Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rozwój i dobrostan

4 listopada 2021

NR 128 (Listopad 2021)

Kiedy dziecko zgłasza przemoc – jak z nim rozmawiać, aby mu nie zaszkodzić?

0 94

Niniejszy artykuł jest efektem rozmów z moimi pacjentami1 – dziećmi w wieku szkolnym, nastolatkami, z którymi od kilku miesięcy spotykam się w poradni zdrowia psychicznego. Wyłania się z nich obraz błędów popełnianych przez dorosłych, którym uczeń zgłasza przemoc. Skutkiem niewłaściwych decyzji i działań jest najczęściej utrata zaufania do dorosłych (nauczycieli, psychologów, pedagogów), utrata wiary w to, że dorośli naprawdę mogą pomóc, a także nierzadko poczucie winy. Na czym owe błędy polegają i jak ich unikać? Zachęcam do przekonania się, ale na początek oddaję głos dzieciom.

Autentyczne opowieści dzieci krzywdzonych

A. (13) trafia do mnie w kontekście sytuacji domowej (uzależnienie taty od alkoholu) oraz po próbie samobójczej. Nie ma zaufania do psychologów, ponieważ szkolna pani psycholog, której zwierzył się jako pierwszej, nie poinformowała ani jego, ani jego mamy, że w efekcie tego, co usłyszała od A., zamierza powiadomić sąd rodzinny. A. był zatem przerażony, kiedy w domu pojawił się kurator, sądził, że to jego wina, nie wiedział, co to oznacza. Dodatkowo, kolejny psycholog nie podjął się pracy z nim, sugerując, że chłopiec jest zbyt „zaburzony”. Ponadto w szkole ujawniona została informacja, że z uwagi na sytuację, chłopiec przyjmuje leki stabilizujące jego nastrój, co jeszcze bardziej podkopało zaufanie A. do pracowników szkoły.

B. (11) i C. (14) są rodzeństwem. Ich tata nadużywa alkoholu, znęca się nad nimi i nad mamą. Ponadto C. była w przeszłości dręczona przez rówieśników, co spowodowało, że obecnie boi się wychodzić z domu. Nauczyciele twierdzą jednak, że „To było dawno, a ona ciągle przeżywa”, „Staraliśmy się reagować, ale na to, co się działo poza szkołą, nie mieliśmy wpływu. Zostało zorganizowane nauczanie indywidualne, ale ona się nie pojawiała”. W jej wypadku również pojawia się kwestia ujawnienia nauczycielom tego, co dziewczynka przekazała psychologowi. 

W historii B. obecny jest natomiast wątek długotrwałego moczenia, jednak nauczyciel nie postrzega tego faktu w kontekście przemocy w rodzinie, chłopiec zostaje wyśmiany. B. ujawnia także zachowania trudne – uciekanie z lekcji, przeszkadzanie, co nauczyciele traktują głównie jako „niegrzeczność” i „zaburzenie”, chłopiec jest „wysyłany” do szkolnego psychologa, ale to „nie działa”. Za „nieporadność wychowawczą” i trudności dzieci z nauką zdalną szkoła obwinia mamę. Pojawia się nawet sugestia, że dzieci radziły sobie lepiej w obecności taty („Widziałam na kamerze, że kiedy tata siedział z tyłu, B. był bardziej skupiony”). Co istotne, ów tata za młodu chodził do tej samej szkoły, do której teraz uczęszczają jego dzieci.

D. (11) i E. (13) również są rodzeństwem. Ich tata, także uzależniony od alkoholu, stosuje przemoc psychiczną, a pracuje jako woźny w szkole, do której uczęszczają. Zapytany o to, czy rozmawiał na temat ich sytuacji ze szkolnym psychologiem, E. odpowiada, że nie, ponieważ boi się, że psycholog wszystko powtórzy tacie. E wstydzi się, kiedy jeżdżąc z kolegami rowerami po okolicy, spotyka tatę pod sklepem z alkoholem. 

F. (15) przychodzi do mnie w towarzystwie mamy. Początkowym tematem jest depresja, wysoki poziom lęku u dziewczynki i „nieradzenie sobie z emocjami”. Niejako „mimochodem” zostaje wspomniane, że tata „W zeszłym roku stosował przemoc psychiczną i fizyczną, ale dużo pracował i miał osobiste problemy, to już minęło”. Mama dodaje, że tata „denerwował się” także dlatego, że córka… sprawiała problemy wychowawcze. W trakcie następnych dwóch spotkań dziewczynka dużo płacze, jest przybita, pyta: „Co może zrobić, aby w domu ustały awantury, bo przecież powinna coś zrobić?”. Uważa, że „to z jej winy wcześniej została założona Niebieska Karta”, ponieważ opowiedziała w szkole o przemocy. Jest przekonana, że problemy wychowawcze, które sprawiała, przyczyniły się do zachowania taty. Tłumaczę E., że mnie również obowiązują pewne wymogi prawne i jeśli zacznę podejrzewać, że dzieje się jej krzywda, będę musiała wdrożyć odpowiednie procedury, jednak niczego nie zrobię bez jej wiedzy, o wszystkim ją powiadomię, zaproszę mamę na spotkanie. Proszę dziewczynkę, żeby spróbowała mi zaufać. Na kolejną wizytę E. znów przychodzi z mamą. Mama pyta, czy już założyłam im Niebieską Kartę. Przecież nie ma takiej potrzeby. Było to, jak dotąd, moje ostatnie spotkanie z E.

Na przykładzie powyższych historii chcę zwrócić uwagę na kilka ważnych kwestii. Przede wszystkim na fakt, że przestrzeganie przepisów w sytuacji podejrzenia przemocy musi iść w parze z zaopiekowaniem się emocjami i obawami dziecka, które nam zaufało. Po drugie, że działania nie mogą być połowiczne. Wspieranie ofiar (rozmowy z psychologiem, pedagogiem) to trochę za mało, kiedy wszyscy wiedzą, że dana rodzina boryka się np. z alkoholizmem jednego z rodziców. Dalej, że czasem, nie zawsze świadomie, a czasami być może z bezradności, obwiniamy ofiarę, np. matkę, za to, że uczeń znowu nie odrobił zadania domowego, że przeszkadza w trakcie lekcji. Nie bierzemy pod uwagę tego, że owa matka – również będąc ofiarą – po prostu nie daje rady ze wszystkim, a zwłaszcza, że nie ma siły/gotowości/nie potrafi sama, bez wsparcia ochronić dzieci i siebie przed przemocą. Co więcej, nie rozpoznajemy mniej oczywistych, niż tylko siniaki i zadrapania, objawów krzywdzenia, a jego konsekwencją mogą być właśnie zaburzenia zachowania, agresja, trudności ze skupieniem i trudności w nauce. Nie potrafimy także właściwie obchodzić się z kwestią tajemnicy i zaufania, czyli np. nie informujemy ucznia, że tajemnice dzielą się na „dobre” i „złe”, a więc w tym wypadku musimy kogoś zawiadomić (mamę, sąd, policję), ponieważ informacja o krzywdzeniu jest tą „złą” tajemnicą, albo obiecujemy uczniowi, że „nikt się nie dowie”, po czym bez jego wiedzy i zgody dzielimy się uzyskanymi informacjami np. z innymi nauczycielami. 

Wszystko to, co wymieniłam, podkopuje zaufanie ucznia do dorosłych, ale także jego wiarę w skuteczność podejmowanych przez nich działań. Jak można tego uniknąć?

„Mój tata mnie bije/krzyczy”2 – jak reagować na takie komunikaty?

Załóżmy, że uczeń komunikuje nam coś takiego. Jakie myśli, jakie emocje wówczas się w nas pojawiają? Czy przychodzi nam do głowy, że „wymyśla”, „przesadza”, „chce zwrócić na siebie uwagę”? Przecież ten przysłowiowy tata jest zawsze taki uprzejmy. A może przeciwnie, mamy ochotę natychmiast dzwonić na policję, pisać do sądu, wzywać rodziców na spotkanie? Osobiście na początek zwróciłabym uwagę na dwie kwestie:

To nie przypadek, że uczeń wybrał właśnie ciebie. Może do ciebie ma największe zaufanie, może ciebie najbardziej lubi3, może sądzi, że to właśnie ty możesz mu pomóc? Może słyszał, że psycholog/pedagog to właśnie ta osoba, która pomaga w takich sytuacjach? Jednocześnie to, co dziecko tobie mówi, jest zarazem pewnym „testem”. Od tego, jak zareagujesz, zależy, czy uczeń bardziej się otworzy, czy wręcz przeciwnie – zamknie się w sobie i nie wróci do tematu;
„Zmyśla” czy nie? Owszem, zdarzają się sytuacje, w których dziecko faktycznie nie jest np. bite, choć tak twierdzi. Jednak nawet wówczas nie należy lekceważyć tego, co powiedziało, zarzucać mu kłamstwa, krytykować go. Mówiąc coś takiego, uczeń nadal sygnalizuje jakiś problem, choć być może niezwiązany z przemocą fizyczną, co jednocześnie nie oznacza, że ten problem jest mniej ważny. „Chce zwrócić na siebie uwagę” to zbyt pobieżna interpretacja funkcjonowania ucznia, zachęcam, aby na tym nie poprzestawać.

Osobiście powstrzymałabym się wówczas od prób udowodnienia, czy wspomniane bicie/krzyk miało miejsce, czy nie. Unikałabym wypowiedzi typu: „Tata/mama był(-a) pewnie zdenerwowany(-a), ludzie czasem na siebie krzyczą”, bo dziecko może odebrać to jako bagatelizowanie (niezależnie od faktu, że rodzic faktycznie mógł być po prostu zdenerwowany). Powiedziałabym raczej: „Dziękuję, że mi o tym powiedziałeś, to wymagało odwagi, dobrze zrobiłeś. Musiałeś czuć się wtedy okropnie, może byłeś zły lub się bałeś. Czy chcesz opowiedzieć mi o tym coś więcej?”. 

Dalszy tok postępowania w dużej mierze zależy od tego, co uczeń powie (być może nie tego samego dnia), i od tego, jak ogólnie funkcjonuje w szkole. Kiedy dziecko szerzej opowie o sytuacji, a my nabierzemy podejrzeń, że krzywdzenie/niewłaściwe traktowanie może mieć miejsce, przyjdzie kolej na rozmowę: „Wiesz, nie mogę zachować w tajemnicy tego, co mi powiedziałeś. To by była «zła tajemnica», a ja chcę ci pomóc. Uważam, że o tym, co mi powiedziałeś, powinienem porozmawiać z twoją mamą/rodzicami”. Jeżeli natomiast sytuację oceniamy jako na tyle poważną, że nie chcemy zwlekać z zawiadomieniem np. policji (bo w rodzinie nie potrafimy zidentyfikować osoby nieprzemocowej), wówczas również bezwzględnie należy powiedzieć o tym uczniowi, opiekując się jego emocjami. Uczeń może bowiem przestraszyć się, że to „przez niego” tatę/mamę „gdzieś zabiorą”. Nam, dorosłym może się to wydać irracjonalne. Myślimy, że skoro „tata bije”, to dziecko powinno być szczęśliwe, że tatę „gdzieś zabiorą”, prawda? To nie takie proste. W takiej sytuacji dziecko doświadcza mieszanki różnorodnych emocji i stanów – ulgi, że być może w domu będzie teraz spokojniej, złości na rodzica, że tak się zachowuje, nadziei, że rodzic jednak się zmieni, miłości do rodzica wspieranej dobrymi wspomnieniami, poczucia winy, że o tym, co dzieje się w jego domu, powiedziało np. w szkole, przekonania, że to ono jest odpowiedzialne za funkcjonowanie rodzica (bo „było niegrzeczne”)… 

Mając to wszystko na uwadze, koniecznie należy powiedzieć uczniowi, że:

  • To dobrze, że o tym, co dzieje się w jego domu, powiedział nauczycielowi/innemu dorosłemu.
  • To nie jego wina, że tata/mama tak się zachowuje.
  • To normalne, że uczeń jednocześnie kocha mamę/tatę i jest na nią/niego zły z powodu jej/jego zachowań lub się jej/go boi. To nic złego być wściekłym na mamę/tatę.

Dylematy i jak z nich wybrnąć?

Każda forma przemocy jest zła, niezależnie od tego, czy będą to „zwykłe klapsy” (oczywiście mówię to ironicznie), „regularne bicie” czy też słowne krytykowanie i poniżanie. Wszyscy wiemy, że w sytuacji podejrzenia stosowania przemocy wobec ucznia mamy obowiązek reagować, w tym również angażując instytucje, takie jak MOPR, sąd, policja. Mam wrażenie, że podstawowa trudność polega na tym, iż nie każda z wymienionych przeze mnie form krzywdzenia, choć – jak wspomniałam – jest nieakceptowana, z automatu kwalifikuje się do pisania pisma do sądu i odbierana praw rodzicom, względnie nie zawsze należy to robić od razu. Każdy przypadek jest inny. Czasem naprawdę, nie zwlekając, trzeba zaangażować instytucje, innym razem wystarczą rozmowy z rodzicami i skierowanie ich na warsztaty kompetencji rodzicielskich. Nigdy jednak nie można pozostawić bez reakcji tego, co uczeń zgłasza. 

Na bazie rozmów z dziećmi i ich rodzicami odnoszę wrażenie, że szkołom brakuje czasem gotowości na – nazwijmy to – zdecydowane działania. Odbywa się jedno spotkanie z opiekunem nieprzemocowym, drugie, trzecie… Przysłowiowa matka jest instruowana, co powinna zrobić w sytuacji, w której partner stosuje przemoc wobec dziecka (a najczęściej również względem niej), z przebiegu spotkań robione są notatki służbowe… i nierzadko to tyle. 

Zapominamy, że owa matka, sama będąc ofiarą przemocy, może w danym momencie nie być w stanie wypełnić formularza Niebieskiej Karty, zgłosić się na policję lub „wyrzucić alkoholika z domu”. Owszem, ona wie, że powinna, ale boi się, jest uwikłana w mechanizm przemocowej relacji, sądzi, że nie poradzi sobie np. finansowo. To jest właśnie moment, w którym powinny zadziałać osoby z zewnątrz, w tym wypadku pracownicy oświaty. Kompletnie niezrozumiały jest dla mnie zatem fakt, że szkoła zatrudnia pijącego rodzica, jak w przypadku rodzeństwa D. i E. Tak samo nie potrafię pojąć, jak to możliwe, że dyrektor szkoły nie do końca ori...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Głos Pedagogiczny"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy