Dołącz do czytelników
Brak wyników

Pochwała nicnierobienia

Artykuły z czasopisma | 22 sierpnia 2018 | NR 88
208

Bywają takie chwile, kiedy człowiekowi nic się nie chce. Siedzi bezczynnie z zamkniętymi oczami albo leży na łóżku i tępym wzrokiem wpatruje się w sufit. Nawet palcem nie kiwnie. Zdrowie mu dopisuje, humor też, a jednak nie robi nic, tylko leni się. Znacie Państwo ten stan? Oczywiście, od dzieciństwa. Czy zatroskani rodzice i nauczyciele mówili wam wtedy: To źle (grzech) tak się nudzić i obijać. Jak to, nie masz nic do roboty? 

Nie marnuj czasu, powtórz lekcje, wynieś śmieci, wyjdź z psem, posprzątaj pokój, pobaw się z bratem. Jak będziesz takim leniem, to do niczego w życiu nie dojdziesz? Czy wam zdarza się w podobny sposób karcić dzieci, swoje i cudze?

Zapewne tak. Wielu ludzi żyje w przeświadczeniu, że nicnierobienie to objaw nudy, a przecież dziecko żadną miarą nie powinno się nudzić, bo wtedy do głowy przychodzą mu tylko głupie pomysły. W naszej mentalności pokutuje przekonanie, że dzieci potrzebują głównie: zdrowej i kształcącej aktywności, dyscypliny, nadzoru i reguł. Lubimy też głosić, że dzieci mądre, inteligentne i odpowiedzialne nie nudzą się.

Podobnie jak mądrzy, inteligentni i odpowiedzialni dorośli, którym bezczynność chluby nie przynosi. Już Hipokrates przecież pisał: Bezczynność i lenistwo prowadzą do zguby. Czy aby na pewno? Odnoszę wrażenie, że odebraliśmy sobie przywilej nicnierobienia, bo nie rozumiemy tego stanu i zwyczajnie się go boimy. Dlatego proponuję przyjrzeć się nicnierobieniu z nieco innej perspektywy. Głównie pod kątem korzyści, jakie możemy zyskać, a nie strat, którymi wzajemnie się straszymy. 

Tradycyjna nuda a dzisiejsze nicnierobienie

Słowniki i encyklopedie podają: nuda to próżnowanie, niezajmowanie się niczym, nieróbstwo – nieprzyjemne samopoczucie spowodowane bezczynnością – negatywny stan emocjonalny, polegający na uczuciu wewnętrznej pustki i braku zainteresowania, zwykle spowodowany jednostajnością, niezmiennością otoczenia, brakiem bodźców, a czasami chorobą. W odczuciu społecznym nuda kojarzona jest z tradycyjnym lenistwem, traktowanym jako słabość charakteru; to zachowanie niemoralne, grzeszne, prowadzące do wygodnictwa i postawy roszczeniowej, jako przesadna, czasem wręcz chorobliwa skłonność do odpoczynku.

Myśliciele, naukowcy i poeci mają w tym względzie bardziej zróżnicowane poglądy. 

Pamiętacie piosenkę Johna Lennona z The Beatles I’m only sleeping (Ja tylko śpię), napisaną w 1966 roku? Sławił w niej właśnie nicnierobienie: Wszyscy myślą, że jestem leniwy. Nie przeszkadza mi to, wydaje mi się, że to oni są szaleńcami. Biegną gdzieś w pośpiechu do momentu, w którym nie uświadomią sobie, że to nie ma sensu. Ja przyglądam się światu, który przechodzi pod moim oknem. Wcale się nie spieszę. Leżę sobie i gapię się w sufit. Czekam, aż przyjdzie senność. Ćwierć wieku wcześniej podobnie uczynił filozof Bertrand Russell, pisząc w Pochwale lenistwa (1932), że gdyby wszyscy ludzie byli leniwi i nieskorzy do działania, to na świecie byłoby mniej konfliktów i wojen, bo nikomu nie chciałoby się walczyć. Jednocześnie uważał, że ludzie pracują za dużo i nie mają w związku z tym czasu na rozwój swoich pozazawodowych talentów, pogłębianie zainteresowań i przez to nie są szczęśliwi. Przekonywał, że nuda jest jedną z wielkich motywacyjnych sił we wszystkich epokach historycznych. Dowcipnie wtórował mu kolega po fachu Søren Kierkegaard, pisząc: Bogowie nudzili się, więc stworzyli człowieka. Adam nudził się w samotności, więc powstała Ewa1.

Wbrew powszechnej opinii, podczas bezczynności mózg człowieka zużywa tylko 5% energii mniej niż wtedy, kiedy jego uwaga jest w pełni zaktywizowana. Wtedy jest on w tzw. stanie alfa, czyli na granicy jawy i snu, i może porządkować potrzebne człowiekowi informacje. Analizuje całą wiedzę, którą nabyliśmy podczas naszego życia – również tę, której zazwyczaj sobie nie uświadamiamy. Samoistnie więc integruje świeże doświadczenia z nabytymi wcześniej, utrwala tylko te wartościowe, a pozbywa się zbędnych. 

Z takim poglądem nie zgadza się jednak Philip Zimbardo, jeden z najbardziej uznanych współczesnych psychologów, sprzeciwiając się prezentowaniu nudy i bezczynności jako stanu pożytecznego. Według niego nuda bywa motywacją do zła, a dobrzy ludzie z nudów robią złe rzeczy. Nuda oznacza brak zaangażowania, swego rodzaju wykluczenie, stan, gdy nic nas nie cieszy, nic nie pociąga, nic nie jest dla nas istotne.

Uważa, że kiedy ktoś mówi, że nuda jest potrzebna i pożyteczna, to wcale nie mówi o nudzie. Bo to, czego potrzebuje człowiek, a co niesłusznie nazywane jest nudą, to czas dla siebie, spokojna chwila na refleksję, zwolnienie tempa. Taki czas, w którym nie musi pędzić, lecz może pomyśleć, bez pośpiechu, poddać refleksji siebie i świat – to, zdaniem Zimbardo, nie jest nuda2.
Zdobycze współczesnej neurologii, neurobiologii i psychologii z jednej strony potwierdzają przenikliwość Russella, Kierkegaarda i Lennona, z drugiej – sprzeciw Zimbardo. Dzisiaj, w psychologii nicnierobienia (psychology of doing nothing), wyróżnia się dwa rodzaje tego zjawiska: nicnierobienie negatywne – jako stan apatii bądź depresji oraz nicnierobienie kreatywne, zwane słodkim nicnierobienieniem – polegające na psychicznym spowolnieniu, które umożliwia stopniowe wyłanianie się użytecznej wiedzy. I właśnie ten drugi rodzaj nicnierobienia powinien być przedmiotem szczególnego zainteresowania rodziców i pedagogów.

Wbrew powszechnej opinii, podczas bezczynności mózg człowieka zużywa tylko 5% energii mniej niż wtedy, kiedy jego uwaga jest w pełni zaktywizowana. Wtedy jest on w tzw. stanie alfa, czyli na granicy jawy i snu, i może porządkować potrzebne człowiekowi informacje. Analizuje całą wiedzę, którą nabyliśmy podczas naszego życia – również tę, której zazwyczaj sobie nie uświadamiamy. Samoistnie więc integruje świeże doświadczenia z nabytymi wcześniej, utrwala tylko te wartościowe, a pozbywa się zbędnych. Nieustannie tworzy też nowe i reorganizuje już istniejące połączenia między komórkami nerwowymi. Aktywność ta pochłania 20 razy więcej energii niż reakcja na odganianie uciążliwej muchy. Mózg uwielbia taki reset, bo w tym stanie lepiej kojarzy, zwiększa się wtedy komunikacja między jego lewą a prawą półkulą. Jest to niezwykle ważne, gdyż współczesny człowiek, jak obliczyli badacze z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego, bombardowany jest w ciągu jednego tylko dnia aż 34 gigabajtami informacji i odbiera ponad 100 tysięcy słów, z którymi jego mózg musi sobie jakoś poradzić. Naukowcy dowodzą, że mózg przytłoczony nadmiarem danych, których nie jest w stanie przeanalizować, przechodzi w tryb awaryjny i skraca ich obieg.

Wówczas odłączony zostaje najmłodszy ewolucyjnie płat przedczołowy, odpowiadający za typowo ludzkie cechy – empatię, altruizm, tolerancję. W rezultacie człowiek obojętnieje na wszystko, co nie dotyczy go osobiście. Dlatego naukowcy twierdzą, że dla zdrowia psychicznego zbawienne są występujące od czasu do czasu, pustka, nuda i monotonia. Nicnierobienie jest takim swoistym nadzorcą, który pilnuje, by nasz mózg nie zgnuśniał w nieróbstwie. 

Podobnie sądzi Ulrich Schnabel, fizyk i dziennikarz, edukator doceniany przez UNESCO, autor wielu artykułów na temat badań nad mózgiem. Od lat przekonuje, że od słodkiego nicnierobienia zależy nie tylko nasza kreatywność i pomysłowość. Taki stan to również szansa, aby poznać samych siebie, odnowić swoją siłę woli. Leniuchowanie to poczucie intensywności chwili, całkowite skoncentrowanie się na jednym: na sobie i tym, co dla nas najważniejsze. I nie jest to tylko kwestia relaksu. Raczej podejścia do życia. Dzięki niemu właśnie osiągamy stan poznawczego lenistwa. Świadomie ograniczamy liczbę napływających do nas bodźców, informacji. Dajemy wytchnienie naszemu mózgowi, bo jest mu to niezbędne. Schnabel przyznaje też, że nie jest łatwo uwolnić się od nacisków otoczenia, które oczekuje, że nieustannie będziemy aktywni i dyspozycyjni3.

Uczmy się nicnierobienia

W Korei Południowej nicnierobienie urosło do rangi dyscypliny sportowej. Rozgrywki odbywają się w parku w Seulu od dwóch lat. Wygrywa ten, kto przez 90 minut będzie się najdłużej bezczynnie „gapił” przed siebie, nie skupiając uwagi na niczym. Co 15 minut sprawdza się rytm serca zawodników, by upewnić się, że są zrelaksowani. W 2016 r. do zawodów zgłosiło się 2 tys. chętnych4.

Nicnierobienie jest po to, żeby w głowie człowieka pojawiały się coraz śmielsze pomysły i marzenia. Jest niezwykle ważnym aspektem higieny pracy umysłowej. Piosenkarka Kasia Klich śpiewa: Będę robić nic, nic będę robić. A robić nic to znaczy nic nie robić. I ma rację, gdyż właśnie nicnierobienie stanowi istotę relaksu naszego mózgu.

Umiejętność nicnierobienia pozwoli uczniom zrozumieć, co jest niezbędne dla ich zdrowia psychicznego teraz i przez całe życie. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby tej tematyce poświęcać co pewien czas lekcje wychowawcze i zajęcia psychoedukacyjne, realizowane w ramach szkolnego programu oddziaływań profilaktycznych. 

Niestety, w dzisiejszych czasach wielu z nas musi od nowa nauczyć się, jak – od czasu do czasu, kilka minut dziennie – pozwolić sobie na nieśpieszne smakowanie zdrowego nicnierobienia. Mało tego, powinniśmy tej trudnej sztuki nauczyć też dzieci i młodzież, bo stan ten sprzyja zapamiętywaniu, nauce podejmowania decyzji, budowaniu samooceny i uczeniu się odpoczywania. Jest też polem do popisu dla wyobraźni.

Umiejętność nicnierobienia pozwoli uczniom zrozumieć, co jest niezbędne dla ich zdrowia psychicznego teraz i przez całe życie. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby tej tematyce poświęcać co pewien czas lekcje wychowawcze i zajęcia psychoedukacyjne, realizowane w ramach szkolnego programu oddziaływań profilaktycznych. Dawno temu, po...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Głos Pedagogiczny"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy