Dołącz do czytelników
Brak wyników

Pracownia pedagogiczna

24 kwietnia 2019

NR 108 (Maj 2019)

Obalanie pseudonaukowych teorii - poradnik praktyka

0 150

Dzieci i młodzież coraz częściej spotykają się z naukowymi mitami, czyli twierdzeniami przeczącymi nauce. Wiara w większość z nich grozi „jedynie” ignorancją, ale niektóre mogą być wręcz niebezpieczne dla zdrowia. Jak skutecznie obalać pseudonaukowe mity w pracy z młodzieżą?

Mamy XXI wiek. Doświadczamy ogromnego rozwoju naukowego i technologicznego. Badamy odległe zakątki Wszechświata, zaglądamy do wnętrza atomu i ludzkiego mózgu. Odpowiadamy na pytania, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu były kojarzone raczej z fantastyką naukową niż z rzeczywistością.

Kiedy pod koniec XX wieku upowszechniał się internet, wiązaliśmy z nim wielkie nadzieje – oto wreszcie cała, niewyobrażalnie obszerna wiedza ludzkości stanie się łatwo dostępna nawet w najdalszych zakątkach świata! Te prognozy sprawdziły się – istotnie dzięki internetowi mamy łatwość pozyskiwania informacji, nieznaną żadnym wcześniejszym pokoleniom. Niestety jednak, coraz bardziej przekonujemy się, że internet ma też swoje ciemne (nomen omen) strony. Strony, na których trafić można na „informacje” zmyślone, sfałszowane, przekłamane lub zwyczajnie błędne. Wiele z tych fałszywych informacji to niegroźne „głupotki” bez szczególnego wpływu na realne życie, ale są i takie, w które wiara może wiązać się z przykrymi, a nawet niebezpiecznymi konsekwencjami.

Poza tym zachodzi taka prawidłowość, że osobie, która już wierzy w jakieś naukowe mity czy teorie spiskowe, z dużą łatwością przychodzi uwierzyć w kolejne, co ostatecznie prowadzi do sytuacji, w której buduje ona na współczesnych mitach cały swój światopogląd. Jest też przez to bardziej podatna na manipulację. Jest to sytuacja zasadniczo sprzeczna z celami, jakie stoją przed edukacją szkolną. Chodzi nam przecież o to, by wykształcić jednostkę mającą solidną bazę wiedzy opartej na naukowo stwierdzonych faktach oraz rozumiejącą zachodzące w świecie zjawiska – a więc mającą zdolność trafnego, logicznego wnioskowania, myślenia możliwie jak najmniej obciążonego błędami poznawczymi.

Jak zatem możemy uchronić swoich podopiecznych przed wiarą w niepotwierdzone informacje i błędne koncepcje? W jaki sposób wyjaśnić im, jak warto podchodzić do zdobywania wiedzy, którym źródłom lepiej ufać, a którym nie (i dlaczego)? W rozmowie z uczniami pomocne mogą być poniższe wskazówki i informacje.

W świecie fejków

W ostatnich latach wiele mówi się o fenomenie tzw. fake newsów (ang. fałszywych doniesień), zwanych też w skrócie „fejkami”. Internet, a szczególnie media społecznościowe, to dla nich wymarzone środowisko – mogą się tam łatwo rozprzestrzeniać i reprodukować, wykorzystując efekt śnieżnej kuli. Kiedy jedna osoba udostępnia taką „informację” w mediach społecznościowych, część jej znajomych bezrefleksyjnie uzna ją za wiarygodną i przekaże dalej – i tak ta kula się toczy, obejmując coraz więcej osób. Fake newsy mogą dotyczyć w zasadzie wszystkiego, w tym zagadnień naukowych, wydarzeń historycznych czy społecznych. Coraz częściej są orężem walki politycznej – na potęgę wykorzystuje się je nie tylko w kampaniach wyborczych, lecz także w innych działaniach wymagających zdobycia poparcia społecznego. Służą także dezinformacji i manipulacji (nastrojami, decyzjami).

Głoszenie nienaukowych teorii, spisków i współczesnych mitów bywa też dobrym sposobem na zdobycie rozgłosu czy tzw. zasięgów (w internecie zasięg oznacza liczbę odbiorców, do których się dotarło – im jest ona większa, tym większą może oznaczać popularność, ale też i wpływy z reklam). W Polsce i za granicą nie brakuje blogerów czy youtuberów, którzy właśnie na tym budują swoją pozycję.

Potrzeba zrozumienia

Choć osiągnęliśmy tak zaawansowany poziom rozwoju nauki i technologii, współczesne realia paradoksalnie sprzyjają popularności teorii spiskowych i nienaukowych mitów. Wynika to z charakterystycznej dla człowieka głębokiej potrzeby rozumienia otaczającego go świata. Z tej samej potrzeby, która wieki temu popchnęła naszych przodków do tworzenia tłumaczących rzeczywistość mitów, ale także do uprawiania filozofii i nauki.

Niestety, im bardziej wiedza naukowa naszego gatunku staje się obszerna, tym trudniej ogarnąć jej ogrom rozumem... a w zasadzie jest to niemożliwe. Dziś nie ma już „ludzi renesansu”, którzy mieliby rozległą wiedzę z różnych, odległych od siebie dziedzin. Przeciwnie – aby uchodzić za fachowca, konieczna jest dość wąska specjalizacja. Jeśli więc nawet bardzo dobrze znamy się na naszej dziedzinie wiedzy, to w wielu innych pozostajemy laikami (a czasem wręcz ignorantami).

Nasza potrzeba rozumienia i sensu jednak pozostaje. I dla człowieka jest fundamentalna – bo od jej zaspokojenia zależy nasze poczucie bezpieczeństwa. Chcemy żyć w świecie, który rozumiemy, bo dzięki zrozumieniu możemy przewidywać i planować. Dzięki zrozumieniu nie musimy bać się niespodziewanego. Bez niego zaś jesteśmy jak dzieci we mgle.

Jaką wybierzesz strategię?

Jak więc dziś możemy zaspokoić tę potrzebę, skoro nie jesteśmy w stanie wszystkiego się dowiedzieć, wszystkiego zrozumieć i wszystkiego zapamiętać? Możemy obrać trzy zasadnicze strategie:

  1. Poszukiwać jak najprostszych wyjaśnień różnych zjawisk, tak by nie trzeba było zbyt długo nad nimi myśleć – możemy wtedy oszczędzać nasze zasoby (energię, czas, uwagę), ale narażamy się na większe ryzyko błędów w myśleniu, np. „Obserwowane na Ziemi zjawiska klimatyczne są normalne, a te wszystkie skomplikowane naukowe teorie globalnego ocieplenia to tylko mistyfikacja, żeby manipulować ludźmi”.
  2. Odrzucać niektóre obszary wiedzy jako nieistotne i niewarte uwagi (a więc i zrozumienia) i w ten sposób zupełnie nie poświęcać im naszych zasobów (energii, czasu, uwagi), np. „A kto by się tam zajmował jakimś klimatem, mnie to nie dotyczy”.
  3. Poszukiwać wiarygodnych, rzetelnych źródeł (potwierdzonych wynikami badań naukowych) i autorytetów (uznanych specjalistów), wkładając większy wysiłek w zrozumienie danej treści. Przyjmować informacje „na wiarę”, tylko jeśli upewnimy się, czy ta informacja/koncepcja płynie z wiarygodnego źródła i/lub znajduje potwierdzenie w wynikach badań naukowych lub jest faktycznie logicznie wywnioskowana z dostępnych przesłanek (informacji, wiedzy).

Jeśli zależy nam na posiadaniu jak najbardziej trafnego oglądu świata, rozsądne wydaje się jak najczęstsze korzystanie ze strategii trzeciej. Tam, gdzie jesteśmy w stanie samodzielnie coś zrozumieć, powinniśmy starać się to zrobić, korzystając z wiarygodnych źródeł informacji.

Są jednak kwestie, które może być nam zbyt trudno pojąć, lub takie, na których zrozumienie po prostu nie mamy dość czasu – jak fizyka kwantowa czy zawiłości lokalnej polityki państw afrykańskich. W takim przypadku możemy po prostu poprzestać na strategii drugiej – świadomie wybierając ignorancję w zakresie tematu, który nie ma szczególnego wpływu na nasze życie. Wbrew pozorom, taka decyzja może być niekiedy wręcz najlepsza – w końcu nie na wszystkim musimy się znać i nie o wszystkim mieć opinię. Czasami lepiej jest nasze ograniczone zasoby przekierować gdzieś indziej – np. na obszary, w których chcemy się doskonalić. Cała sztuka w tym, by te „ignorowane” tematy wybierać właściwie – akurat podany wyżej w przykładzie problem niekorzystnych zmian klimatycznych, jak wskazują badania naukowe, nie należy do zagadnień, które powinniśmy pomijać, ponieważ naprawdę realnie dotyczy przyszłości każdego z nas. Ale już np. literatura koreańska...? O ile nie jesteśmy badaczami czy pasjonatami kultury Wschodu, możemy wieść pełne i satysfakcjonujące życie bez jej znajomości.

Jak to jest z tą „wiarą” w naukę?

Co jednak, kiedy chcemy mieć opinię na jakiś temat, na którym prawie wcale się nie znamy? Jest dla nas ważny, ale mamy świadomość, że brak nam kompetencji do samodzielnego wnioskowania? Tutaj znów sprawdzi się strategia trzecia – w części dotyczącej przyjmowania czegoś „na wiarę”.

Zauważmy, że często osoby, które rozpowszechniają naukowe mity (np. wiarę w płaską Ziemię, tzw. chemtrails, czy szkodliwość szczepień) i którym zwraca się uwagę, że biorą je „na wiarę” bez żadnych dowodów, odpowiadają, że osoby powołujące się na naukę też w nią „wierzą”. W ten sposób stosują w dyskusji chwyt erystyczny zmierzający do tego, by między twierdzeniami nienaukowymi i naukowymi postawić znak równości. Chcą stworzyć wrażenie, że są one tak samo wiarygodne.

Jedynym skutecznym sposobem uodpornienia naszych uczniów na tę argumentację jest wyjaśnienie im, DLACZEGO twierdzenia naukowe są dalece bardziej wiarygodne. Kiedy zestawiamy ze sobą koncepcję płaskiej Ziemi (swoją drogą to niezwykłe, że w XXI wieku znajduje ona swoich zwolenników! – a szukać ich można zwłaszcza właśnie w internecie) i Ziemi kulistej, to nie mamy do czynienia po prostu z „dwiema przeciwnymi koncepcjami”. Mamy do czynienia z koncepcją absurdalną i możliwą do obalenia za pomocą wiedzy ze szkoły podstawowej oraz, po drugiej stronie, z koncepcją bardzo dobrze udowodnioną naukowo, co do której zgadzają się naukowcy na całym, nazwijmy rzecz po imieniu, globie.

Nasi podopieczni powinni więc zrozumieć, jak w ogóle działa świat nauki. Skąd mamy wiedzę, której uczy szkoła, i dlaczego ta wiedza jest wiarygodna. Dzieci i młodzież zwykle nie mają o tym pojęcia. Dotychczas wydawało się, że nie jest to potrzebne – wystarczał autorytet szkoły. Dziś jednak autorytetem może być dowolna osoba, która w internecie głosi coś w sposób dostatecznie atrakcyjny i przekonujący. Co więcej, osoba ta może twierdzić wprost np., że szkoła jest... częścią spisku i wkłada do głów uczniów nieprawdziwe informacje, chcąc powstrzymać ich przed poznaniem PRAWDY.

Uczniowie powinni więc wiedzieć, jak współcześnie uprawia się naukę. Że nie zajmują się tym pojedynczy „geniusze”, którzy coś odkrywają i ogłaszają światu (bo taki wniosek można wysnuć z uproszczonych biografii wybitnych naukowców), ale że jest to cały złożony system działający zgodnie z konkretnymi regułami i wyśrubowanymi standardami. Że zanim jakieś odkrycie zostanie uznane przez świat naukowy, podlega wnikliwej weryfikacji – wielu innych naukowców sprawdza w swoich badaniach, czy faktycznie odkrycie to jest prawdziwe, poprawne i słuszne. Proces ten może trwać nawet lata. Jeśli więc dzieci dowiadują się czegoś w szkole, to mogą zakładać, że jest to pewna, sprawdzona informacja – w przeciwieństwie do „rewelacji” głoszonych przez samozwańczych „ekspertów”.

Ogromnie ważne jest wyjaśnienie uczniom różnicy między korelacją a przyczynowością, czyli tego, że współwystępowanie dwóch zjawisk nie oznacza jeszcze, że mają one ze sobą jakikolwiek związek. Można jako przykład podać przesądy, np. „czarny kot przebiegł mi drogę i miałam paskudny dzień”. Nasz zły dzień nie jest winą sympatycznego zwierzątka – to po prostu zbieg okoliczności.

Jeśli uczniowie zauważą, że naukowcy czasem się mylą i niektóre wcześniej uznane koncepcje są później obalane, przyznajmy im rację. To faktycznie się zdarza i jest to zarówno element rozwoju nauki, jak i jego efekt. Obecnie jednak pomyłki naukowców są coraz mniejsze i rzadsze – ponieważ dysponują oni coraz doskonalszymi metodami weryfikowania (sprawdzania) wyników swoich badań, obliczeń czy obserwacji. Poza tym nawet mimo okazjonalnych pomyłek, nauka wciąż jest najbardziej wiarygodnym źródłem informacji o otaczającym nas świecie – ludzkość nie wymyśliła nic lepszego.

Nie jest więc tak, że „wiara” w koncepcję płaskiej i kulistej Ziemi jest taką samą „wiarą”. Na kulistość Ziemi mamy liczne dowody, które składają się na spójną całość, są logiczne. Natomiast to, co zwolennicy koncepcji płaskiej Ziemi nazywają „dowodami”, to jedynie zbiór błędnych obserwacji i twierdzeń wynikających z nieznajomości lub odrzucania praw fizyki. Zwolennicy koncepcji kulistej Ziemi wierzą w nią dzięki dowodom naukowym, a płaskiej – mimo tych dowodów. Różnica jest fundamentalna.

Dlaczego niektórzy wierzą w teorie spiskowe?

Większość ludzi, kiedy im się wykaże błędy bądź nielogiczności w koncepcji, której dali wiarę, jest w stanie zmienić zdanie – odrzucić błędną koncepcję i przyjąć prawdziwą. Dlatego w pracy z dziećmi i młodzieżą należy skupić się właśnie na tym – na obalaniu mitów za pomocą logicznej, naukowej argumentacji, która pozwoli słuchaczom zrozumieć, na czym polega błąd.

Możemy jednak też trafić na osoby, które będą odporne na taką argumentację i będą upierać się przy wierze w teorię spisku. Co więcej, osoby te są w stanie nawet wierzyć w dwie teorie spiskowe, które wzajemnie się wykluczają! Badania przeprowadzone na brytyjskim University of Kent wykazały, że te same osoby jednocześnie mogą wierzyć w to, że Osama Bin Laden nadal żyje, i w to, że już nie żył, gdy do jego kryjówki dostał się mający go ująć oddział specjalny.

Zrozumienie, skąd bierze się taka postawa, ułatwi nam rozmowę z tymi osobami oraz zapobieganie takim sytuacjom.

Osoby mające skłonność do wiary w teorie spiskowe i jednocześnie do automatycznego odrzucania dowodów naukowych odróżniają się od pozostałych specyficznym światopoglądem. Zakładają one, że świat jest „zbudowany” na spiskach, i naukę uważają po prostu za jeden z nich. W efekcie odrzucają automatycznie wszystko to, co „oficjalne”, a wierzą w „ukrywane prawdy”. Im bardziej wierzą w teorie spiskowe, tym mniej chętnie przyjmują naukowe fakty (nawet jeśli nie są one związane z żadną spiskową teorią). Osoby te niezwykle trudno przekonać do zmiany zdania właśnie dlatego, że odrzucają dowody naukowe. 

Sama wiara w teorie spiskowe i inne „naukowe bzdury” wynika m.in. z pewnych błędów w myśleniu, jakim niekiedy ulega nasz umysł, m.in.:

  • Efektu pierwszeństwa – ta informacja, która dotrze do nas pierwsza (np. mit naukowy), wydaje się nam bardziej wiarygodna i trudniej jest nam później przyjąć, że była błędna.
  • Efektu ekspozycji – samo to, że często stykamy się z jakimś twierdzeniem, zwiększa szanse, że w nie uwierzymy.
  • Efektu potwierdzenia – kiedy już w coś wierzymy, to zwracamy większą uwagę na potwierdzające to informacje i dajemy im większą wiarę niż informacjom, które temu przeczą.
  • Podstawowego błędu atrybucji – kiedy obserwujemy, że coś się wydarzyło, częściej zakładamy, że jest to wynik czyichś cech charakteru bądź intencjonalnego działania, a nie np. efekt pomyłki, przypadku czy działania jakichś czynników zewnętrznych, stąd ryzyko, że jeśli usłyszymy o katastrofie pociągu, możemy raczej sądzić, że był to zamach lub przynajmniej czyjeś karygodne niedopatrzenie (działanie świadome), a nie wypadek (zdarzenie przypadkowe). Co ciekawe, nawet faktyczne zamachy często staramy się włączyć w bardziej skomplikowane schematy (np. zamachowiec nie działał samodzielnie pod wpływem skrajnej frustracji i fanatyzmu, ale był zainspirowany przez jakąś potężniejszą siłę, np. polityczną). Oczywiście nasz umysł może mieć tutaj czasami rację i ta tendencja do poszukiwania sensów niewątpliwie przyczyniła się do rozwoju naszego gatunku, warto jednak pamiętać, że czasem może sprowadzić nas na manowce.
  • Tendencji ludzkiego mózgu do wyszukiwania reguł nawet tam, gdzie ich nie ma – co skutkuje np. powiązaniem zdarzeń będących efektem przypadku w spójną „logiczną”, zdaniem danej osoby, całość (np. na zdjęciu z wybu...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Głos Pedagogiczny"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy