Dołącz do czytelników
Brak wyników

Otwórz oczy

10 czerwca 2021

NR 125 (Czerwiec 2021)

Być autorytetem

Kryzys autorytetów, obok kryzysu wartości oraz rodziny, jest znakiem naszych czasów. Czymś, o czym się mówi, nad czym się ubolewa i z czym de facto… niewiele się robi. Dlaczego kwestia autorytetów jest tak ważna? Dlatego między innymi, że na nich – tak jak na skrótach poznawczych – bazujemy, analizując rzeczywistość. I jeśli ich brakuje lub są fałszywe, kłamliwe bądź promują wartości sprzeczne z naszym dobrem i rozwojem, to rysuje się przed nami perspektywa, delikatnie mówiąc, nieciekawa. Co więcej – autorytety są ważnym elementem rzeczywistości i inspiracją dla dzieci i młodzieży. Młodzi – gdy już przestaną idealizować rodziców – w naturalny sposób szukają osób, które będą mogły zająć ich miejsce bądź – optymalnie – stanąć obok rodziców i podpowiadać „jak żyć”, którą drogą podążać, co warte jest uwagi, a co nie w naszej ekstremalnie skomplikowanej rzeczywistości.

Autorytet to w społeczności pierwotnej mędrzec, szaman. Ktoś, kto wie więcej. Dawniej taką rolę odgrywała starszyzna – dziś nierzadko zdegradowana do roli osób mało interesujących. Smutne to, bo nawet jeśli starsi ludzie nie nadążają za tempem dzisiejszego życia i rozwojem technologii, to ich historie i doświadczenia nadal mogą pobudzać do refleksji; wnieść powiew świeżości do życia w biegu nie wiadomo dokąd.
W społeczeństwach pierwotnych wysoki status mają z reguły także dorośli członkowie społeczności – choćby z racji swojego większego doświadczenia. Na zachodzie dorośli członkowie społeczności często degradują się sami na rozliczne sposoby – ich wiedza o życiu i świecie jest niewielka, nierzadko okrojona do tej pochodzącej z mainstreamowych mediów; zainteresowania i pasje zeszły na plan dalszy wobec codziennej pogoni i pośpiechu z pracy i do pracy; a zachowanie i postawy życiowe, delikatnie mówiąc, niespecjalnie inspirują młodych ludzi. Co gorsza – często są odrzucające, a nawet budzące pogardę. Zupełnie jak dawniej, powiecie. 
Czyż nie jest tak, że młodzież od zawsze kontestowała starsze pokolenia? Zgoda, tak było. Z tą różnicą, że to, co dawniej budziło niechęć, to zasady, standardy bądź styl życia, które nie podobały się młodym. Dziś mierzymy się z brakiem zasad, z obniżaniem standardów, z zalewem nijakości i jałowości życia, z niespotykaną dotąd powierzchownością oraz niedorosłością dorosłych. Jest to więc sytuacja, gdy młodzież nie tyle odrzuca granice stawiane im przez rodziców i nauczycieli, co musi odnaleźć się w świecie bez granic, w świecie słabych, zagubionych dorosłych, których nadrzędną wartością jest praca dla pieniędzy. I to czyni tę sytuację zasadniczo odmienną.
Obowiązująca obecnie narracja mówi, że dziś wszystko wolno i nikt nic nie musi, brakuje oczekiwań wobec dorosłych. Można usłyszeć głosy sprzeciwu, że przecież dorośli też mogą być zagubieni. Co ciekawe, nikt z nas nie stwierdza, że: „skoro to dziecko nie chodzi/ nie mówi/nie dogaduje się z kolegami/nie czyta – to tak to zostawmy. Ma prawo nie umieć”. Szukamy przyczyny i szukamy rozwiązania, aby dziecko mogło korygować opóźnienia i się rozwijać. Dlaczego przestajemy oczekiwać, że dorośli ludzie będą korygować własne niedomogi, naprawdę nie wiadomo. Dorosły może nie wiedzieć i nie umieć, i nie chcieć. I nie mieć siły. I to jest w porządku. Ma prawo. Dziecko nie może, nie ma prawa. Dorosły dziś może być niezainteresowany, niezaangażowany i żyć po swojemu (bez względu na konsekwencje jego wyborów dla bliższych i dalszych osób). Dziecko nie może.
Jaki ma to wpływ na dzieci i młodzież? Która oprócz oczywistej niesprawiedliwości i dezorientujących komunikatów obserwuje ludzi, którzy zostają na poziomie wieku nastoletniego do wieku średniego, a nawet dłużej. Ludzie ci są tak samo rozdygotani wewnętrznie, niepoukładani, chaotyczni, nieprzewidywalni, a sprzeczność między ich deklaracjami a działaniami jest znakiem szczególnym naszych czasów.
Wracając do autorytetów – dawniej autorytetami byli ludzie, którzy przede wszystkim wiedzieli więcej. Dziś, pomimo niespotykanego dotąd dostępu do wiedzy, wielu ludzi wie bardzo niewiele, a posiadana przez nich wiedza jest zazwyczaj powierzchowna, hasłowo-obrazkowa. Autorytetami były też dawniej osoby inspirujące własnymi postawami życiowymi, w których dominującą cechą była odwaga. Odwaga stawania za wartościami, które się wyznawało, a co sprowadzało się do działania w zgodzie ze sobą, do postępowania ze świadomością priorytetów, jakie się wyznaje. Dziś dla wielu wartością naczelną stał się pieniądz i to bez względu na hasła niesione na sztandarach, że człowiek, rodzina, zdrowie… 
Żyjemy więc w swoistym rozdwojeniu i zakłamaniu. A młodzież to widzi, bo wzrok ma wyostrzony na obłudę. Przestaje widzieć, gdy hipokryzja jako efekt adaptacji do chorej sytuacji przenika do jej krwioobiegu. Szkoda, że nieraz osobom ceniącym wartości międzyludzkie wyżej niż własne korzyści materialne (bądź autopromocję) brakuje odwagi, by mówić własnym głosem. Tym samym pozbawiają innych inspiracji, którą mogliby być, dzieląc się własnymi przemyśleniami i doświadczeniem. 

POLECAMY

Kim jest dzisiejszy autorytet?

Dzisiejsze autorytety to przede wszystkim osoby znane z tego, że są znane, a więc celebryci. Niekoniecznie reprezentujący wiedzę, ale życie w blasku reflektorów utożsamiane jest z sukcesem. Z sukcesem zaś kojarzymy osiągnięcia, a te z kolei z pracą bądź wiedzą. Nic bardziej mylnego. Bycie w świetle reflektorów oznacza tylko tyle, że z różnych względów ktoś jest przez media pokazywany bądź promowany. Czasem z powodu osiągnięć wypracowanych ciężką pracą, a czasem z powodu urody, koneksji, skandalu bądź wcześniejszego zaistnienia w przestrzeni publicznej. Czy celebryta nie może być wartościową osobą? Oczywiście, że może, ale nie jest to regułą. Między wartością człowieka w dzisiejszych czasach a byciem na świeczniku nie musi być (i często nie ma) żadnego związku.
Druga kategoria autorytetów to eksperci i pseudoeksperci. Niestety, jak piszą badacze i naukowcy, korupcja w świecie nauki jest dziś równie powszechna, co korupcja w świecie biznesu. Jak powiedział pewien wykładowca statystyki, „wyniki badań naukowych zaczynamy czytać od tego, kto za te badania zapłacił”. Oznacza to, że czyjeś teoretyczne czy nawet praktyczne przygotowanie do wypowiadania się w danym temacie może być bez znaczenia z uwagi na wątpliwe moralnie pobudki do wypowiadania konkretnych opinii. Sprzeczne wyniki badań naukowych, przeciwstawne opinie specjalistów są odzwierciedleniem tego zjawiska, w ramach którego jedni dochodzą do własnych wniosków, a drudzy do wniosków zadanych przez zleceniodawcę. 
Bo jak tłumaczyć skrajnie odmienne wyniki badań naukowych? Albo nieuczciwością części badaczy, albo całkowitą bezużytecznością nauki… Która z tych tez jest bardziej prawdopodobna? I co to oznacza w praktyce? Oznacza to, że poleganie na autorytetach dawniej uznawanych za neutralne nie jest już dłużej możliwe; w każdym razie dopóki nie rozpozna się fałszywych proroków. Oznacza to, że poleganie na cudzych opiniach powinno być oparte nie tylko na weryfikacji ich kompetencji, ale powinno także uwzględniać etyczność danej osoby. O prawdziwe autorytety więc niełatwo.
Co ciekawe, obok autorytetów pozytywnych pojawiają się dziś „autorytety” negatywne – nazywane otwarcie patoinfluencerami. Pojawiają się zaraz obok influencerów – swego rodzaju internetowych celebrytów w osobach dzieci, młodzieży i młodych dorosłych. Najwyraźniej młodzi ludzie, nie posiadając autorytetów, sami postanawiają nimi zostać, a dzisiejszy świat, zamiast dostrzegać w tym zagrożenie dla rozwoju, widzi w tym pieniądze do zarobienia, a więc wspiera to i wykorzystuje. I tak środowisko rozrywki, mediów i szeroko pojętego biznesu zarabia na dzieciach i młodzieży, które pod ich wpływem i kierunkiem lansują niekoniecznie najlepsze postawy, wartości czy produkty. Sprzedają swoje twarze, kreując popyt na to, za co ktoś im zapłaci, a popularność zdobywają, czasem dzieląc się ze światem czymś ciekawym, co mają do zaproponowania, a czasem czymś wystarczająco szokującym, by przykuć uwagę. 
Trudna to rzeczywistość, tym bardziej dla młodych ludzi, którzy cierpiąc na niedostatek autorytetów moralnych w codziennym życiu, skazani zostali na autorytety podsuwane im dziś przez media i nierzadko także przez dorosłych, którzy są obok. Są nimi generalnie tzw. ludzie sukcesu – nieważne, w jaki sposób osiągniętego, i nieważne, jakim kosztem. Ważne, by się wybić, być widocznym, być pierwszym. Autorytety moralne przedstawiane w szkole są dziś niestety nieatrakcyjne, bo po pierwsze w większości niedzisiejsze, po drugie – przybliżane w sposób nudny i żmudny, raczej nieporuszający emocji i nieuruchamiający myślenia „chcę być taki jak on”, a po trzecie – analizowane jedynie na płaszczyźnie teoretycznej, co nijak ma się do praktyki (np. odwaga wypowiadania własnego zdania, chodzenia pod prąd chwalona w lekturach jest zwalczana i ganiona w rzeczywistości szkolnej. Niestety wobec sprzecznych komunikatów dzieci podążają za tym, co obserwują, nie za tym, czego słuchają).
Z czym więc, koniec końców, zostają dzieci? Z grubsza z niczym, jeśli nie przydarzy im się szczęście obcowania w swoim życiu z ciekawym, wartościowym człowiekiem o wysokich standardach moralnych czy osobowościowych. Czym skutkuje takie zostanie z niczym, widać jak na dłoni. Olbrzymia rzesza młodych ludzi zdana jest sama na siebie. Niestety nawet nie w sensie dosłownym, bo często nie ma do siebie dostępu innego niż wirtualny. Zdana jest na influencerów, na fałszywe autorytety, m.in. dlatego, że my jako dorośli oddajemy pole – wielu wycofuje się z roli przewodników, ogranicza się do technicznego realizowania swoich ról czy to jako rodzice, czy jako nauczyciele. Tak nie musi być. Oczywiście to, co napompowane, kolorowe, atrakcyjne, jest i będzie pociągające dla części młodych ludzi. To są standardy, według których żyją, to jest to, co wkładaliśmy im do głów, choćby naszą nieobecnością, niedostępnością, skazując ich w ten sposób na wykreowane przez media wydmuszki. Na szczęście możemy to zmienić.
Tym, za czym tęsknią młodzi ludzie, jest autentyczny kontakt z drugim człowiekiem, empatyczna uwaga, zrozumienie. I nawet jeśli wasze dzieci czy wasi uczniowie nauczyli się zaspokajać tę potrzebę zastępczo poprzez pokazywanie się w mediach, zabieganie o lajki, pompowanie siebie poprzez dążenie do posiadania bądź przeżywania tego, co dziś jest symbolem statusu/sukcesu – to wciąż są to jedynie protezy. Każda proteza jest czymś, na co decydujemy się nie z wyboru, ale z braku wyboru. Tak jak zawsze lepiej mieć prawdziwą nogę niż nogę ze złota, tak zawsze lepiej jest mieć kogoś, kto naprawdę cię widzi i słyszy, niż kogoś, kto ci zazdrości, i tym sposobem daje Ci swoją uwagę. Tak jak lepiej mieć towarzysza podróży niż najlepszy GPS.

Jak więc zostać autorytetem?

Pamiętaj, że autorytet to nie ktoś, kogo dziecko się boi, ale ktoś, za kim podąża; ktoś, kogo podziwia, kto je inspiruje, fascynuje. To ktoś, kto budzi autentyczny szacunek, a nie ktoś, komu bije się pokłony, pomimo wewnętrznej pogardy czy nienawiści. To ktoś, o kim się myśli: „chciałbym być taki jak on, ależ on jest niezwykły”. To ktoś, na kim się polega i kogo pyta się o radę. To ktoś, o kim się myśli „ciekawe, co on by zrobił w takiej sytuacji”. To ktoś, kogo jest się ciekawym.

Po pierwsze – bądź autentyczny 
Dzieci i młodzież są bardzo wyczulone na fałsz dorosłych. Dorosły, który gra kogoś innego, niż jest w rzeczywistości, zostanie zdemaskowany, nawet jeśli nie wprost, to wystarczająco, by młody człowiek trzymał dystans. Jeśli masz problem z autentycznością – z samoakceptacją, z radzeniem sobie z emocjami – idź do kogoś, kto pomoże Ci lepiej poczuć się we własnej skórze; sprawić, byś nie musiał grać kogoś, kim nie jesteś. Dzieci cenią prawdziwych ludzi i nie potrzebują, byś był mistrzem świata, aby za Tobą podążać. Nie musisz wiedzieć wszystkiego i jeśli czegoś nie wiesz – powiedz, że nie wiesz, że sprawdzisz, bądź odeślij do kogoś, kto się na tym zna. Dzieci doceniają ludzi, którzy potrafią przyznać się do błędu czy niedoskonałości (zresztą wszyscy bardziej lubimy ludzi niedoskonałych niż chodzące ideały) i zazwyczaj reagują na takie komunikaty z wdzięcznością (za szczerość) i życzliwością (dla normalnego człowieka, nie monumentu).

Po drugie – pozostań dorosły 
Większość młodzieży jest zażenowana, gdy dorośli starają się być „równi”, silą się na sztuczny luz oraz gdy mówią młodzieżowym slangiem (jest to jeden z najgorszych sposobów zbliżenia się do młodzieży). Nie musisz też skracać dystansu poprzez zgodę na mówienie do Ciebie po imieniu, chyba że naprawdę dobrze się z tym czujesz i nie ma to przykrywać trudności w budowaniu dobrego kontaktu. Równie dobrze możesz pozostać panem Ryszardem, co Ryszardem; często forma bardziej oficjalna daje dzieciom i młodzieży większe oparcie i poczucie bycia zaopiekowanym.

Po trzecie – bądź dostępny i elastyczny 
Mówienie po imieniu nie musi burzyć Twojego autorytetu i jeśli taka forma komunikacji Ci odpowiada – zaproponuj ją, a jeżeli wolisz pozostać przy formie oficjalnej – zostań. Jednocześnie pamiętaj, że sam dystans nie wystarczy, aby młodzież zobaczyła w Tobie kogoś wartościowego. To tylko forma. Pamiętaj, że okazywanie szacunku i szanowanie drugiego człowieka nie są tym samym. To pierwsze można odegrać, to drugie płynie ze środka. Postaw na to drugie.

Po czwarte – bądź zainteresowany i otwarty na dyskusję 
Bycie w kontakcie z drugim człowiekiem jest tym, co najbardziej pociąga i nagradza. Jeśli więc swoje mądrości będziesz wygłaszał ex cathedra bez możliwości podjęcia polemiki, spojrzenia na sprawę z różnych punktów widzenia, omówienia słabych punktów Twojego wykładu, bez zaciekawienia krytyką Twojego toku myślenia – być może...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Głos Pedagogiczny"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy