Dołącz do czytelników
Brak wyników

Relacje i emocje

2 czerwca 2022

NR 133 (Czerwiec 2022)

W labiryncie dziecięcych uczuć

0 155

Nie chcemy, aby nasze dzieci smuciły się, bały albo denerwowały. Problem w tym, że nie uchronimy ich przed takimi emocjami. Możemy jednak sprawić, że będą je właściwie rozpoznawać, nazywać i rozumieć. To prosta, choć niełatwa droga do otwartości, pewności siebie i poczucia własnej wartości.

Emocji nie możemy zobaczyć, dotknąć, zmierzyć. Widzimy natomiast ich symptomy, na ogół w postaci konkretnego zachowania. Czasami mówimy, że nie radzimy sobie z emocjami albo że nie radzą sobie z nimi nasi bliscy, zwłaszcza dzieci. Mamy wtedy poczucie, że nikt nas nie rozumie lub my nie rozumiemy naszych pociech. Aby sobie z czymś poradzić, należy poznać mechanizmy jego działania.

POLECAMY

Radość, smutek, złość, wstyd…

Skupmy się na kilku podstawowych emocjach. Zacznijmy od radości. To wspaniała emocja, przyjemna w przeżywaniu zarówno dla dziecka, jak i rodzica. Nie sprawia problemów, jest wręcz pożądana, ale to nie oznacza, że nie trzeba o niej rozmawiać. Przeciwnie, należy to robić, aby ją uprawomocnić, nadać prawo do jej odczuwania. Warto więc powiedzieć dziecku: „Cieszę się, że jesteś uśmiechnięty…”, „Miło patrzeć, jak się cieszysz…”. Radości towarzyszy rodzaj pobudzenia – zadowolenie, satysfakcja lub wręcz euforia. Ta ostatnia może być tak intensywna, że rodzice spróbują ją osłabić.
Smutek źle się kojarzy. Rodzice zazwyczaj chcą uchronić przed nim swoje pociechy, dlatego często go bagatelizują, mówiąc: „Nie martw się!” lub „Nic się nie stało”. Choć smutek odbiera energię, to równocześnie sprzyja wyciszeniu i wyhamowaniu na przykład w sytuacji utraty kogoś bliskiego. Daje możliwość przeżycia żałoby, pogodzenia się ze stratą. Umożliwia refleksję, doprowadza do przewartościowania po to, aby można było pójść dalej. 
Złość pojawia się wtedy, kiedy ktoś lub coś zagraża naszemu dobru. Przypomina alarm w samochodzie, daje znak, że musimy coś zrobić. Motywuje do działania, daje energię, prowadzi do obrony własnych interesów. Nie da się jej wyłączyć, a długotrwałe tłumienie tej emocji może prowadzić do zaburzeń odczuwania.
Strach często mylimy z lękiem, który jest długotrwałym niepokojem, obawą przed bliżej nieokreślonym zagrożeniem albo czymś, co obiektywnie nie jest niebezpieczne (ciemność, pająk). Strach natomiast ma obiekt – kogoś lub coś, co wchodzi na nasze terytorium. Jest konkretny i wywołuje w nas reakcję walki, ucieczki albo znieruchomienia. Umożliwia przetrwanie w sytuacji zagrożenia. Emocja ta chroni przed niebezpieczeństwem i podejmowaniem niepotrzebnego ryzyka. Małe mielibyśmy szanse na przeżycie spotkania z lwem, gdybyśmy zamiast ucieczki czy znieruchomienia wybrali walkę. Uczmy dzieci, że odwaga nie oznacza braku strachu, że strach bywa dobrym doradcą.
Wstyd jest bardzo złożoną emocją. Towarzyszy relacjom międzyludzkim, przynależności do grupy społecznej. Wstydzimy się, jeżeli nie przestrzegamy wartości i norm cenionych w naszej grupie społecznej. Małe dziecko, któremu rodzice ciągle powtarzają, że nie wolno siusiać w majtki, odczuje wstyd, gdy nie zapanuje nad swoją fizjologią. 
Wstyd wyznacza granice naszego postępowania, kształtuje nasze zasady życiowe. Należy odróżniać wstyd z powodu zachowania (to możemy zmienić) od wstydzenia się samego siebie – to szczególnie destrukcyjna emocja.

Po co nam emocje?

W naszej kulturze szczególny nacisk kładzie się na rozwój inteligencji racjonalnej. Rodzice zwykle chcieliby, aby dziecko odnosiło sukcesy, otrzymywało bardzo dobre oceny. Niestety, zdarza się, że ludzie wybitnie zdolni, o wysokiej inteligencji racjonalnej jako dzieci nie radzili sobie w stosunkach międzyludzkich, mieli problemy z relacjami w rodzinie czy grupie rówieśniczej, a w życiu dorosłym nie potrafią budować, solidnych trwałych związków. Brakuje im inteligencji emocjonalnej. 
Jest to połączenie wiedzy i umiejętności postrzegania, rozumienia i przewidywania własnych emocji oraz zarządzania nimi. Ogromne znaczenie ma też dostrzeganie i analizowanie emocji u innych ludzi. Szczególną rolę odgrywa również empatia, czyli współodczuwanie. Skąd ten brak? Między innymi stąd, że tacy ludzie słyszeli w dzieciństwie polecenia w rodzaju: „Nie płacz”, „Nie bądź mazgajem”, „Nie złość się”. Dziecku trzeba pozwolić się wypłakać, zezłościć, a potem z nim porozmawiać. Każde uczucie jest ważne i potrzebne. Gdyby nie emocje, nie byłoby świata i ludzi. W czasach, kiedy mieszkaliśmy w jaskiniach, emocje pomagały przeżyć.
Emocje pełnią różne funkcje. Motywują do działania, pomagają w podejmowaniu decyzji, umożliwiają komunikację i relacje z ludźmi. Nie ma emocji dobrych i złych, są tylko emocje o znaku (+) i znaku (–). Chcielibyśmy oszczędzić naszym pociechom tych „ujemnych”, bo serce nam się kroi, gdy płaczą albo smucą się. Nie zabierajmy ich, tylko pomóżmy je przejść. Zyskamy wtedy pewność, że kiedyś dzieci przyjdą do nas z problemami, a nie będą je w sobie dusić. Niedobrze się dzieje, kiedy emocje przejmują nad nami kontrolę i robimy rzeczy, których później się wstydzimy, ale równie niedobry jest stan, w którym tak kontrolujemy nasze odczucia, że przestajemy je rozumieć.

Schody w naszej głowie

Mamy prawo mieć oczekiwania co do emocji u naszych dzieci. Nie łudźmy się jednak, że 7-latek będzie reagował tak jak dorosły. Po prostu nie mamy wpływu na jego reakcje. Emocjami zarządzają płaty czołowe, które rozwijają się do 25. roku życia. Wyobraźmy sobie małe dziecko jadące na ogromnym słoniu. Dziecko to zarządca, a słoń to emocje. Czy możemy nakazać maluchowi, aby sprawnie kierował potężnym zwierzęciem? Co więcej, rozwój emocjonalny nigdy nie toczy się równo, proporcjonalnie i wznosząco. W jednej chwili jest dobrze, w następnej gorzej, a później znów lepiej. Pasmo „górek” i „dołków”.
Rodzice często mnie proszą, aby ich dziecko zaczęło lepiej radzić sobie z emocjami: mniej się złościło, smuciło czy bało, nie okazywało ich tak ekspresyjnie. Najczęściej te prośby dotyczą „ujemnych” emocji. Czym jest to radzenie sobie z emocjami? Na pewno adaptacyjnym ich przeżywaniem, a nie tłumieniem. Nie ma dzieci, które będą przeżywały emocje zgodnie z wyobrażeniem dorosłych. Najważniejsze, żebyśmy pomogli im je wyartykułować i zwizualizować, czyli oswoić. 
Zawsze pytam rodziców o częstotliwość „niepożądanych” reakcji dzieci. Zaskakująco często okazuje się, że występują sporadycznie. Staram się wtedy przekonać rodziców, że nie dzieje się nic złego. Tłumaczę też, że nie należy stygmatyzować reakcji dziecka ani tym bardziej karać za nie. Ważne, aby rodzice stali się dla dziecka przewodnikami po świecie emocji.

Unieważnienie

Istotnym elementem radzenia sobie z emocjami dziecka jest uprawomocnienie, czyli danie prawa do ich przeżywania. Niestety, bardzo często dochodzi ze strony rodziców do zachowania odwrotnego, czyli unieważnienia. Wyobraźmy sobie taką sytuację: dziecko jeździ po ścieżkach parku na hulajnodze i przewraca się. Jak reagują rodzice? Zdarza się, że gniewnie mówią: „Po co tak szybko jechałeś, miałeś być ostrożny!”. To reakcja unieważniająca. Dziecko pomyśli, że upadło z własnej winy, zatem nie ma prawa do płaczu i smutku. Może też usłyszeć komunikat: „Nie płacz, nic się nie stało!”. Ten przekaz z kolei bagatelizuje jego odczucia. Efekt będzie taki, że przestanie ono ufać swoim emocjom i potrzebom. Nie artykułuje ich, a potem tłumi lub wypiera. Bywa też – chyba najczęściej – że gdy rodzic widzi silne emocje u swojego dziecka, chce je pocieszyć i uspokoić, mówiąc np.: „Widzę, że bardzo cię boli, zrobimy opatrunek i pójdziemy do sklepu kupić grę, o której marzyłeś”. Kierował się dobrymi intencjami, zapewnił dziecku swoją uwagę i pomoc, nawet dał nagrodę na pocieszenie. Jeśli jednak takie sytuacje będą się powtarzać, rodzic wzmocni u dziecka przekonanie, że tylko silne emocje zwracają czyjąś uwagę.
Opisane reakcje rodziców sprawiają, że powstaje rozłam między światem emocji dzieci a światem dorosłych. Dzieci czują się osamotnione i sfrustrowane w przeżywaniu doświadczeń. Dorośli nie wiedzą, jak się zachować wobec swoich pociech, zwykle odczuwają to jako porażkę, niemoc. Chcieli dobrze, wyszło inaczej. Wtedy zjawiają się u psychologa, szukają narzędzi, dzięki którym dojdzie do natychmiastowej poprawy relacji z dziećmi. Przypominam im wtedy, że rozwój emocjonalny to długotrwały i złożony proces, a połączenie dwóch światów (rodzica i dziecka) jest bardzo trudne. Wymaga cierpliwości i poświęcenia przy równoczesnej niepewności, czy efekty działań przyniosą szybkie rezultaty.

Co robić, czego nie robić?

Najważniejsza jest obserwacja dziecka. Warto zastanowić się, jaką emocję ono przeżywa, z jakiego powodu i dlaczego tak intensywnie. Jako rodzice często staramy się zdobyć uniwersalne schematy postępowania. Niestety, one nie istnieją. Każde dziecko jest indywidualnością i wymaga specjalnego podejścia. Nie ma też jednego sposobu reagowania na daną emocję. Czasami trzeba coś zrobić, ale bywa i tak, że dziecku wystarczy sama obecność rodziców. Przypominam, że działania trzeba rozpocząć od uprawomocnienia emocji, czyli jej akceptacji. Nie wolno dawać dziecku komunikatu, że nie może przeżywać emocji, że ma je stłumić, co jeszcze bardziej nasila jego frustrację. 
Niedopuszczalne jest też karanie dziecka za emocje – to najgorszy ze wszystkich sposobów reagowania. Dziecko to dobry obserwator, uczy się relacji społecznych na podstawie tego, co widzi. Nie dziwmy się więc, gdy uzna, iż przemoc daje siłę, i będzie biło, gryzło innych, bo takie narzędzie otrzymało od nas. Niczego też nie rozwiąże zostawienie dziecka w innym pomieszczeniu, aby przemyślało swoje postępowanie i się uspokoiło. Ono po prostu nie wie, co ma przemyśleć, bo nie rozumie swoich emocji, a odosobnienie tylko pogłębi jego poczucie osamotnienia.
Warto natomiast pomóc dziecku w nazywaniu swoich emocji. Dzięki zwrotom w rodzaju: „Widzę, że jesteś zły”, „Zauważyłem, że się smucisz”, „Gniewasz się ” dziecko będzie wiedziało, jaka reakcja pasuje do danej emocji i w późniejszym życiu bez problemu ją rozpozna. Pamiętajmy przy tym, że ekspresja emocjonalna zależy również od temperamentu dziecka i modelowania w rodzinie (co jest dozwolone, jakich granic nie wolno przekraczać). Zostanie ona prawidłowo ukierunkowana, jeśli obowiązujące w rodzinie zasady obejmują wszystkich jej członków.

Mały Książę i jego Róża

Wszyscy znamy opowieść Antoine’a de Saint-Exupéry’ego Mały Książę. Spójrzmy na relację między głównym bohaterem a Różą. Kiedy kwiat wyrósł na planecie B-612, wzbudził zachwyt chłopca. Do tej pory znał on tylko baobaby i proste zioła. Mały Książę spełniał wszystkie potrzeby, a nawet kaprysy Róży. Nakrywał ją nawet szklanym kloszem, aby uchronić delikatną roślinę przed nocnym chłodem. 
Spora grupa rodziców przypomina Małego Księcia. Nadmiernie osłaniają swoje dzieci, nakrywają je kloszami, które mają chronić przed niepokojącymi emocjami. To niedobre działanie! Izolacja od uczuć może skutkować tym, że dziecko nie wytworzy strategii radzenia sobie z nimi i nie będzie potrafiło dawać sobie rady ze złością, wstydem czy strachem. Czasami wpadnięcie w przysłowiowe pokrzywy daje więcej niż czekanie, aż urosną, lub udawanie, że ich (kłopotów, problemów) nie ma.
Kiedyś o pomoc poprosiła mnie mama zaniepokojona tym, że jej syn jest wycofany, nie lubi wychodzić na podwórko, nie ma kolegów. Z czasem okazało się, że kobieta boi się kontaktów z ludźmi, więc nie tylko zrezygnowała z pracy, ale też nie pozwala synowi na wiele rzeczy, np. wychodzenie z psem po zmroku. W ten sposób dawała chłopcu wyraźny przekaz, ż...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Głos Pedagogiczny"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy