Dołącz do czytelników
Brak wyników

Otwarty dostęp , Szkoła XXI wieku

28 października 2020

NR 120 (Listopad 2020)

Pochwała nie-grzeczności

30

Jeśli przyjrzymy się komunikatom wysyłanym do dzieci, zwłaszcza tych młodszych, jeszcze przed wejściem w zaawansowaną nastoletniość, zobaczymy, że najwyższą cnotą w naszych czasach – w domyśle zawierającą chyba wszystkie inne cnoty – jest dla dzisiejszych rodziców i wychowawców „grzeczność”. W kółko napominają oni „Tylko bądź grzeczny”, krytykują „Och, jaki ty jesteś niegrzeczny” i dopytują „Czy aby byłeś grzeczny?”. Wydaje się, że nie ma w dziecku niczego bardziej pożądanego niż grzeczność i niczego bardziej nagannego niż niegrzeczność; wszystkie inne atuty bledną wobec grzeczności, a zwłaszcza wobec niegrzeczności. Zastanówmy się, co właściwie znaczy to słowo i czy jest powód, by promować je bez umiaru?

Nieposłuszeństwo jest prawdziwą postawą wolności. Posłuszni muszą być niewolnicy.
George Orwell

POLECAMY

 

Jak rozumiana jest grzeczność?

W dawnych czasach przymiotnik „grzeczny”, wywodzący się od „k rzeczy”, znaczył według językoznawcy Radosława Pawelca tyle co „do rzeczy”, a zatem „odpowiedni, zdatny do czegoś”. „Dawniej używano tego sformułowania w bardzo wielu kontekstach. Mówiono tak nie tylko o człowieku, lecz także o przedmiotach”1.

Jeśli się nad tym zastanowimy, to znaczenie tego słowa i dziś jest podobne. Co właściwie oznacza słowo „grzeczny”? Niektórzy używają go jako synonimu słowa „uprzejmy” – tak się dzieje raczej w przypadku starszych nastolatków i dorosłych. Jeśli chodzi o dzieci, „grzeczny” oznacza „taki, jak ja chcę”, czyli w gruncie rzeczy „odpowiedni/zdatny dla mnie”. „Grzeczny” sprowadza się więc tak naprawdę do „posłuszny”. Grzeczne dziecko to dziecko, które swoim zachowaniem nie sprawia kłopotu dorosłym – co jest pewną sztuką, gdyż dorosły dorosłemu nierówny i trzeba się nieźle nagimnastykować, aby się w tym wszystkim odnaleźć, nikogo nie urazić i każdemu przypodobać. Oznacza to, że określenie to skupia uwagę dziecka na dostosowaniu się do cudzych oczekiwań, a nie na pewnych podstawowych wartościach, cechach, zaletach czy zachowaniach.
Nieprecyzyjność tego określenia kojarzy mi się ze słowem „fajny”, czyli „taki, który mi się podoba”, co – podobnie jak słowo „grzeczny” – tak naprawdę nie niesie ze sobą żadnej informacji o istocie czy cesze danej rzeczy, zjawiska bądź osoby. Dzieci doskonale oddają nieprecyzyjność słowa „grzeczny”, gdy zapytane w gabinecie o jego znaczenie mówią zazwyczaj, że nie wiedzą, co ono znaczy, bądź definiują je poprzez negację „taki, co się nie zachowuje źle” (znów często nie wiedzą, czym jest to złe zachowanie poza ogólnikami w postaci: nie bije, nie krzyczy oraz – bardzo często – nie złości się, nie zazdrości itd.). Czasem dodają do bycia grzecznym dobre oceny. Generalnie natomiast są całkowicie zagubione wobec takich oczekiwań dorosłych. 

Negatywne skutki propagandy grzeczności

Dzieci zazwyczaj nie potrafią dotrzeć do sensu tego wymagania i – rzecz jasna – nie potrafią odpowiedzieć na nie inaczej, niż w napięciu wypatrując oznak niezadowolenia na twarzach innych ludzi oraz tłumiąc niepożądane przez dorosłych emocje. To drugie – szczególnie szkodliwe – bierze się stąd, że dorośli nie są zazwyczaj dość wnikliwi i dość uprzejmi wobec dzieci, aby rozróżnić być może nieprzyjemne, ale zupełnie naturalne emocje czy uczucia od niepożądanych zachowań. Wrzucają więc wszystko do jednego worka i dają dzieciom znać, że nie życzą sobie, aby przeżywały cokolwiek innego poza radością, dumą i spokojem, co jest oczywistym absurdem i można sobie tylko wyobrazić, jak wpływa to na rozwój emocjonalny dzieci, a w dalszej kolejności na ich równowagę, czego wypadkową jest w końcu zachowanie – jedyne, co tak naprawdę interesuje większość dorosłych.

Pierwszym więc skutkiem propagandy grzeczności, najmniej jeszcze w ogólnym rozrachunku szkodliwym, jest dezorientacja dzieci, niezrozumienie i napięcie wobec oczekiwań dorosłych oraz rozwój problemów emocjonalnych.

To niestety nie koniec konsekwencji. Czego tak naprawdę uczymy dzieci, ucząc je grzeczności? Ponieważ „grzeczny” oznacza zazwyczaj w domyśle tyle co "uległy", to egzekwując grzeczność, uczymy dzieci niewybiórczego posłuszeństwa. Uczymy je podporządkowania i nagradzamy podporządkowanie. Tym samym uczymy tego, że inni (zwłaszcza starsi) mają większe prawa niż one same, że tym innym powinny mówić „tak” bez względu na zasadność cudzych oczekiwań czy żądań. W grzeczności nie ma miejsca na logiczną analizę wymagań, na obronę dziecka, na dyskusję. Grzeczność to wymaganie całkowitego podporządkowania połączone często z „nierobieniem komuś przykrości”, niezłoszczeniem się i niesprawianiem problemów swoimi potrzebami, uczuciami, spostrzeżeniami, uwagami. Bądź grzeczny – to bądź posłuszny. I siedź cicho. 

Grzeczne dziecko to dziecko, które swoim zachowaniem nie sprawia kłopotu dorosłym – co jest pewną sztuką, gdyż dorosły dorosłemu nierówny i trzeba się nieźle nagimnastykować, aby się w tym wszystkim odnaleźć, nikogo nie urazić i każdemu przypodobać. 

Można by zapytać, co jest złego w podporządkowaniu dziecka dorosłym? Ano to, że – delikatnie mówiąc – nie wszyscy dorośli są godni zaufania. I nie możesz niestety zakładać, że swoje dzieci (swoich uczniów) ochronisz przed dorosłymi, którzy chcieliby im wyrządzić krzywdę bądź użyć ich do własnych celów. Tym bardziej, że grzeczne dziecko wyrasta na ugrzecznionego nastolatka bądź dorosłego, który nawet jeśli próbuje demonstrować swoją niezależność, to jednak zwykle nie potrafi przeciwstawić się innym, nie potrafi się obronić przed cudzymi oczekiwaniami, presją wywieraną przez strach, wstyd bądź szantaż emocjonalny. Nauczony, że powinien mówić „tak”, nie potrafi mówić „nie”. A umiejętność mówienia „nie” to absolutna podstawa asertywności i bezpieczeństwa w życiu. Dzieci nieumiejące mówić „nie” szybko uczą się nie myśleć „nie”, co odbiera im podstawową siłę oporu i ochronę.

Grzeczne dzieci są natomiast uczone, że mają się nie sprzeciwiać, a także nie kwestionować (czyli nie myśleć samodzielnie). Mają też nie czuć ani nie potrzebować, bo ich uczucia i potrzeby są niepożądane.

Jak myślisz, jak działa na dziecko taki przekaz? Co się dzieje potem? Bo przecież mały człowiek staje się duży i swoje przekonania, nawyki w myśleniu i działaniu oraz trudności emocjonalne zabiera ze sobą w dorosłe życie.

Nauczony nie mieć i nie wypowiadać swojego zdania oraz nie zajmować się swoim wnętrzem, staje się idealnym trybikiem w maszynie (czy to w życiu zawodowym, społecznym czy prywatnym). Robi, co do niego należy, bez względu na sens tego lub bezsens; nauczony nie czuć i nie potrzebować, nie umie dbać o siebie, bo często w ogóle nie wie, co czuje i czego mu potrzeba; nauczony nie sprzeciwiać się, staje się marionetką w rękach innych.

Czy tego właśnie chcemy? Żeby nasze dzieci czy nasi uczniowie działali bezrefleksyjnie? Aby inni mogli ich wykorzystywać w dowolny sposób?

Nie ma chyba przesady w stwierdzeniu, że wszystkie tragedie w historii ludzkości opierają się na angażowaniu mas ludzkich w dramatyczne działania aranżowane przez garstki (wojny, rewolucje, konflikty na tle ideologicznym) – mas niesprzeciwiających się autorytetom (grzeczne dzieci uczą się, że autorytet – uprawniony czy nie, czasem wynikający po prostu ze starszeństwa – to praktycznie świętość), mas bezrefleksyjnie posłusznych, podporządkowanych, mas wyrosłych z grzecznych dzieci, a także z dzieci przerażonych, osamotnionych, słabych, zagubionych, które „podczepiając się” pod jakiś ruch, czują się silniejsze, bezpieczniejsze, ważniejsze i dowartościowane dzięki uczestniczeniu w czymś dużym.

Jeśli nie „grzeczność”, to co?

Uczmy dzieci mądrości, życzliwości, uprzejmości, współpracy, odwagi, umiejętności komunikowania się, pracowitości, zamiast bezmyślnego podporządkowania. Bo gdy czynimy z podporządkowania nadrzędną cnotę, to czynimy dziecko bezwolnym i tworzymy w ten sposób niewolnicze społeczeństwo. Czy to na pewno dobry pomysł?

A jak to jest z nauką mądrości, życzliwości, współpracy, odwagi i umiejętności komunikowania się? Dzisiejsi dorośli (rodzice i nauczyciele) coraz mniej rozmawiają z dziećmi. W jaki sposób dziecko ma nauczyć się myśleć, nie wymieniając spostrzeżeń, opinii, nie szukając wspólnie rozwiązań, co przecież robi się przez rozmowę? Naprawdę nie wiadomo. Jak ma się uczyć komunikacji i współpracy? Dzięki czemu ma być silne i odważne, skoro w ramach „wychowania” doświadcza zawstydzania, rozmaitych gróźb oraz ignorowania i unieważniania?

Nie-grzeczne dzieci są wspaniałe: spontaniczne, błyskotliwe, aktywne, ciekawe świata, śmiałe i zaangażowane, odważne, mądre i wrażliwe. I paradoksalnie – bez większego trudu podporządkowują się dorosłym, do których mają zaufanie.

Nie o takie „wychowanie” chodzi

Wciąż jeszcze powszechnie stosowany system kar i nagród jest tak naprawdę formą tresury, a tresura wyklucza podmiotowe traktowanie drugiego człowieka. Tradycyjne, autorytarne wychowanie to tak naprawdę wojna domowa, podczas której rodzice okopują się na swoich pozycjach, więc i dzieci – nie mając wyjścia – wchodzą na barykady. Tra...

Artykuł jest dostępny w całości tylko dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż konto Zaloguj się

Przypisy