Dołącz do czytelników
Brak wyników

Za drzwiami gabinetu

26 sierpnia 2019

NR 110 (Wrzesień 2019)

Słuchaj wroga swego

0 34

Jeszcze przed wakacjami pisałam w „Głosie Pedagogicznym” o tym, w jaki sposób mediacje rówieśnicze mogą być wprowadzone do szkół. Była mowa o wymogach technicznych i zdecydowanie ważniejszym czynniku, jakim jest gotowość osób kierujących placówką do wprowadzenia w szkole mediacji oraz otwartość na to całej społeczności szkolnej. Tym razem skupiam się na technikach komunikacyjnych, których stosowanie nie daje gwarancji zażegnania konfliktów, ale bez ich znajomości nie znajdziemy jakiegokolwiek rozwiązania.

Jeden komunikat, dwa znaczenia 

Czym są techniki komunikacyjne? A może wcześniej: czym jest komunikacja interpersonalna? To proces przekazywania i odbierania informacji między co najmniej dwiema osobami (lub pomiędzy małą grupą osób), wywołujący określone skutki i rodzaje sprzężeń zwrotnych. Ta akurat definicja nie obejmuje niebezpieczeństwa, jakie pojawia się w niemalże każdym procesie komunikowania się, a mianowicie niebezpieczeństwa rozbieżności w przekazywaniu i odbieraniu informacji. Mistrz semiotyki Umberto Eco wyróżnia dwa komunikaty: pierwszy – nadawcy i drugi – odbiorcy. Ten sam komunikat jest inaczej interpretowany przez strony w procesie, a odmienności te wynikają z różnic w postrzeganiu świata przez każdą z nich, kontekstu, różnorodności językowej i okoliczności towarzyszących. 
Co zatem zrobić, aby rozbieżności pomiędzy komunikatem wypowiedzianym a usłyszanym pojawiały się jak najrzadziej? Jak zapobiec powstawaniu swobodnych interpretacji i spekulacji, a tym samym, jak przeciwdziałać potencjalnym sytuacjom konfliktowym, które mogą się w tym miejscu pojawić? 

Przerywany głuchy telefon

Możemy temu zapobiec, stosując parafrazę. To tak, jakbyśmy przerwali zabawę w głuchy telefon, nie pozwalając, aby historia, którą usłyszeliśmy i przepuściliśmy przez własne filtry rozumienia, zaczęła żyć własnym życiem. Poza wymierną zaletą, jaką jest porozumienie w rozumieniu treści nadanej, parafrazowanie zmniejsza dystans w kontakcie pomiędzy mówiącym a słuchającym. Uważne słuchanie i powtarzanie własnymi słowami tego, co ktoś powiedział, powoduje, że słuchacz skupia się na treści wypowiedzi, ostrożnie sprawdza poprawność jej rozumienia (piękna to jest metoda!), bada poziom poruszenia emocjonalnego (choć tu można mówić bardziej o odzwierciedlaniu uczuć). Parafrazowanie jest łatwiejsze, gdy rozmawiają przyjaciele lub osoby, które miały już ze sobą kontakt. Łatwiej parafrazować słowa kogoś, kogo świat wewnętrzny jest nam trochę znany. Choć i tu można popełnić błędy, przedwcześnie wyciągając wnioski ze słów osób nam bliskich. 
Świat wewnętrzny nieznajomego jest niedostępny. Dlatego zanim postawimy znak równości pomiędzy tym, co słyszymy, a tym, co powinno być słyszane, winniśmy uważnie sprawdzić nasze rozumienie, po to, by przede wszystkim rozeznać się w sytuacji, również emocjonalnej, osoby, która tę sytuację naszym uszom udostępnia.
To, co możemy zrobić dzięki parafrazie, to podarować drugiej osobie czas i skupienie na jej wypowiedzi. Bez doradzania czy opowiadania o podobnych zdarzeniach i przeżyciach, które miały miejsce w naszym życiu.

Efekty i pułapki

Pytałam mówiących, jak się czuli, kiedy ktoś, kto ich słuchał, stosował parafrazę. Odpowiadali, że zwracali uwagę na poczucie bycia wysłuchanym, na starania drugiej strony, aby jak najlepiej zrozumieć sytuację, o której opowiadali. Czy prowadzi to już do rozwiązania problemu? Nie. Ale czy podążając za odsłaniającym się, pomagamy mu zrozumieć siebie i sytuację, w jakiej się znalazł? Czy redukujemy napięcie i stwarzamy płaszczyznę do dalszych rozmów? Tak, zdecydowanie tak. 
Muszę jednak wspomnieć o pułapce, w którą można wpaść podczas stosowania wyuczonej parafrazy. Są osoby, które z łatwością zorientują się w sytuacji, gdy parafraza nie służy prowadzeniu rozmowy i nie jest próbą dokładnego zrozumienia punktu widzenia rozmówcy, tylko jest zabiegiem wyuczonym, nienaturalnie używanym, służącym wyłącznie sprawieniu sobie radości z tego powodu, że udało się zastosować ten zabieg komunikacyjny. Poprzez bezrefleksyjne powtarzanie sformułowania: „Rozumiem, że…” możemy zmienić empatyczną relację w relację formalną, nie zawsze wartościową dla stron.

Metoda „Co by tu zmienić, aby…”

Innym zabiegiem służącym przeciwdziałaniu pojawieniu się sporów jest „Co by tu zmienić, aby…”, proponowany przez G.M. Prince’a w Group planning and problem-solving methods in engineering, a przytoczony przez Edwarda Nęckę w Treningu twórczości. Prince proponuje, aby w momencie spotkania się z wykluczającymi się propozycjami rozwiązań, w których jednak znajdują się zalążki ciekawych pomysłów, eksponować najpierw powody, dla których dana koncepcja nam się podoba, używając w tym celu sformułowania: „Podoba mi się twój pomysł, aby dzieci same zbudowały sobie szałasy, w których będą nocować, ALE…”. Po takim zabiegu pomysłodawca jest gotowy na konstruktywną krytykę innych aspektów swojego rozwiązania. Zauważmy, że zadając w dalszej części pytanie 
„…ale co by tu zmienić, aby (i tu wskazujemy słabe strony proponowanego rozwiązania) rodzice tych dzieci zgodzili się na ten pomysł”, zatrzymujemy na chwilę uwagę rozmówcy, a ten zastanawia się nad ukrytą wadą pomysłu, której jego autor mógł wcześniej nie zauważyć. Najmocniejszą stroną pytania „Co by tu zmienić, aby…” jest to, że w żaden sposób nie prowokuje ono do obrony pomysłu. Skłania raczej do dalszych poszukiwań odpowiedzi, które uwzględniłyby korektę proponowanego rozwiązania...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Głos Pedagogiczny"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy