Dołącz do czytelników
Brak wyników

Lekcja wychowawcza z pomysłem

27 czerwca 2018

NR 96 (Luty 2018)

Jak się nie dać pseudonauce i fake newsom?

0 23

Internet, który miał być idealnym sposobem na łatwy dostęp do wiedzy na każdy temat, coraz częściej staje się źródłem dezinformacji. Coraz częściej też pojawiają się w nim nie tylko informacje błędne czy niesprawdzone, ale także treści wręcz celowo wprowadzające odbiorców w błąd. Wyraźniej widać, że szkoła powinna nie tylko przekazywać wiedzę uczennicom i uczniom, ale też nauczyć ich krytycznego myślenia i weryfikowania informacji.

Dzieci i młodzież coraz częściej szukają informacji w pierwszej kolejności właśnie w internecie; zdarza się też, że tylko do niego się ograniczają. Po co kartkować opasłe tomy, po które trzeba jeszcze chodzić do biblioteki, skoro wszystko można znaleźć w Wikipedii? Szybko, wygodnie, bez wychodzenia z domu.

Ciemna strona internetu

Wikipedia jest lubianym przez młodzież źródłem informacji; niestety jednak nie zawsze można jej ufać. Zdarza się, że hasła zawierają informacje błędne lub przestarzałe, a często też niepełne bądź bardzo jednostronnie ukazujące poruszany temat – co ma istotne znaczenie zwłaszcza jeśli budzi on jakieś kontrowersje. Mimo to, Wikipedia wciąż często jest bardziej wiarygodnym źródłem niż wiele innych stron redagowanych przez przypadkowe czy anonimowe osoby, których motywy pozostają niejasne (a mogą mieć istotny wpływ na publikowaną treść).
Niestety internet jest miejscem bardzo przyjaznym oszustom, cynikom czy też po prostu amatorom, którzy, mając jakąś niewielką wiedzę w określonej dziedzinie, próbują pozować na ekspertów. Każda z tych osób może stworzyć sobie stronę internetową i opublikować na niej dowolne, również całkowicie zmyślone treści – nikt tego nie weryfikuje (jak to się dzieje w tradycyjnych mediach, a zwłaszcza w publikacjach naukowych i popularnonaukowych). Niestety nie brakuje portali i blogów, które celowo publikują fake newsy, czyli nieprawdziwe informacje (z różnych obszarów i dziedzin), po to, by wprowadzić odbiorców w błąd lub po prostu na nich zarobić (w tym celu tworzą newsy z „klikbajtowym” tytułem – czyli takim, który mocno zwraca uwagę czytelnika i skłania go do kliknięcia w link, dzięki czemu ma on coraz więcej odsłon i pozwala np. zarabiać na reklamach).
Wiele serwisów i blogów (nierzadko prowadzonych przez popularne osoby, internetowych celebrytów) publikuje nieprawdziwe informacje po to, aby coś sprzedać. Dotyczy to zwłaszcza dietetyki i medycyny, np. na blogach poświęconych rzekomo zdrowemu żywieniu znajdujemy artykuły reklamujące „cudowny” suplement diety, który wiele obiecuje, ale tych obietnic nie spełnia; za to drenuje kieszenie naiwnych konsumentów. Z kolei manipulowanie informacjami z obszaru historii, ekonomii czy spraw społecznych bywa wykorzystywane jako narzędzie manipulacji i walki politycznej bądź ideologicznej. Są wreszcie portale, które propagują rozmaite teorie spiskowe i próbują przekonać swoich czytelników, np. Ziemia jest płaska, antropogeniczne globalne ocieplenie to mit, światem rządzą reptilianie (rzekomo istniejąca rasa humanoidalnych gadów umiejących przybierać kształt ludzi) lub po prostu Żydzi, a szczepionki są efektem spisku firm farmaceutycznych.
Szczególnie przyjaznym nieprawdziwym informacjom środowiskiem są media społecznościowe takie jak Facebook. njmW tych mediach nikt nie czuwa nad prawdziwością i wartością merytoryczną informacji, nikt nie wyłapuje i nie koryguje błędów. Informacje są bardzo szybko przekazywane dalej poprzez udostępnianie, a im więcej użytkowników udostępni daną treść, tym większy będzie nie tylko jej zasięg, ale też wiarygodność. Kiedy publikujemy (udostępniamy) jakąś informację na Facebooku, inni użytkownicy – nasi znajomi – zakładają, że informacja ta jest wiarygodna, skoro ją udostępniamy. To tak, jakbyśmy ją potwierdzali, uwiarygadniali naszym własnym nazwiskiem. A jeśli tę samą informację udostępni kilka znanych nam osób, to zaczynamy być całkowicie pewni, że można im wierzyć – w myśl zasady, że często powtarzane kłamstwo staje się prawdą. Tymczasem najczęściej użytkownicy Facebooka nie poświęcają zbyt wiele czasu (lub w ogóle tego nie robią) na zweryfikowanie przekazywanej dalej informacji. Prowadzi to do sytuacji, w której bardzo duża część użytkowników internetu przyjmuje wiele informacji po prostu na wiarę.

Konsekwencje braku refleksji w internecie

To bardzo niepokojące zjawisko, które może nieść szereg negatywnych konsekwencji. Po pierwsze, na rozmaitych portalach i blogach bądź też na filmach opublikowanych w serwisie YouTube nasi uczniowie mogą trafić na informacje sprzeczne z przekazywanymi im w szkole i po prostu nieprawdziwe. Może to niekorzystnie odbić się na ich osiągnięciach szkolnych (jeśli zdecydują się uczyć z niesprawdzonych źródeł), a nawet podważyć ich zaufanie do wiedzy zdobywanej w szkole. Wypacza również ich wizję i sposób rozumienia świata – a jeśli niewłaściwie go rozumieją, jak mają podejmować trafne życiowe decyzje?
Po drugie, taka bezrefleksyjność i brak krytycyzmu w przyjmowaniu informacji powoduje, że internauci stają się podatni na manipulację i sugestię, łatwo mogą paść ofiarą rozmaitych naciągaczy i oszustów, którzy oferują urodę, zdrowie, niezwykłe „okazje” czy wysokie zarobki, a w rzeczywistości chcą wyłudzić od nas pieniądze lub wrażliwe dane.
Po trzecie wreszcie, błędne informacje znalezione w internecie mogą niekorzystnie wpływać na zdrowie odbiorców, a w skrajnych sytuacjach nawet zagrażać ich życiu. W internecie różne osoby propagują bowiem najróżniejsze rodzaje zabiegów spod znaku „medycyny alternatywnej”, takie jak np. kambo, czyli podawanie ludziom toksyny wytwarzanej przez pewną egzotyczną żabę. Zabieg ten nie ma w żaden sposób udokumentowanego działania leczniczego, ma za to na koncie niejeden udokumentowany przypadek skutków śmiertelnych. Inne popularne internetowe mity medyczne mówią np. o rzekomej potrzebie wieloletniego leczenia „ukrytej” boreliozy antybiotykami (znów – brak na to wiarygodnych dowodów naukowych), co ma fatalny wpływ na ogólną kondycję organizmu czy też o domniemanej szkodliwości szczepień mających powodować m.in. autyzm (źródłem tego mitu jest artykuł niejakiego Andrew Wakefielda opublikowany w czasopiśmie „The Lancet” w 1998 roku; artykuł ten okazał się być od początku do końca oszustwem, po którego ujawnieniu autor stracił prawa do wykonywania zawodu). Przykłady można mnożyć, a niektóre mogą wręcz dosłownie przyczynić się do czyjejś śmierci –...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Głos Pedagogiczny"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy