ci pomógł”. Taka postawa chroni nauczyciela przed zbytnim zaangażowaniem się uczniów w relację i przypomina mu, że niektóre kwestie trzeba przekazywać rodzicom, aby nie wchodzić w ich kompetencje. 
W grudniu 2018 r. zapadł wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie dotyczący katalogu zachowań uchybiających godności i obowiązkom nauczyciela, mogących stanowić podstawę do poniesienia przez nauczyciela odpowiedzialności dyscyplinarnej. W tej sprawie oskarżonym był nauczyciel, który przekroczył granice kontaktów, jakie powinny cechować relację uczeń–nauczyciel, wpływał na relację ucznia z rodzicami, kształtował postawy chłopca bez zgody jego rodziców, ingerował w wychowanie. Relacja ta trwała przez blisko pięć lat, a rozpoczęła się, gdy nauczyciel zaczął udzielać chłopcu korepetycji. Po pewnym czasie zapraszał chłopaka do domu, zachęcał do wyprowadzania swojego psa, spędzali razem coraz więcej czasu. Uczeń zaczął okłamywać rodziców, coraz później wracał do domu. Otrzymywał też od nauczyciela drogie prezenty. W późniejszym czasie nauczyciel zabrał ucznia na zagraniczną wycieczkę, na którą jego rodzice nie wyrazili zgody. 
Z akt sprawy: „Niedopuszczalne jest tak drastyczne przekroczenie relacji nauczyciel–uczeń. Postępowanie obwinionego Komisja Odwoławcza uznała za niedopuszczalne, gdyż nauczyciel to także rola społeczna, która zobowiązuje do zachowania wysokich standardów moralnych. […] Odwoławcza Komisja podkreśliła, że nauczyciel nigdy nie może zapominać o przesłaniu zawodu, który wykonuje, i obowiązku, który na nim ciąży w sposób szczególny, a mianowicie o zapewnieniu bezpieczeństwa uczniowi – zarówno fizycznego, jak i psychicznego, co w tym przypadku ma bezpośrednie uzasadnienie dla wymierzenia kary dyscyplinarnej obwinionemu. W tym przypadku zostały naruszone podstawowe zasady, na których winny się opierać relacje nauczyciela z uczniem. Nie można w środowisku edukacyjnym tolerować postaw manipulacyjnych, mających wpływ na poczucie bezpieczeństwa uczniów. W procesie edukacyjno-wychowawczym nauczyciel nie może tracić kontroli nad swoim zachowaniem. To uczniowie, zwłaszcza w trudnym okresie dojrzewania, powinni mieć możliwość otrzymywania pomocy od dorosłych, a w tym przypadku nauczyciela. Należy uznać ponad wszelką wątpliwość, że każdy nauczyciel wywierający presję psychiczną wobec podopiecznych oraz narażający ich na niebezpieczeństwo łamie przepisy prawa oświatowego w zakresie obowiązku zapewnienia uczniom bezpieczeństwa, należytej opieki i kształtowania ich życiowych postaw. Wykroczenie poza przyjęte normy jest tym bardziej szkodliwe i naganne, ponieważ obwiniony, jak wynika z akt sprawy, posiada odpowiednią wiedzę, umiejętności i doświadczenie, aby wiedzieć, jak postępować w różnych sytuacjach życiowych. Nauczyciel jest nauczycielem dla całego środowiska, w którym pracuje, a to zobowiązuje. Od nauczyciela należy wymagać znacznie więcej przy realizacji jego obowiązków związanych z powierzonym stanowiskiem oraz funkcją dydaktyczną, wychowawczą i opiekuńczą niż od przeciętnego obywatela, nauczyciel powinien bowiem nie tylko kształcić dzieci i młodzież, ale również swoim zachowaniem dawać przykład właściwej postawy i zachowania wobec drugiego człowieka”. 
A co w przypadku, gdy dom rodzinny nie jest miejscem chroniącym dla dziecka? Zdarza się, że prowadząc szkolenia dla kadry pedagogicznej, słyszę: „Ja nie umiem mu pomóc, nie mogę mu pomóc, nie wiem, jak to zrobić” albo: „Mogę z nim tylko porozmawiać, przecież nie zabiorę go do swojego domu”. Zgadza się, dokładnie tak jest. Nie można zabrać ucznia do swojego domu, nie przekraczając granicy relacji. W przypadku gdy trudność młodego człowieka dotyczy sytuacji w domu rodzinnym, można sięgnąć po instytucjonalne formy wsparcia, takie jak: zawnioskowanie do sądu o wgląd w sytuację rodziny, zgłoszenie rodziny do pobliskiego ośrodka pomocy społecznej, skontaktowanie się z dzielnicowym, wszczęcie procedury Niebieskiej Karty. 

Rozmowa z uczniem to już jest wsparcie

Z poziomu relacyjnego proponuję inne spojrzenie. Rozmowa – to nigdy nie jest tylko rozmowa. Rozmawiając z uczniem, poświęca mu się czas, co dziecko odbiera w następujący sposób: „Jestem wart tego, żeby poświęcić mi czas”. Nie trzeba angażować się głęboko w problem, w rozmowie wspier...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Głos Pedagogiczny"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy