Dołącz do czytelników
Brak wyników

Otwórz oczy

28 września 2020

NR 119 (Październik 2020)

Wyuczona bezmyślność. Czy szkoła uczy dzieci myślenia?

19

Ten tekst nie powstał po to, aby Cię obwiniać. Jak ktoś powiedział, „jesteśmy ofiarami ofiar” i jeśli hołdujemy bezmyślności, jesteśmy usztywnieni poznawczo, pielęgnujemy postawy bezrefleksyjne, to tylko i wyłącznie dlatego, że zostaliśmy tego nauczeni. Czy to zmienimy, zależy już wyłącznie od nas. Ten tekst powstał po to, abyś mógł przyjrzeć się temu zjawisku oraz abyś miał szansę zacząć mu przeciwdziałać. Czas najwyższy.

Czy zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego – mimo niespotykanego dotąd dostępu do wiedzy oraz potencjalnej sprawności intelektualnej ludzi – jak zaraza dotyka dziś zachodnie społeczeństwa coś, co nazywam „wyuczoną bezmyślnością”? 

POLECAMY

Czym ona jest?

Mówiąc zwykłym językiem, wyuczona bezmyślność to wyuczona bezkrytyczność wobec zastanej rzeczywistości, to brak refleksji nad własnym funkcjonowaniem i doświadczeniem, brak namysłu nad zdarzeniami życia codziennego, brak zaciekawienia światem. Wyuczona bezmyślność objawia się m.in. nieumiejętnością zadawania pytań i niechęcią do odpowiadania na pytania, niechęcią do wymiany poglądów, podważania przyjętej/oficjalnej narracji, nieumiejętnością samodzielnego szukania rozwiązań, wyciągania logicznych wniosków, kreatywnego myślenia i ogólną sztywnością poznawczą.
Co ważne: bezmyślność nie musi być powiązana z intelektem ani wykształceniem. Spotyka się bowiem osoby potencjalnie bardzo sprawne intelektualnie, ale niewychodzące poza to, co już „wiedzą”, niewyciągające wniosków z dostępnych informacji, jeśli tylko są sprzeczne z powszechnie przyjętymi interpretacjami; jak również spotyka się osoby o sprawności średniej, a jednocześnie przytomnie reagujące na obserwowane wydarzenia, zmiany. Spotyka się zarówno osoby wykształcone, nawet bardzo wykształcone, usztywnione w myśleniu, bardziej „wierzące” w to, czego się dowiedziały, niż analizujące to, co same obserwują (zwłaszcza jeśli ich wiedza pochodzi od uznanych autorytetów); jak też spotyka się osoby słabo wykształcone, ale uważnie obserwujące rzeczywistość, ciekawe świata, czujne, myślące logicznie, samodzielnie wyciągające wnioski.

Czym jest inteligencja?

W badaniach intelektu rozróżnia się inteligencję płynną oraz skrystalizowaną. Inteligencja płynna to, zgodnie z teorią Cattella, wrodzony potencjał intelektualny związany z szybkością i jakością przesyłania impulsów nerwowych w neuronach. Z kolei inteligencja skrystalizowana związana jest z wyuczalnym doświadczeniem jednostki i ma na nią wpływ aspekt kulturowy i cywilizacyjny. Inteligencja skrystalizowana w połączeniu z płynną skutkuje inteligencją ogólną przejawiającą się w rozwoju myślenia abstrakcyjnego, w zdolności rozwiązywania problemów i możliwości nabywania nowych zdolności uczenia się.
Można więc powiedzieć, że potencjalna sprawność intelektualna jest czymś takim jak potencjalna sprawność fizyczna uwarunkowana genami – jeśli rodzimy się bez obciążeń genetycznych, wrodzonych chorób, zdrowi, to potencjalnie możemy być nadal zdrowi oraz silni i sprawni. Zależy to jednak od tego, czy odpowiednio zadbamy o nasze ciało, czy będziemy dostarczać mu zdrowego pożywienia, dbać o ruch i wypoczynek. Nawet najlepsze predyspozycje nie rozwiną się bez ćwiczeń, a w przypadku unieruchomienia organizmu lub poddania negatywnym oddziaływaniom (takim jak śmieciowe jedzenie, używki, permanentne przemęczenie itp.) predyspozycje te zanikną, a organizm się zdegeneruje.
Podobnie jest z myśleniem – nawet przy bardzo dobrym potencjale tylko ćwiczony umysł się rozwija. Umysł ograniczany popada w stagnację, sztywnieje, a czasem pojawiają się swoiste zwyrodnienia, jak np. myślenie powierzchowne, nielogiczne, myślenie emocjonalne; tym bardziej niebezpieczne i odporne na zdrowienie, z im większym przekonaniem o własnej wiedzy i nieomylności się łączy. W dobie dostępności do niesłychanej ilości wiedzy przekonanie, że się dużo wie, połączone z brakiem zaciekawienia i otwartości na informacje bądź spojrzenia nieznane, obarczone nieprawidłowym wnioskowaniem, ewentualnie pozbawione go w ogóle, jest bardzo częstą dolegliwością. Bolesną niestety jedynie dla otoczenia.

Czym jest mądrość?

Wiedza, rozumiana jako ilość posiadanych informacji, nie świadczy o mądrości. Mądrość jest umiejętnością wykorzystywania posiadanej wiedzy oraz doświadczenia życiowego w podejmowaniu dojrzałych decyzji oraz konstruktywnych działań.
Dojrzałość w przypadku istot społecznych, jakimi jesteśmy, powinna uwzględniać dalszą i szerszą perspektywę przewidywanych efektów naszych decyzji. Dalszą – czyli mającą na uwadze nie tylko nas samych, nie tylko nasz czas na tej planecie, nasze „tu i teraz”, ale także to, co pozostawimy w spadku naszym dzieciom i kolejnym pokoleniom. Szerszą – czyli kontekst społeczny, ekologiczny, ekonomiczny itp. Podejmowane decyzje powinny więc w maksymalnym stopniu uwzględniać te kwestie oczywiście także w życiu prywatnym. Dojrzali ludzie powinni posiadać umiejętność przewidywania i odraczania gratyfikacji, widzieć doraźne korzyści w kontekście odległych skutków działań i brać pod uwagę te ostatnie. Nieuwzględnianie odległych konsekwencji jest charakterystyczne dla dzieci i prawidłowe we wczesnym okresie rozwojowym, a nie przez całe życie. Dojrzali ludzie powinni więc w oczywisty sposób dążyć do wypracowywania konstruktywnych rozwiązań z wykorzystaniem posiadanej wiedzy oraz indywidualnego doświadczenia życiowego, doświadczenia naukowego, a także – co dość kluczowe, jeśli idzie o decyzje społeczno-polityczne – doświadczenia historycznego.
Nauczenie dzieci myślenia jest tak istotne, ponieważ przekłada się na to, jaką rzeczywistość stworzą one w przyszłości. Wpłynie to na sposób, w jaki będą radzić sobie z problemami życiowymi, nie tylko indywidualnymi, lecz także społecznymi i politycznymi; nie tylko lokalnymi, ale też globalnymi. Każdy z nas ma swój wkład w tworzenie świata, nawet jeśli nie zajmuje eksponowanych stanowisk. Jeśli tłum ludzi poddaje się manipulacji jednostki, jest to tak samo istotne, jak pomysły czy decyzje tejże jednostki, gdyż to tłum legitymuje działania rządzących i tak naprawdę dopiero dzięki niemu wchodzą one w życie. Jak bywa to tragiczne w skutkach, wszyscy mogliśmy (i możemy?) wielokrotnie obserwować w historii ludzkości. Szczególnie dramatyczne są tego skutki, jeśli jednostka lub grupa rządząca ma psychopatyczne inklinacje.
Bardzo ważne: umiejętność myślenia w ogromnym stopniu zależy od zaufania do siebie, poczucia własnej wartości oraz odwagi i niezależności. Dlaczego? Ponieważ aby pozwolić sobie na samodzielność – czyli badanie niewydeptanych ścieżek, zwłaszcza tych narażających na krytykę innych – trzeba mieć dużo siły wewnętrznej, oparcia w sobie, odwagi właśnie. A żeby w ogóle podjąć taką czynność, jak samodzielne pomyślenie, trzeba mieć poczucie, że jest się w stanie do czegoś sensownego dojść. Te uwarunkowania poznawczo-emocjonalno-osobowościowe są absolutnie podstawowe i nie wolno o tym zapominać. Niedostatki w tym obszarze skutecznie blokują rozwój umiejętności myślenia. Nie mówiąc już o tym, że są ściśle powiązane z kręgosłupem moralnym, co w dobie kryzysu wartości również warte jest zauważenia. Ale o tym szerzej innym razem.

Czy szkoła uczy myślenia?

Przyjrzyjmy się więc, czy szkoła, kojarząca się w sposób oczywisty z rozwijaniem tej kompetencji, faktycznie uczy dzieci myślenia? Myślenia rozumianego jako umiejętność używania własnej głowy, umiejętność korzystania z dostępnych informacji i posiadanej wiedzy.
Wydawałoby się, że musi tak być. A jednak nie. Szkoła przede wszystkim egzekwuje przyswojenie przez dzieci jak największej ilości wiedzy, czego sens jest dyskusyjny z co najmniej trzech powodów oraz nie ma niemal nic wspólnego z umiejętnością myślenia.
Bezsens napychania dziecięcych główek wiedzą wynika przede wszystkim z tego, że dostęp do dowolnych informacji jest w naszych czasach praktycznie nieograniczony; zapamiętywanie masy faktów wydaje się więc zwyczajną stratą czasu. Tym bardziej że informacji tych wciąż przybywa, nigdy więc nie jesteśmy na bieżąco i do czasu ukończenia szkoły dzieci zostają wyposażone w informacje często dotyczące już przeszłości, a nie w metody działania. Co więcej – niepowiązane ze sobą w logiczny ciąg, nierozumiane fakty, informacje przyswajane bez zainteresowania i zaangażowania szybko ulatują z głowy. Można traktować zapamiętywanie jako ćwiczenie mózgu, ale wówczas powinno się uczyć dzieci technik mnemotechnicznych, czego prawie nikt nie robi. Podobnie jak nikt nie uczy dzieci, jak się uczyć, aby było to skuteczne. Od dzieci wymaga się zapamiętania mnóstwa informacji i prześladuje się je, egzekwując tę wiedzę, co jest bezsensem i stratą cennego czasu dzieciństwa. Spróbujcie sami przypomnieć sobie, co pamiętacie z dowolnego etapu szkoły (oczywiście z przedmiotu innego niż ten, którego nauczacie); przypomnijcie sobie, co pamiętacie z przedmiotów maturalnych. To, co „pamiętamy”, to umiejętności, jakie nabyliśmy (umiejętność liczenia, język – jeśli go nadal używamy) lub informacje dla nas ważne albo używane również po zakończeniu nauki szkolnej. Zapamiętujemy też informacje logiczne. I dla nas ciekawe. Reszta znika. Większość wiedzy szkolnej. Na której przyswojenie dzieci tracą całe lata swojego życia, z powodu czego przeżywają nieraz na co dzień niebywały i niszczący stres.
Ważnymi faktami powinni operować specjaliści z danej dziedziny. Dzieci na etapie nauki szkolnej powinny zaś być uczone umiejętności: docierania do potrzebnych informacji, odnajdywania wartościowych źródeł, oddzielania informacji wiarygodnych od pozostałych, weryfikowania informacji, demaskowania manipulacji ukrytych w przekazie, wyciągania logicznych wniosków na podstawie otrzymywanych danych. Powinny być uczone umiejętności myślenia kreatywnego, ukierunkowanego na znajdowanie potrzebnych rozwiązań oraz myślenia krytycznego, podważającego błędne założenia, a także umiejętności ustalania priorytetów. Powinny też – co oczywiste – być uczone efektywnego uczenia się. A także umiejętności komunikowania się z innymi i współpracy oraz rozumienia samego siebie i dbania o siebie, współpracy z innymi i znajomości zasad funkcjonowania społeczeństw. Jak również podstaw ekonomii, umiejętności organizowania sobie pracy i zarabiania na życie po zakończeniu nauki szkolnej, nie tylko w korporacji lub fabryce. To tyle, jeśli chodzi o faktycznie potrzebną do życia wiedzę.
Wracając zaś stricte do myślenia… Aby szkoła rozwijała umiejętność myślenia, nauka szkolna powinna opierać się na zadawaniu pytań oraz akceptacji dla popełnianych błędów, bo jedno i drugie jest wpisane w proces uczenia się. Czy tak jest? W przypadku pojedynczych nauczycieli – zapewne tak. W przypadku obowiązującego systemu edukacji – z całą pewnością nie.
Dzieci w szkole nie mają pytać, ale odpowiadać; nie mają mówić, a jedynie słuchać. Trafiały do mojego gabinetu dzieci przysyłane przez szkoły z powodu „sprawiania problemów wychowawczych”. Po dopytaniu okazywało się, że problemy te polegają m.in. na zadawaniu pytań na lekcji. Nie pytań niezwiązanych z tematem, dezorganizujących zajęcia, ale pytań na temat lekcji. I to przeszkadzało. W szkole. Krótko mówiąc, zadanie dziecka w szkole to nie rozwijanie ciekawości, podawanie w wątpliwość, dociekanie i rozumienie. To przyjmowanie i odtwarzanie. Czy na pewno jest to rozwijające? Czy dzięki temu dzieci kończą szkołę mądrzejsze?
Nieodłączną częścią nauki jest, co oczywiste, popełnianie błędów. Popatrzmy więc, jak system edukacji traktuje popełnianie błędów przez uczniów. Otóż system piętnuje błędy. To wywołuje strach i wstyd. I tym samym odwodzi dzieci od podejmowania prób i zmniejsza ich zaangażowanie.
Ocenianie kształtujące wprowadzone na przestrzeni ostatnich lat zmienia to trochę w kierunku udzielania konstruktywnych informacji dziecku, które wykonało daną pracę nieprawidłowo. Ilu nauczycieli jednak je stosuje? I czy ostatecznie zmienia ono wydźwięk ocen szkolnych, które dla większości rodziców, nauczycieli i dzieci nie są tym, czym powinny być (czyli informacją o poziomie przyswojonej wiedzy czy umiejętności), ale są celem samym w sobie? W dodatku utożsamianym z wartością samego dziecka.
Szkoła opiera się na rywalizacji, którą – jak bez zastanowienia powtarza większość dorosłych – widzi się jako siłę napędową rozwoju dziecka. Jest to jedno z bardziej szkodliwych i błędnych przekonań, co gorsza – utrwalanych przez wielu specjalistów. Zastanówmy się. Czy nie wydaje się Wam, że do skutecznego działania, do uzyskiwania osiągnięć potrzebna jest raczej współpraca niż widzenie w drugim zagrożenia i zwalczanie się nawzajem? Czy myślicie, że prawdziwy postęp dokonuje się drogą podziału między ludźmi, czy drogą współdziałania? Czym skutkuje wystawianie dzieci przeciwko sobie – a tym w istocie jest zmuszanie ich do rywalizowania ze sobą poprzez nieustanne porównania?
Czy widzicie jakieś powiązania między zachęcaniem ludzi do stawania przeciwko sobie zamiast pomagania sobie, a problemami dzisiejszego świata? W rzeczywistości szkolnej jest to m.in. gwałtowne zapotrzebowanie na treningi umiejętności społecznych dla dzieci, które nie potrafią odnaleźć się wśród rówieśników, oraz epidemia depresji u dzieci i młodzieży. W dzisiejszym świecie – nieumiejętność wznoszenia się ponad podziałami, cenienie wyżej własnych racji niż wspólnych celów i w ogóle – nieumiejętność ich dostrzegania; kryzys rodziny, samotność wśród ludzi, żeby wymienić tylko niektóre. Oczywiście czynników przyczyniających się do ww. zjawisk jest więcej, ale te są jednymi z najważniejszych.
Rywalizować dziecko powinno z samym sobą. Rywalizacja z innymi skutkuje nieustannym porównywaniem się, co niszczy dziecko wewnętrznie – uderza w jego poczucie wartości; niszczy je też społecznie – utrudnia budowanie dobrych, wspierających relacji społecznych niezbędnych dla zdrowia psychicznego istot ludzkich. Ludzie pielęgnujący rywalizację mają całkowicie błędne przekonanie, że dzieci bez przymusu nie chciałyby się uczyć – podczas gdy to właśnie przymus najsilniej zniechęca je do nauki. To nie rywalizacja, ale ciekawość jest naturalnym motorem rozwoju, który obserwujemy u zdrowych dzieci od momentu narodzin. Dążenie do rozwoju oparte na chęci poznania i satysfakcji z osiągnięć jest wrodzonym instynktem. Jest zaiste niebywałe, że wdrożyliśmy i podtrzymujemy system, który niezwykle skutecznie powoduje, iż nauka (czyli rozwój) staje się najbardziej znienawidzonym obszarem życia tak wielu dzieci.
Jedną z przyczyn niechęci, nienawiści i oporu dzieci jest towarzyszący 
nauce ścisły i wciąż zwiększający się nadzór i kontrola rodziców i nauczycieli. Każdy w miarę zdrowy człowiek ma naturalną potrzebę wolności i autonomii, a przymus będzie wywoływał w nim sprzeciw. Przymus i kontrola w wydaniu nowoczesnym, czyli m.in. poprzez dziennik internetowy – jest opresyjnym narzędziem inwigilacji wywołującym w dzieciach niechęć, poczucie bezradności i beznadziei. Znów nie jest to oczywiście jedyny czynnik, ale w dużym stopniu przyczynia się on do negatywnego odbioru świata przez młodych ludzi. To niewiarygodne, że dorośli zajmujący się dziećmi nie dostrzegają skutków jego negatywnego wpływu na psychikę i funkcjonowanie dzieci teraz i na przyszłość. Biorąc udział w totalnej kontroli nad dziećmi, przygotowują je do bycia kontrolowanymi i siebie samych do takiej formy funkcjonowania w społeczeństwie. Zrzekają się wolności. I jest to działanie zinstytucjonalizowane, akceptowane i wspierane przez społeczeństwo. Może warto zastanowić się, jakie tego skutki obserwujemy i dokąd zmierzamy, czego możemy się spodziewać, idąc tą drogą?
Musimy zdać sobie sprawę, że akceptując obecny system, przyuczamy nasze dzieci do bezradności i do bezmyślności. A także do niehigienicznego trybu życia, gdzie nie ma równowagi między pracą a odpoczynkiem, ważne potrzeby po prostu się ignoruje, a relacje z innymi schodzą na daleki plan.

Dobre wiadomości

Na koniec dobre wiadomości. To wszystko można zmienić. Prawda jest taka, że jeśli tylko weźmiemy sprawy w swoje ręce, możemy bardzo wiele, bo to my tworzymy ten świat. Wystarczy zacząć działać. I zacząć od siebie. Na szczęście bezmyślność jest uleczalna. Podobnie jak bezradność. A także nieczułość.
Jeśli chcesz wspierać rozwój myślenia – zacznij od zadbania o samego siebie i o dzieci, z którymi masz kontakt. Otocz je troską. Otocz je szacunkiem, z jakim traktujesz obcych ludzi. Słuchaj ich uważnie. Doceniaj, że pytają, że kwestionują, że się sprzeciwiają; to objaw rozwoju, nie zaburzenia (buntowniczość staje się zaburzeniem dopiero w wersji naprawdę ekstremalnej). Jeśli masz trudność ze stawianiem granic w sposób niesiłowy, a jednocześ...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Głos Pedagogiczny"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy