Dołącz do czytelników
Brak wyników

#MeToo o potrzebie przeciwdziałania napastowaniu seksualnemu w szkole

Artykuły z czasopisma | 27 czerwca 2018 | NR 97
217

Wciąż słychać echa głośnej akcji #MeToo, której celem było zwrócenie uwagi na powagę i powszechność problemu napastowania seksualnego kobiet. Zaczęło się od aktorek i celebrytek, jednak akcja szybko objęła swoim zasięgiem wiele zwyczajnych dziewcząt i kobiet z całego świata.

Zbliżający się Dzień Kobiet to bardzo dobry moment, by w klasie i szkole poruszyć ten ważny problem, o którym powinniśmy pamiętać nie tylko od święta. Temat jest delikatny, ale ma ogromne znaczenie zarówno w krótko-, jak i w długoterminowej perspektywie.

Międzynarodowa akcja

O akcji #MeToo (w polskiej wersji #JaTeż) powiedziano już wiele, przypomnijmy więc najważniejsze fakty. Po raz pierwszy w takim kontekście wyrażenia Me too (ang. „Ja też”) użyła w 2006 roku na portalu społecznościowym MySpace Tarana Burke także w kontekście akcji przeciwko napastowaniu seksualnemu kobiet. Jednak swój rozgłos określenie to zawdzięcza amerykańskiej aktorkce Alyssie Milano, która 15 października 2017 roku, powołując się na Burke, napisała na Twitterze: „Gdyby wszystkie kobiety, które były kiedyś molestowane seksualnie, napisały «ja też» (oryg. #MeToo) w swoich statusach, być może udałoby się pokazać ludziom, jaką skalę ma to zjawisko”. Milano zrobiła to zaraz po tym, jak wiele kobiet z branży filmowej (m.in. Gwyneth Paltrow, Angelina Jolie, Rosanna Arquette, Cara Delevingne) ujawniły, że były molestowane seksualnie przez wpływowego hollywoodzkiego producenta Harveya Weinsteina. 
Faktycznie, w styczniu br. szacowano, że do akcji #MeToo przystąpiło ponad 6 mln kobiet z ponad 80 krajów świata. Tym, które zrobiły to jako pierwsze, magazyn „Time” przyznał tytuł Człowieka Roku 2017. Na tym jednak nie koniec – Amerykanki, idąc za ciosem, z początkiem roku zainicjowały kolejną akcję przeciwko dyskryminacji i przemocy: #TimesUp (ang. time’s up, czyli „czas upłynął”, „koniec”). Kampania ta ma pomóc kobietom, które doświadczyły molestowania, ale nie zgłosiły przestępstwa w obawie przed zwolnieniem z pracy lub z braku środków na opłacenie prawnika.
Akcja wywołała poważną dyskusję i choć nie obyło się bez pewnych kontrowersji, z pewnością udało jej się zwrócić uwagę na ważny problem, którego w żadnym wypadku nie wolno ignorować. Z całą pewnością nie przeszła też niezauważona dla naszych nastoletnich uczennic i uczniów – doskonale znających świat mediów społecznościowych.

#MeToo a sprawa polska

Jak już od lat zwracają uwagę specjalistki i specjaliści zaangażowani w przeciwdziałanie dyskryminacji ze względu na płeć i przemocy seksualnej, napastowanie seksualne jest realnym problemem również w Polsce. W systemie edukacji zjawisko to dotyka nie tylko polskie nastolatki, ale nawet dotyczy już dziewczynek uczących się w szkole podstawowej. Z kolei sprawcami tych niepożądanych zachowań są najczęściej ich rówieśnicy – koledzy z klasy czy szkoły, ale też osoby przypadkowo napotkane w autobusie, na ulicy czy też… w mediach społecznościowych, które są wymarzonym wprost środowiskiem dla sprawców przemocy psychicznej (w tym o seksualnym charakterze). Niestety zdarza się, że niewłaściwych zachowań i komentarzy („o, biuścik już rośnie”) dopuszczają się również dorośli, w tym pracownicy szkoły.
Kto z nas nie słyszał określenia „końskie zaloty”? Często wypowiadane z rozbawieniem ma bardzo bagatelizujący wydźwięk, a przecież w istocie odnosi się do zjawisk, które wypełniają znamiona przemocy psychicznej i seksualnej. Choć nasza – jako społeczeństwa – świadomość w tym zakresie się zwiększa, wciąż często można usłyszeć, że „chłopcy tacy już są”, że „to nic takiego, zwykłe żarty” czy też „przecież to dla niej komplement, niech się cieszy, że podoba się chłopcom”. Dziewczynki już w przedszkolu słyszą „on cię zaczepia, bo cię lubi/bo mu się podobasz” albo rady w rodzaju „ignoruj to”.
No bo co złego się stanie, że chłopak pociągnie dziewczynę za kucyk albo jej „strzeli ze stanika”? Czy nastolatce to zaszkodzi, jeśli usłyszy „ale laska!” lub „niezłe masz cycki”? Albo jeśli chłopcy dla zabawy będą oceniać w mediach społecznościowych atrakcyjność koleżanek w skali od 1 do 10 czy też wołać lub pisać do nich, żeby „zrobiły im loda”? A może zaszkodzi im, kiedy ktoś niby to przypadkiem dotknie ich pośladków lub biustu? Czy dopiero wtedy, kiedy przyciśnie je do ściany i zmusi do pocałunku albo siłą włoży rękę w spodnie przy wtórze śmiechu kolegów?

Konsekwencje bagatelizowania przemocy

Wiele osób ma trudność w określeniu, kiedy kończą się „żarty” czy „normalne zachowania”, a zaczyna przemoc. Mocne zakorzenienie pojęcia „końskich zalotów” w naszej kulturze dodatkowo to utrudnia. Wiele kobiet, które doświadczają takich zachowań – np. gwizdów na ulicy, niby to „przypadkowego” ocierania się czy napastliwych uwag przedstawianych jako „komplementy”, nie wie, jak na nie zareagować i przyjmuje bierną postawę. Niestety ta bierność przez sprawców jest odbierana jako bezbronność i przyzwolenie, w efekcie czego dopuszczają się coraz częściej i coraz gorszych zachowań. Z drugiej strony, dziewczęta i kobiety, które reagują i krytykują te zachowania, bywają wyśmiewane, słyszą, że „źle zrozumiały” albo że nie mają do siebie dystansu, są „sztywne” („cnotki-niewydymki”). W ten sposób sprawcy lub stojące po ich stronie osoby z otoczenia zakrzykują dziewczęta i sprawiają, że następnym razem dwa razy się one zastanowią, nim znów zdecydują się zaprotestować.
Wszystko to może mieć niestety poważne konsekwencje:

  • uderza w poczucie godności i własnej wartości dziewcząt, które otrzymują od otoczenia sygnał, że powinny podporządkować się temu, co robią chłopcy – a więc ich potrzeby i samopoczucie są uważane za mniej ważne,
  • rozmywa granicę między tym, co dopuszczalne, a co niedopuszczalne i krzywdzące, przez co osoby doświadczające niepożądanych zachowań, a także otoczenie (świadkowie) mogą mieć poważne trudności z określeniem, kiedy i w jaki sposób należy adekwatnie reagować (oraz z samym podjęciem tej reakcji),
  • buduje atmosferę przyzwolenia dla tego, aby chłopcy i mężczyźni przekraczali kolejne psychiczne i fizyczne granice dziewcząt i kobiet, a przez to – dla różnych form seksualnej przemocy również w wieku dorosłym (jeśli chłopiec nauczy się, że może naruszać granice dziewcząt, będzie to robił także jako dorosły mężczyzna; jeśli dziewczynka nauczy się, że chłopcy mają prawo naruszać jej granice, w dorosłym życiu będzie bardziej narażona na przemoc seksualną: molestowanie czy gwałt),
  • kształtuje niewłaściwe, sprzyjające też innym formom dyskryminacji i przemocy relacje między chłopcami a dziewczętami,
  • sprzyja krzywdzącym stereotypom (dziewczęta postrzegane i oceniane przez pryzmat swojej atrakcyjności i „prowadzenia się”, traktowane przedmiotowo, oskarżane o „prowokowanie” przemocy seksualnej; z kolei chłopcy postrzegani jako „myślący tylko o jednym”, agresywni, niegodni zaufania),
  • znacząco utrudnić, a nawet może uniemożliwiać dziewczętom obronę siebie, poszukiwanie pomocy i – w razie skrzywdzenia – dochodzenie sprawiedliwości.

Czym jest napastowanie?

Ze względu na to, że tak trudno jest jasno rozgraniczyć, co jest molestowaniem, a co nim nie jest, specjalistki i specjaliści zalecają, aby po prostu przyjmować perspektywę osoby poszkodowanej (unika się tutaj mówienia o „ofierze” ze względu na stygmatyzujący charakter tego określenia). To przede wszystkim ona – będąc podmiotem („obiektem”) czyichś działań czy zachowań – powinna mieć pierwszeństwo w określeniu, czy dane zachowanie jest przez nią akceptowane, czy też nie. Stąd podkreśla się, że napastowanie seksualne to wszelkie niechciane (przez daną osobę) zachowania o charakterze seksualnym – zwłaszcza te, które są obelżywe, zastraszające i krzywdzące.
Zwykle jednak napastowanie zaczyna się „niewinnie” – właśnie od aluzji, komentowania wyglądu, pseudokomplementów. Później mogą się pojawić wyzwiska o charakterze seksualnym (werbalne, w postaci napisów w miejscach publicznych lub w mediach elektronicznych), wulgarne dowcipy i gesty, podglądanie w toalecie czy szatni. Ostatecznie natomiast dochodzić może do niechcianego kontaktu fizycznego – od szarpania za biustonosz, przez dotykanie, poklepywanie, ocierania się, aż po zmuszanie do całowania, rozbierania i innych czynności seksualnych.
Ta forma przemocy ma tendencję do eskalacji, dlatego jeśli nie reagujemy na samym początku, problem będzie się pogłębiał. Niestety, zbyt często dorośli reagują dopiero wtedy, kiedy dojdzie do jakiejś formy fizycznej przemocy seksualnej, natomiast bagatelizują jej werbalne i psychiczne przejawy. Zbyt często również przyjmują narrację sprawcy – że to były tylko takie żarty, zabawa, że nie miał złych intencji, no i przecież tak naprawdę nie zrobił nikomu krzywdy, prawda?

Do czego dążymy?

Część osób krytykujących akcję #MeToo zarzuca jej, że jeśli przyjmiemy taką perspektywę, że o tym, co jest molestowaniem, ma decydować osoba, która go doświadcza (niezależnie od intencji sprawcy), to zaraz „każdy komplement będzie mógł być uznany za molestowanie” lub też „zaniknie flirt”. To jednak sofistyka. Owszem, niechciane komplementy (w szczególności odnoszące się do atrakcyjności fizycznej) czy uporczywe próby „flirtu” jak najbardziej mogą spełniać definicję napastowania – jeśli osoba, do której są skierowane, odczuwa je jako natrętne, uporczywe, niemiłe czy niechciane. Jednak z drugiej strony ludzie (nie tylko dziewczęta) zazwyczaj lubią być zauważani przez innych, chcą się podobać i miłe są im komplementy – pod warunkiem że w ich odczuciu nie naruszają one ich godności, nie budzą niechęci czy niepokoju. A to znaczy, ni mniej, ni więcej, że komplementy czy flirt raz będą im się podobać, a raz nie.
Istotnie może też być tak, że dopuszczające się niepożądanych zachowań osoby mogą nie być w pełni świadome, że postępują źle. W przypadku chłopców może to wynikać zwłaszcza z niewłaściwych wzorców męskości – niekiedy zachowania przemocowe i napastliwe względem dziewcząt i kobiet są przedstawiane jako „męskie”, chłopcy też często słyszą, że kiedy dziewczyna mówi „nie”, to tak na...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Głos Pedagogiczny"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy