Dołącz do czytelników
Brak wyników

Otwarty dostęp , praca z uczniem z ASP

14 listopada 2018

NR 103 (Listopad 2018)

Czy ludzie w spektrum mają inne potrzeby?

0 70

Życie każdego człowieka od pierwszych chwil wypełnione jest mnóstwem potrzeb, których liczba rośnie wraz z wiekiem, osiąga apogeum i… przeważnie maleje w procesie starzenia się. W rozumieniu psychologicznym potrzeba jest niczym innym, jak odczuwaniem braku czegoś, co może być uświadomione lub nie, oraz stanowi czynnik motywujący do podejmowania działań na rzecz ukojenia owego uczucia niespełnienia.

W pierwszym okresie życia większość ludzkich potrzeb nie może być uświadomiona, a działania możliwe do podjęcia, aby je zaspokoić, są bardzo ograniczone. W przypadku osób o typowym rozwoju ta sytuacja zmienia się wraz z wiekiem, ponadto u większości z nich odczuwane potrzeby są bardzo podobne. 
Amerykański psycholog Abraham Maslow bardzo precyzyjnie opisał hierarchię potrzeb człowieka. Jego teoria do dziś jest w pełni adekwatna do otaczającej nas rzeczywistości i nazywana jest piramidą potrzeb Maslowa. Według niej żadna potrzeba wyższego rzędu nie może być zaspokojona, jeżeli człowiek nie zrealizował potrzeb bardziej pierwotnych. U samych jej podstaw leżą potrzeby fizjologiczne. One właśnie są najczęściej sygnalizowane przez dzieci w pierwszych miesiącach życia. Dziecko informuje, że jest głodne, śpiące, potrzebuje zmiany pieluchy czy dotyku drugiego człowieka. Potrzeby te napędzane są istniejącym od urodzenia systemem percepcyjnym dziecka. Noworodek przychodzi na świat z określonymi właściwościami percepcyjnymi. Jego zmysły na poziomie zarówno receptorów (narządów zmysłów), jak i analizatorów w układzie nerwowym będą jeszcze dojrzewały w kolejnych miesiącach. Rodzi się już jednak ze swoistym „oprogramowaniem”, które steruje jego wrażliwością sensoryczną i funkcjonalnością zmysłów. 

Autyzm a potrzeby fizjologiczne

Żeby dobrze zrozumieć, co leży u podłoża specyfiki sygnalizowania potrzeb przez dziecko z autyzmem, musimy najpierw zadać sobie trud poznania oczywistych różnic w „zmysłowym oprogramowaniu” występujących między dzieckiem w spektrum, a tym o typowym rozwoju. W zasadzie całe to, dość skomplikowane zresztą, zagadnienie możemy uprościć i streścić w jednym zdaniu: 

Każde dziecko ze spektrum przychodzi na świat z indywidualnymi właściwościami sensorycznymi, które niezależnie od swojej specyfiki będą na pewno odmienne od wzorca sensorycznego dzieci typowo rozwijających się.

Jednocześnie wypada w tym miejscu uprzedzić wszystkich, którzy uważają, że skoro poznali pewną liczbę dzieci ze spektrum, to mogą tworzyć uogólnienia na temat populacji osób autystycznych. Niestety, zróżnicowanie rozwojowe w tej grupie jest ogromne i nie sposób znaleźć żadnych właściwości, które byłyby prawdziwe dla więcej niż tylko fragmentu populacji osób ze spektrum. Jaś może być dzieckiem bardzo wrażliwym słuchowo, z niską wrażliwością wzroku i czucia głębokiego, a jednocześnie poziomem wrażliwości węchu tak dużym, że realnie utrudnia mu to funkcjonowanie w społeczeństwie. Ania ma ogromne potrzeby płynące ze wszystkich zmysłów i jest dzieckiem bardzo hiperaktywnym, nastawionym na ciągłe poszukiwanie bodźców. Franek odwrotnie – jego zmysł równowagi stale dostarcza mu za dużo wrażeń, preferuje więc spokojny styl życia, chociaż w zakresie czucia głębokiego ujawnia dużo potrzeb, dlatego bardzo chętnie się przytula, niwecząc tym samym stereotyp o unikającym kontaktu fizycznego dziecku autystycznym. Możliwości kombinacji są zapewne miliony. Jestem przekonana, że dobry matematyk byłby w stanie dokładnie je policzyć, wiedząc, że mamy cztery systemy czuciowe: wzrok, słuch, węch, smak oraz poczucie równowagi w trzech płaszczyznach, oraz przyjmując w uproszczeniu skalę wrażliwości każdego z nich w wartościach od 0 do 5. Niestety, nie jestem matematykiem, a złożoność tego zadania przekracza moje możliwości i pozwala jedynie wyobrażać sobie, jak ogromną liczbą musielibyśmy wyrazić możliwe kombinacje dla tego zadania. Dlatego właśnie nie próbujmy nawet znajdować uproszczonych podobieństw między dziećmi z autyzmem w tym względzie. Każda kombinacja pociąga za sobą inne potrzeby i inaczej przekłada się na funkcjonowanie w środowisku. Oznacza to tyle, że każde dziecko z autyzmem musimy potraktować indywidualnie. 
Każde dziecko i dorosły posiadają potrzeby sensoryczne. Pod tym względem osoba ze spektrum nie różni się niczym od swoich typowo rozwijających się rówieśników. Ona także je ma. Jak łatwo jednak wywnioskować z wcześniejszego akapitu, wyraźne różnice będziemy mogli zaobserwować w jakości tych potrzeb. Niestety, biorąc pod uwagę wspomniane zróżnicowanie w tym zakresie, oczywiste jest, że nikt nie jest a priori przygotowany do ich dostrzegania ani zaspokajania. W ostatnich dziesięcioleciach specjaliści zajmujący się rozwojem noworodków i niemowląt opracowali już wiele zaleceń dla rodziców czy instytucji, takich jak szpitale, w zakresie właściwego gospodarowania bodźcami, tak by nie były one uciążliwe dla malucha. Zaleca się, by noworodek nie był narażony na nadmiar światła i dźwięków. Coraz większą wagę przykłada się do tego, by otrzymał odpowiednią ilość dotyku – w oddziałach opieki nad noworodkami wprowadza się wolontariuszy, którzy przytulają dzieci, rodzicom pozwala się „kangurować” lub chociaż dotykać niemowlę, jeżeli jego sytuacja zdrowotna nie pozwala na przytulanie. Rodziców uwrażliwia się, by nie zabierali noworodków i niemowląt do centrów handlowych, w zatłoczone miejsca. Propaguje się noszenie dzieci w specjalnych chustach, zapewniających liczne doznania sensoryczne i bliskość z ciałem opiekuna. W znakomitej większości te rady są także świetne dla dzieci w spektrum. Niestety, nie wszystkie i nie dla wszystkich. Jeżeli wyobrazimy sobie dziecko, dla którego zapach ciała drugiego człowieka jest trudny do wytrzymania – rzecz jasna, nadmiar bliskości, chustowanie nie będą zaspakajać jego specyficznych potrzeb. Może się także zdarzyć, że taka właściwość utrudni dziecku realizację innej, podstawowej potrzeby fizjologicznej – jedzenia. Zrozumiały i zdrowy nacisk na karmienie piersią niemowląt będzie dla takiego dziecka ogromnym utrudnieniem. Możemy też z łatwością zrozumieć, że nie zaspokoimy potrzeb dziecka z ogromną wrażliwością czucia skórnego poprzez głaskanie go. Nie będziemy sprzyjać potrzebom dziecka potrzebującego małej liczby bodźców związanych z równowagą, nosząc go czy nawet… wożąc w wózku. To wyłącznie przykłady. Jak już wspomniałam, możliwych kombinacji jest bardzo dużo…

Podpis


W tym miejscu może powstać pytanie, dlaczego poświęcam tak wiele uwagi okresowi niemowlęcemu, skoro w pracy pedagogicznej spotykamy się z dziećmi na ogół dużo starszymi. Odpowiedź jest prosta – tylko wówczas, gdy zrozumiemy, że dziecko/osoba ze spektrum niemal od urodzenia doświadcza deprywacji swoich elementarnych potrzeb, jesteśmy w stanie wdrożyć strategie zarówno zapobiegające dalszej deprywacji, jak i pozwalające na rozwiązanie problemów wynikających z wieloletniej deprywacji. David Eagleman, neurobiolog z Uniwersytetu Stanford, w swojej książce Mózg. Opowieść o nas podaje obrazowe przykłady tego, co dzieje się z człowiekiem doświadczającym przedłużającej się deprywacji sensorycznej. Nie są to przyjemne opisy, a dotyczą sfer fizjologicznej, emocjonalnej i psychicznej. Tymczasem w tych przypadkach, jeżeli mówimy o „przedłużającej się deprywacji”, oznacza to zaledwie dni, czasem tygodnie czy miesiące. Musimy sobie uświadomić, że dziecko ze spektrum autyzmu prawdopodobnie żyje z niezaspokojonymi potrzebami sensorycznymi dokładnie tyle lat, ile ma w momencie naszego pierwszego z nim spotkania. Oczywiście w dzisiejszych czasach wiele dzieci, nawet jeszcze przed diagnozą spektrum, ma wykonaną tzw. diagnozę integracji sensorycznej. Teoretycznie mogłaby ona być dobrą podstawą do zrealizowania dwóch bardzo ważnych celów: uświadomienia dziecku jego potrzeb płynących z ciała oraz ich skutecznego zaspakajania. Niestety, w większości przypadków tak nie jest. Właściwości percepcyjne dziecka poznają jego rodzice i terapeuci czy nauczyciele. A oddziaływania są skierowane na „redukcję zaburzeń”, nie na zaspokajanie potrzeb. Pół biedy, jeżeli terapia jednocześnie w jakimś wycinku odpowiada na potrzeby. Niestety, godzina czy nawet kilka godzin w gabinecie nie zaspokoi wszystkich potrzeb, a – co gorsza – nie zbuduje w dziecku ich zdrowej świadomości. Najczęściej dziecko dowiaduje się, że musi chodzić na terapię, czyli de facto – musi naprawić coś, co jest w nim zepsute. Zamiast uczyć je, jak zaspokajać elementarne, fizjologiczne potrzeby płynące z organizmu, fundujemy mu kolejną, bardzo istotną deprywację – potrzeby bezpieczeństwa. 

Autyzm a potrzeba bezpieczeństwa

Potrzebę poczucia bezpieczeństwa ma absolutnie każdy człowiek. I znowu – w tej kwestii nie ma żadnej różnicy między człowiekiem ze spektrum i osobą o typowym rozwoju. Jeden i drugi potrzebują czuć się bezpiecznie. Jednocześnie niemal we wszystkich opracowaniach na temat autyzmu czytamy, że osobom z tej grupy bardzo często w wielu życiowych sytuacjach towarzyszy lęk. Powinno to stać się dla nas punktem wyjścia do myślenia o tym, czy człowiek ustawicznie zalękniony może czuć się bezpiecznie? Niestety, znacznie częściej znajdujemy proste wytłumaczenie: autyzm powoduje lęk. Jeżeli w ten sposób podejdziemy do tematu, zaczniemy poszukiwać cudownych strategii leczenia z autyzmu, żeby wyzwolić człowieka z tego, co powoduje, że nie może czuć się bezpiecznie. Mam nadzieję, że dla wszystkich czytelników tego cyklu jest to już oczywisty absurd. 
Spróbujmy zatem przyjrzeć się temu, co naprawdę leży u podstaw niezaspokajania potrzeby bezpieczeństwa człowieka autystycznego, niezależnie od wieku i sprawności ogólnej. Oczywiście, już z teorii Maslowa wynika pierwszy wniosek: człowiek, który nie zaspokaja potrzeb fizjologicznych, nie może realizować potrzeby bezpieczeństwa. Załóżmy jednak, że rozwiązaliśmy problemy dziecka w sferze fizjologicznej. Że rozumie ono specyfikę swoich potrzeb żywieniowych, związanych z kontaktem fizycznym, dźwiękami, bodźcami wzrokowymi, równowagą, termiką itp. Załóżmy, że pomogliśmy mu odnaleźć strategie ich zaspokajania. W takiej sytuacji na pewno mocno już ograniczyliśmy lęk i możemy zająć się innymi czynnikami wchodzącymi w skład poczucia bezpieczeństwa. 
Jak świat długi i szeroki, wszędzie podkreśla się, że dla bezpieczeństwa dziecka kluczowe jest pozostawanie w bliskiej, pozytywnej i niezagrażającej relacji z najbliższymi opiekunami. Pomijając szeroko już omówione strategie budowania relacji na poziomie fizycznym w pierwszym okresie życia, zwróćmy uwagę na inne, powszechnie podawane warunki budowania tejże relacji. Okazuje się, że gdy mówimy o dzieciakach typowo rozwijających się, są to przede wszystkim: przewidywalność otoczenia, reagowanie przez najbliższych na sygnały wysyłane przez dziecko, mądre stawianie granic oraz… rozwiązywanie...

Pozostałe 70% treści dostępne jest dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż konto Zaloguj się

Przypisy